1 maja 2017

Rozdział 35

Kylie
Nakładam jeszcze jedną warstwę tuszu do rzęs i poprawiam usta. Moja sukienka leży naprawdę dobrze, a szpilki idealnie pasują do całej kompozycji. Otwieram drzwi i wpuszczam Harry'ego do wnętrza jego pokoju jest w ciemnej, luźnej koszuli, podchodzi do szafy i ściąga z wieszaka marynarkę. Elegancki :) Uśmiecha się szeroko i już po raz kolejny obserwuje mnie od góry do dołu.
- Kurde, ale Ty wyglądasz...- mówi do mnie, na co się uśmiecham i przesyłam mu buziaczki. Ponownie skupiam się na lustrze i poprawiam lekko podkręcone końcówki włosów. Wyglądam dość słodko, ale taktownie. Nie przesadziłam ani z makijażem, ani z długością sukienki, więc wszystko jest co najmniej akceptowalne.
-Dzieci chodźcie już!- słyszymy głos mamy Harry'ego. Na tę komendę Harry wstaje z kanapy i łapie mnie za dłoń. W przelocie sięgam po mój telefon i cicho stukając schodzimy na dół. Anne wygląda bardzo gustownie i elegancko, mam dziwne wrażenie, że też chce pokazać nieco rodzinie. Może mieli jakieś zatargi, ciche kłótnie... Gemma ma na sobie kwiecistą delikatną sukienkę i narzuconą dżinsową katanę. Robin już czeka w samochodzie, niecierpliwi się i trąbi. Wychodzimy z domu i ja, Gemma i Harry siadamy z tyłu, rozmawiamy. Siedzę przy oknie i wpatruję się w przemieszczający się krajobraz pól i nielicznych domków.
-Meredith też będzie?- pyta Anne Robin.
-Tak, tata mówił, że przyjedzie z całą swoją rodziną...- mówi Anne i wydaje się być niepocieszona. Po kilkunastu minutach jazdy Harry kładzie rękę na moim kolanie i łapie za nie, po czym sunie z deka wyżej. Przenoszę na niego wzrok i uśmiecham się do niego swoją dłoń splatam z jego i kładę mu głowę na ramieniu. Dojazd zajmuje jeszcze kilka minut, a przed domem dziadków H. jest już pięć aut. Robin parkuje na ulicy, a Anne prosi mnie i Gemmę byśmy pomogły jej z potrawami. Anne patrząc na mnie uśmiecha się i mówi, że wyglądam ślicznie. Dziękuję jej i we trzy zmierzamy do środka. Wewnątrz domu panuje niemały harmider i część twarzy już znam, nieskromnie zauważam, że przyciągnęłam wzrokiem większą część męskiej części gości. Anne uśmiecha się do mnie ponownie i odbiera ode mnie jedzenie. Idziemy do pokoju, gdzie babcia wstaje z kanapy, by nas wszystkich przywitać. Harry i Robin wchodzą, staję obok mojego loczka i po kolei składamy jej życzenia. Anne i Robin dają jej duży prezent, a ona cieszy się jak dziecko. Jest przemiłą kobietą i gdy przytulam ją mówi mi do ucha:
-Tak się cieszę kochanie, że mu tu dziś towarzyszysz...- mówi.- Dobrze Cię widzieć i wyglądasz przepięknie...- uśmiecha się szeroko.
Robi mi się wtedy ciepło na sercu. Dziwnie przyjemnie uczucie.
Gemma i Anne idą z ciocią Dee i Ruth do kuchni, a w salonie pozostają sami mężczyźni i jedna kobieta. Jej czerwone włosy są ułożone staroświecko, ma na sobie kwiecistą suknię do kostek, która miała chyba ukryć jej mankamenty, wokół niej siedzą dwie dziewczyny, a ich uroda jest co najmniej ciężka do zaakceptowania. Harry idzie się przywitać, a ja stoję trochę na uboczu. Babcia Harry'ego mnie zaczepia i siadam koło niej i Elli, kuzynki Harry'ego, którą poznałam przedwczoraj. Rozmawiam z nimi, podczas gdy Harry musi zamienić ze wszystkimi trzy słowa. Anne wraca do pokoju i także wita się z rodziną, Gemma dosiada się do mnie i opowiada babci same pozytywy na mój temat. Śmieję się z niej, bo jest tak zaangażowana w to, co mówi, że aż mnie rozśmiesza.
-Ona Cię uwielbia, kochanie...- mówi babcia, na co uśmiecham się szeroko i łapię Gemmę za rękę.
-Ja też ją uwielbiam...- mówię.
Ciocia Dee woła wszystkich na obiad, Harry przerywa rozmowę z wujkiem i podchodzi do mnie. Splatam nasze palce i Hazz prowadzi naszą dwójkę do stołu. Tam siedzę pomiędzy Gemmą, a Harrym i wsłuchuję się w mądrości czerwonowłosej kobiety. Anne ma minę, jakby miała zaraz zwymiotować, a Harry i Gemma spinają policzki ze zirytowania. Po skończonym obiedzie wszyscy idą do ogrodu, gdzie zajmuję z Harry'm miejsce przy kwietniku, którego różnorodność i kolory zachwycają mnie. Na stole pojawiają się ciasta, szampan, wina, a także kawy, herbaty różnego typu. Część gości chodzi dookoła i rozmawia ze sobą, część siedzi i także odbywa rozmowy. Harry uśmiecha się do mnie, gdy na niego spoglądam.
-Kim jest ta czerwonowłosa kobieta?- pytam go, na co jego uśmiech rzednie.
-To ciotka Meredith, pieprzona skarbnica mądrości...- mówi bez ogródek.
-Czemu tak jej nie lubisz?- pytam.
-Bo to właśnie ona zaczęła mówić o mnie różne rzeczy, zaczęła mnie obrażać, moją mamę, że rozwódka, że nie umiała dzieci wychować i takie tam...- mówi, na co otwieram szeroko oczy.
-Żartujesz...- niedowierzam i spoglądam na nią. Ma żmijowaty wyraz twarzy i widać, że stara się być w centrum uwagi. -Twoja mama na to pozwoliła?- pytam.
-Nie, ale ciotka jest wygadana, że momentalnie jak znalazła odpowiedź i ją zagięła do potęgi.
-A Ty?- pytam.- Dlaczego się nie broniłeś?
-Bo miała trochę racji... A poza tym szczerze mówiąc nie obchodziło mnie co mówią inni.- odpowiada, na co wywracam oczami.
-Oj Harry...- wzdycham cicho.
-Chodź coś Ci pokażę...- mówi i łapie mnie za dłoń. Wstajemy od stołu i przyciągamy tym uwagę części gości w tym czerwonowłosej ciotki. Idziemy w róg ogrodu i Harry pokazuje mi obrazki, które malowali farbami z Gemmą na płocie. Są śliczne i niezwykłe. Obejmuję Hazzę w biodrach i daję mu buziaka w policzek.
Kierujemy się ku naszym siedzeniom, gdy przechodzimy koło Anne, Meredith i Dee.
-Harry...- uśmiecha się złośliwie czerwonowłosa kobieta.- Nie przedstawiłeś mi swojej koleżanki.- mówi i krzyżuje ręce na klatce piersiowej, jakby czekała na odpowiedź i jednocześnie układała w głowie ripostę.
-Kylie...- podaję jej dłoń i wtrącam.-I nie jestem koleżanką, tylko jego dziewczyną...- mówię szybko, na co oczy kobiety, jak i Anne stają się szeroko otwarte. Harry się spina i spogląda na mnie.- Tak, od czterech miesięcy razem...- dodaję pewnie.
Kobietę zatyka, z jej gardła wychodzą tylko dziwne, stłumione dźwięki. Już nie jest taka pewna siebie i taki obrót spraw jak najbardziej mi odpowiada, patrzę w jej oczy, a jej twarz nabiera innego, niepewnego wyrazu.
-Gratulacje...- wykrztusza po chwili.
-Dziękujemy, prawda kochanie?- zwracam sie do Harry'ego, który kiwa głową, uśmiecham się.
-Jak wam się układa?- pyta, a ja zauważam, że Anne aż dostaje rumieńców.
-Fantastycznie, Harry to taki czuły, romantyczny, dojrzały mężczyzna...- mówię uśmiechając się do Harry'ego, który zbladł i jedyne co, to bezsłownie kiwa głową. -...trochę nieśmiały... pomógł mi zaklimatyzować się w Wielkiej Brytanii...- mówię pewnie.
-A bo Ty nie jesteś stąd?- dopytuje się ciekawsko.
-Nie, jestem z Los Angeles, uczę się tutaj.- mówię.
-A potem co zamierzasz?- pyta.
-Mam stypendium w wyniku którego wyjeżdżam do Harvardu.- jej oczy stają się okrąglutkie i widzę lekki, zwycięski uśmiech Anne.
-Moje córki tam kandydowały...- mówi, na co się wtrącam.
-...i się nie dostały? To bardzo wymagające miejsce i dostają się tam tylko najlepsi z najlepszych...- mówię, na co Anne musi przysłonić usta od parsknięcia, a mój Harry momentalnie się rozluźnia. Kobieta się spina i robi się powoli coraz bardziej czerwona.
-Są bardzo zdolne...- mówi, na co wtrącam się.
-...widocznie niewystarczająco...- mówię, a ona bierze głęboki oddech. Poważnie ją uraziłam. Jej pieprzoną dumę.
-Nie znasz moich dziewczynek i nie powinnaś ich osądzać...- mówi pretensjonalnie chcąc wywrzeć na mnie poczucie winy. Czeka na przeprosiny... Już ja jej je dam.
-Pani też nie znała prawdziwego Harry'ego, a dokonała Pani na nim osądu, który objął całą rodzinę...- mówię pewnie, a Anne bierze cichy, ale głęboki wdech, a na jej ustach rośnie uśmiech, większy i większy. Czuję dłoń Harry'ego na żebrach, która rozluźnia się i zaciska. Chciałabym zobaczyć jego minę...
Natomiast z uszu kobiety praktycznie wychodzi para, zęby ma ściśnięte, a jedna z jej dłoni jest zaciśnięta. Patrzy na mnie otwartymi szeroko oczami i jej głowa aż huczy od przegrzania się w wymyślaniu riposty.
-Młoda damo nie przystoi zwracać się osobie znacznie starszej uwagi, a poza tym każdy ma prawo wyznać swoją opinię, ja tak zrobiłam...
-Więc ja teraz będę miała prośbę...- mówię.- Proszę więcej nie mówić czegokolwiek o moim chłopaku, ponieważ Pani nawet jako jego ciotka nie zna go. Osądy są wskazane dopiero po poznaniu człowieka, a nie ma podstawie jednej, czy dwóch rozmów, a także pomówień innych ludzi.- mówię i uśmiecham się fałszywie.- Taka rada od młodszego dla starszego.- kobieta kipi z oburzenia, a ja z kolei z dumy. Miałam wenę, oj miałam...- Bardzo mi było miło Panią poznać...- mówię i uśmiecham się do niej milej i prowadzę Harry'ego dalej. Właściwie to on mnie prowadzi za dom, gdzie prawie podskakuję, bo nie nadążam iść na szpilkach. Za domem zakręca się do mnie przodem i patrzy w moje oczy.
-Kylie...- szepcze.- Po co powiedziałaś, że jestem twoim chłopakiem, to wbrew naszej zasadzie...- mówi, a ja wzdycham z cichą ulgą, bo pomyślałam, że może za ostro potraktowałam czerwonowłosą sukę.
-Harry nikt nie ma prawa mówić takie rzeczy o tobie, mało kto Cię zna prawdziwego, mało kto dostrzega twój artyzm, piękno wewnętrzne i wrażliwość. Nie mogłam się oprzeć by walnąć tej kobiecie i chętnie bym to zrobiła, gdyby nie była częścią twojej rodziny, dlatego postanowiłam, że dam jej kopniaka mentalnego w postaci słów. A poza tym mówiła, że nie znajdziesz sobie normalnej dziewczyny, ja chyba jestem normalną osobą, więc stwierdziłam, że co mi zależy...- mówię, na co Harry uśmiecha się szeroko.
-Jesteś nad wyraz wyjątkowa... Absolutnie niesamowita.- mówi, na co się szeroko uśmiecham. Bierze mnie w swoje objęcia, a ja czuję się lepiej niż gdy mnie całuje, tak błogo i przyjemnie. Tak normalnie, ale to, jak mnie tym docenia jest bezcenne. Tkwimy w swoich ramionach dłuższą chwilę i wracamy na ogród, gdzie zajmujemy huśtawkę ogrodową. Do końca 80 - tych urodzin babci Harry mnie nie wypuszcza na chwilkę, a ja czuję się wyjątkowo. Anne całuje mnie w policzek dziękując za te słowa, co jest dla mnie potrójną nagrodą. Późnym wieczorem, gdy ogród jest oświetlony siadam na kolanach Harry'ego, a on przytula się do mojej piersi. Jest idealnie.
Do Holmes Chapel wracamy około północy dość mocno zmęczeni. Gemma szybko się kąpie, Anne, Robin, potem ja i na końcu Harry. Składam swoja sukienkę do walizki i rozczesuję włosy przed lustrem. Odrzucam je do tyłu i podążam w stronę łóżka. Kładę się na środku w krótkiej koszulce i majtkach, na brzuchu, macham nogami w powietrzu i dla zabicia czasu oglądam zdjęcia z IG. Harry wchodzi do środka w ręczniku i mokrych włosach.
-Co robisz?- pyta stając z boku łóżka, na co obracam na niego wzrok.
-Oglądałam zdjęcia z nudów...- mówię i blokuję telefon. Jednocześnie wbijam głowę w poduszkę Harry'ego i zamykam oczy.
-Mocno zmęczona?- pyta wybierając włosy, z których skapywały krople wody.
-Nie jest tak źle... Trochę stopy mnie bolą od szpilek...- mówię niewyraźnie.
Harry spogląda na moje wyciągnięte ciało i uśmiecha się pod nosem. Wiesza ręcznik, którym wycierał głowę na kaloryferze i znika z mojego pola widzenia. Łóżko ugina się pod jego ciężarem u końca i czuję, jak jego duże, ciepłe dłonie ujmują moje stopy, a długie palce dotykają i zaczynają je masować.
-O tak...- mruczę w poduszkę i wzdycham z cichą ulgą.
Harry chichocze i zaczyna dokonywać mocniejszych ucisków, na co aż zamykam oczy.
-Harry...- mruczę.- Nie przestawaj.
-Dobrze, piękna...- mruczy cicho i składa na mojej stopie pocałunek.
Po kilkunastu minutach jestem w półśnie i czuję, że moje stopy uzyskały nowe, lepsze życie. Mruczę i przekładam się na plecy, Harry cały czas trzyma w swojej dłoni moją stopę.
-Już nie bolą?- pyta składając pocałunek na kostce.
Przeczę ruchami głowy i mówię mu ciche: Dziękuję.
Uśmiecha się, składa pocałunki na łydce i przy kolanie podnosząc jednocześnie moją nogę wyżej i zbliżając się. Opieram moją nogę i jego ramię i zdaje się, że nie sprawia mu to problemu. Całuje mnie wyżej i wyżej... aż dociera do mojej kobiecości. Uśmiecham się szeroko widząc i znając jednocześnie jego zamiary. Smyra nosem po moich majtkach i sunie rękoma do góry jednocześnie łapiąc obydwoma rękoma moje nagie piersi. Idzie wyżej z ustami, a na brzuchu aż do twarzy zostawia pocałunki, gdy łączy swoje usta z moimi czuję ich delikatność i jednoczesne pożądanie, łapczywość, potrzebę posiadania go. Wplątuję palce w jego włosy i zniżam się delikatnie przyciągając swoje ciało do jego. Momentalnie czuję Go pod osłoną ręcznika zaraz przy Mnie. Uśmiechamy się do siebie, całujemy łapczywie i pożądliwie. Jego dłonie wsuwają się pod moje plecy i ściągają mi koszulkę przez głowę. Uśmiecha się łobuzersko na widok biustu i znów wsuwa dłonie pod moje plecy jednocześnie zbliżając mnie do siebie. Unosi mój tułów do góry, w wyniku czego dotykam jego torsu piersiami. Patrzy mi w oczy tak głęboko, że zapominam o Bożym świecie. Jedyne co kontroluję to dłoń, która zsuwa ręcznik z jego bioder. Uśmiecha się szeroko i chwyta po prezerwatywę, kładzie mnie na pościeli i ją nakłada. Ściąga mnie niżej na łóżku na równą i bezpoduszkową powierzchnię. Znów podnosi mi tułów, by nasze oczy były blisko, ale i usta...
Delikatnie je muska i zagryza moją dolną wargę
Delikatnie je muska i zagryza moją dolną wargę. W tym momencie wyczuwam już lekki dotyk przyjaciela Harry'ego u mego ujścia. Droczy się ze mną, a tego nie lubię... Swoją dłoń podnoszę z powierzchni pościeli i dotykam jego policzka, następnie sunę w stronę włosów, wplatam palce między ich kosmyki i ciągnę je. Wtedy jego wzrok dziwnie się zmienia, pożądliwie, aż trudno uwierzyć, że gdy dotykam jego włosów i skóry głowy tak na niego działam. Zniża usta do moich i znów delikatnie je muska i w międzyczasie powolutku wchodzi we mnie. Wzdycham cicho na nowe uczucie, ale Hazz już mnie zna. Daje mi się przyzwyczaić, a gdy to ja wracam do całowania on już przejmuje pałeczkę i zaczyna się ruszać. Z naszych ust póki co ulatniają się ciche, subtelne wzdechy. Przyciągam go za kark bliżej siebie, więc żeby było mu wygodnie, układa się na kolanach i na swoich rękach utrzymuje ciężar ciała, wpija się w moje usta, a ja nie pozostaję mu dłużna. Swoimi dłońmi utrzymuję jego głowę i wsuwam język do jego ust, a tym momencie zaczyna przyspieszać. Mruczy mi w usta i dostaje kopa, gdy moje dłonie znów dotykają jego głowy. Wtedy już zaczyna powoli brakować mi oddechu, ale nie daję za wygraną. Jego biodra zaczynają przyspieszać, a ja wyjękuję jego imię, na co szeroko się uśmiecha i opuszcza głowę nad moje ucho.
-Kochanie, bądź głośniejsza, wszyscy śpią...- mówi cicho jednorazowo wchodząc bardzo głęboko.
-Nie mogę...- mówię cicho i zagryzam usta z przyjemności.
-Liczysz się tylko Ty i ja...- mówi, na co swoje dłonie przenoszę na jego plecy i wbijam w nie mocno paznokcie. Jego oddech robi się szybki, ale i tempo jest większe.
-Harry...- szepczę zamykając oczy.- Tylko nie waż się przestawać...- dodaję i cicho jęczę.
-Słonko...- mówi z ciężkim oddechem.- Nigdy... Ale muszę zmienić ułożenie, ręce mi ścierpły...- mówi cicho i zmienia pozycję rak, teraz utrzymuje ciężar ciała na przedramionach. Jest bliżej mnie. Znów zwalnia, ale jest tak głęboko, że wypinam z przyjemności klatek piersiową do góry, on się uśmiecha szeroko i całuje mnie wówczas między piersiami. Otwieram oczy i patrzę w jego głęboko i intensywnie.
-Ky przestań...- uśmiecha się łobuzersko.-...żadne z nas nie chce, by to się szybko skończyło...- dodaje, na co uśmiecham się do niego. Znów przyspiesza... Znacząco. Jak rakieta. Mój żołądek, wątroba i wszystko inne zmieniło miejsce. Widzę w księżycowej poświacie na jego twarzy, że nabrał rumieńców i ciężko oddycha. Jest Bogiem. Zamknął oczy i wczuwa się w tempo, by go nie stracić. Zaczynam ciężko oddychać, a od góry do dołu oblewa mnie dreszcz. Zaczyna być lepki od potu, ale to tylko świadczy o tym, jak bardzo jest zaangażowany, a mnie to pasuje.
-Harry...- mówię, gdy zwalnia. Cały czas nie otwiera oczu.
-Harry...- powtarzam dotykając jego policzków.- Zatrzymaj się.- mówię spokojnie.
On otwiera oczy szeroko i staje w miejscu.
-Coś Cię boli?- pyta nerwowo.
-Nie...- uśmiecham się.- Ale chcę Ci ulżyć...- dodaję, na co on uśmiecha się coraz szerzej. Wysuwa się ze mnie, na co czuję dziwną pustkę, Harry kładzie się na moim dawnym miejscu i gdy usadawiam się na jego pasie kładzie dłonie na moich udach. Zagryzam usta na jego rozgrzane, błyszczące ciało i uśmiecham się szeroko, gdy cicho mruczy. Teraz to ja przejmuję pałeczkę. Nie chcę pokazaç mu swojej niższości, więc nie zamierzam droczyć się z nim... No może za chwilkę :) Ale wracam do tempa, które nadał chwilkę temu, a patrząc na niego chcę jeszcze więcej i więcej... Ciężko oddycham i z trudem łapię powietrze, a moje płuca ledwo przyjmują tlen, którego i tak w tym pomieszczeniu zostało mało. Opieram swoje dłonie o jego tors i cicho wyjękuję jego imię. Jego dłonie, palce wciskają się w moje uda i pośladki, oczy są zamknięte. Usta rozchylone i właśnie na ich widok osuwam się niżej i ujmuję zębami jego wargę. Znacznie zwalniam, by poczuć go do granic możliwości. Moje pośladki powoli się poruszają, a on marszczy brwi i zaczyna poruszać swoimi biodrami, na co z moich ust wydobywa się cichy, stłumiony jęk. Wbijam mocno paznokcie w jego tors i delektuję się tym, jak szybko przewracają mi się wnętrzności. Doprowadza mnie tymi piekielnymi biodrami to psychicznego i fizycznego braku pojmowania świata. Niespodziewanie z moich ust wyrywa się jego imię, ale nie jest oni wykrzyczane na tyle głośno, by można było kogoś obudzić... Chociaż... Spoglądam na Harry'ego, ale on kompletnie się tym nie przejmuje.
-Kylie, jestem blisko, a Ty?- ciężko oddycha.
-Ja już od kilkunastu pchnięć...- mówię tym razem znacznie ciszej.
Otwiera oczy i są tak duże, a błyszczą tak, że mogłabym się w nich przejrzeć jak w lustrze. Podnosi nagle tułów, przez co momentalnie jest bliżej mnie, jego tors styka się z moimi piersiami, a usta są tak czerwone i zachłanne, że aż się proszą się o pocałunek. Otumaniona widokiem tych kształtnych usteczek, dotykam je kciukiem i lekko je przygryzam. Wtedy jego biodra wchodzą we mnie głębiej, a ja zasysam powietrze przez nos i przyciągam go bliżej siebie wplatając palce między kosmyki włosów. Obydwie w jednym tempie poruszamy biodrami i zaraz szczytujemy, jęcząc sobie w usta. Biorę głęboko wdech i słaba rzucam się nie na łóżko, a na ciało chłopaka. Wzdycham cicho i składam mu całus na szyi.
-Rządzisz...- mówię, na co jego ciało się rozluźnia. Oddycham coraz lżej i prawą dłonią dotykam jego włosów. Harry swoją prawą dłoń kładzie na moich pośladkach i sunie po nich, lekko je zaciskając.
-Jak to jest, że jesteś taka grzeczniutka na co dzień, a taka z Ciebie bestia w łóżku...- mówi cicho, na co się uśmiecham.
-Jak jest ktoś, kto potrafi ze mnie wykrzesać bestię to brawo dla niego...- mówię, na co kieruje swoje ręce wyżej na kręgosłup.
-Kogo masz na myśli?- pyta na pewno się uśmiechając.
-Kogo? Nikogo konkretnego...- mówię wiedząc, że go to rozzłości, na co zsuwa dłoń niżej i daje mi klapsa w lewy pośladek, odgłos rozlega się w całym pokoju. Podnoszę się z jego ciała i siadam mu na biodrach.
-Ała?- unoszę brew.
-To za karę, za kłamstwo...- mówi przyglądając się moim piersiom.
-Karę to ty zaraz dostaniesz...- mówię i zakrywam piersi dłońmi.
-Kylie!- od razu reaguje i łapie dłońmi za moje nadgarstki próbując ściągnąć je z piersi.- Nie ograniczaj ich...- marudzi.- Chodź do mnie... Bliżej...- mówi po chwili.
-Gdzie?- pytam.
-Tak jak wcześniej... Dobrze wtedy było, podobało mi się.- mówi, na co układam się jak wcześniej i momentalnie zasypiam.


*****
Miłego!💕

23 kwietnia 2017

Rozdział 38

Stawiam lampkę na łóżku, siadam po turecku w połowie łóżka i włączam ją, Harry wyciąga się na nim i dotyka mojego kolana, swoją nogą. Obserwuje mnie, jak szukam odpowiedniego lakieru do paznokci i jak nie mogę się zdecydować co do odcieniu różu. Wybieram ten bardziej wyrazisty i zaczynam malować paznokcie po uprzednim zmyciu. Harry trąca moje kolano i próbuje mnie rozproszyć, ale jestem nieugięta. Kończę pierwszą rękę, kiedy ktoś dzwoni do drzwi.
-Oczekujesz kogoś?- pyta.
-Nie, nie wiem kto to...- mówię.
-Pójdę sprawdzę...- mówi Hazz, na co posyłam mu buziaczka. Jego bose stopy oddają specyficzny głos i słyszę jak przekręca zamki.
-Dobry wieczór list do Pani Kylie Bennington. Może Pan odebrać?- pyta mężczyzna.
-Jasne, a czemu tak późno?- słyszę głos Hazzy.
-Nie wyrobiłem się i trzeba było dokończyć. Moje uszanowanie!- odpowiada listonosz.
-Do widzenia.- kończy Harry i zamyka drzwi.
Wraca do sypialni i siada na łóżku.
-Otwórz to...- mówię, na co zręcznie odpakowuje list.
-To zaproszenie, na ślub Twojego taty jak sądzę...- mówi i podaje mi je. Uśmiecham się szeroko odczytując wszystko po kolei, oczywiście znając każdy detal, ale ważne jest to, że je mam. Pod spodem małym druczkiem ręcznie dopisane jest: "Kochanie, mam nadzieję, że zaszczycisz wszystkich swoim wystąpieniem"... Uśmiecham się szerzej.
-Tata chce, żebym zaśpiewała...- mówię, na co Harry uśmiecha się.
-To super, możesz zagrać coś swojego...- mówi, na co kiwam głową i spoglądam na niego. Patrzy na mnie i chyba nie wie co krąży mi po głowie. Ja chyba też tego nie wiem... Ale...
-Harry?- zaczynam.
-Hm?
-Będziesz mi towarzyszył na ślubie mojego taty?- pytam, na co jego oczy stają się okrągłe, a usta lekko rozchylają. Milczy, ale to z zaskoczenia, chyba, że jest przerażony.
-Wiesz... Jeśli nie chcesz ze względu na mnie to popatrz na swój wzgląd... Poznam Cię z moim dziadkiem, z różnymi szychami w świecie biznesu muzycznego...
-Ale ja?- pyta cicho.- Ja nie jestem kimś wielkim, jak Ci wszyscy ludzie, którzy tam będą...- mówi.
-Ja też nie jestem wielka, ani Hailey, ani ktokolwiek, wszyscy będziemy gośćmi, a wielcy będą tata i Amy.- mówię, na co on się uśmiecha.
-Naprawdę, chcesz żebym pojechał z tobą na ślub?- pyta jeszcze raz.
-Bardzo tego chcę...- mówię i on aż podnosi się z łóżka i wpija w moje usta. Tkwimy w pocałunku dość długo, gdy on się znów kładzie.
-Jadę na ślub Chestera Bennigtona... Gemma oszaleje...- mówi, na co uśmiecham się szeroko.
Dokańczam drugą rękę i pozostawiam ją do wyschnięcia, nakładam utwardzacz i czekam aż wszystko już będzie super. Gdy już moje paznokcie są nówka-sztuka odkładam lampę na szafkę i swój zestaw z lakierami. Wstaję z łóżka i poprawiam majtki, które co nieco się obniżyły... Top spadł mi na jedno ramię. Idę do toalety umyć zęby. Spoglądam na siebie w lustrze i widzę, jak śmieją się moje własne oczy, są rozbawione, a szczęśliwe, są docenione. Docenione... Sprawdzam drzwi i wracam do niego, pisze coś na telefonie i uśmiecha się szeroko słysząc dźwięk odpowiedzi. Jestem prawie pewna, że to Gemma :). Kładę się do niego, ale jest mi zbyt gorąco by wchodzić pod kołdrę. Harry obserwuje mnie, a ja jego, więc układając swoją poduszkę jego dłoń wędruje do mojego topu i opuszcza ramiączko, które doprowadza mnie do szału. Patrzę na niego, a on się uśmiecha.
-Tak lepiej...- mówi, na co ja się uśmiecham.
-Bo widać mi bardziej cycki?- pytam.
-To swoją drogą, a je i tak widzę, bo się przebijają przez koszulkę...- mówi, a ja spoglądam na nie. Rzeczywiście.
-Odpowiednio o nie zadbałeś, więc mają prawo...- stwierdzam, a on się uśmiecha.
-Ostatnio gdzieś czytałem, że jeżeli sutki przebijają się i są twarde to świadczy to o pociągu jaki ma właścicielka do obiektu, z którym ma do czynienia, albo jest jej zimno.- mówi Harry, na co ja się uśmiecham.
-Jest mi gorąco, więc to może świadczyć o jednym...- mówię z uśmiechem, na co Harry zagryza wargę.
O nie.
Znów seks?
-Nie mam dziś już werwy kochanie, jestem padnięty...- mówi, jakby czytając mi w myślach.- Chociaż, jakbyś mnie tak porządnie rozpaliła to kto wie...- mówi wsuwając rękę pomiędzy moje nogi.
Te jego usta, o mój Boże.
Nachylam się nad nim swoimi piersiami i dotykam nimi jego torsu.
-Jutro...- mówię, na co on uśmiecha się szeroko.
-Masz jak w banku. A zamierzasz spać w topie?- pyta ostentacyjnie.
-A mam?- pytam unosząc brwi.
-Bez...- mówi, na co uśmiecham się szeroko i ściągam go przez głowę. Jego oczy stają się większe i uśmiecha się na ich widok. Kładę się na boki tyłem do niego i zgaszam swoją lampkę.
-Dobranoc...- mówię, na co on burczy pod nosem i przysuwam się do mnie. Sunie palcem po majtkach i niżej i niżej, łapie dłonią za piersi i zasypia. Leżąc blisko mnie. Ranek jest z jednej strony fantastyczny dlatego, że leży H. koło mnie, ale z drugiej budzik zmusza nas do wstania. Harry mruczy tylko i pozostaje niewzruszony na jego dźwięk. Wyłączam go i wstaję ściągając dłoń Hazzy z mojej piersi. Marudzi coś pod nosem, ale potem znów cicho zasypia. Ja idę do łazienki z telefonem w dłoni i topem, chyba dokładnie nie wiem co robię. Załatwiam poranne potrzeby i staję przed lustrem. Spoglądam na moje włosy, które ułożyły się. Ubieram top i robię sobie zdjęcie unosząc go lekko do góry ukazując brzuch i nisko położone majtki, wysyłam je do Harry'ego i zaraz kolejne, jak stoję bokiem i lekko się nachylam do przodu wypinając pośladki. Zawiązuję top i idę robić śniadanie dla nas. Stwierdzam, że nie chce mi się robić czegoś wytwornego, więc gotuję mleko na nasze ulubione płatki do tego kawa. Czytam nowinki na portalach społecznościowych i odpisuję na SMS Hailey mówiąc jej jednocześnie, że zabieram ze sobą Harry'ego. Komentuję jej zdjęcie z sesji i odpisuję mamie, która pyta co u mnie. Zakładam włosy za ucho i mieszam mleko. Drzwi od mojego pokoju otwierają się i Harry z małymi oczami i z telefonem w dłoni wychodzi z niego.
-Kylie...- mówi niskim, zachrypniętym głosem.- Mam to dodać do mojego fap - folderu?- pyta unosząc brew.
-Byłoby sexi, jakbyś sobie robił dobrze do tych zdjęć...- mówię i mieszam mleko.
-Niegrzeczna...- mówi z szerokim uśmiechem.
-Zawsze i wszędzie...- odpowiadam i on szeroko się uśmiecha. Idzie w mój stronę i gdy mieszam mleko, łapie mnie za uda i przysuwa swoje biodra do moich, ociera się w jakimś określonym rytmie. Mało tego... Czuję jak się podnosi, więc by jeszcze go rozjuszyć kręcę mocniej pośladkami. Wypinam się bardziej, a jego dłonie łapią za moje włosy, zaczesuje je do tyłu i łapie za nie lekko.
-Zostańmy dziś tutaj i pokochajmy się trochę...- mówi mi do ucha, na co się uśmiecham.
-Musimy iść do szkoły...- mówię cicho nie przestając poruszania biodrami.
-Moglibyśmy powtórzyć to ze wczoraj... W łóżku... Patrzylibyśmy w lustro...- mówi.- Robisz wtedy takie podniecające miny Kylie...- dodaje, na co ja się uśmiecham.
-Bardzo?- pytam wyłączając gaz.
-Dochodzę na sam widok Ciebie takiej...- mówi cicho, na co ja czuję, że zaschło mi w ustach. Zagryzam dolną wargę i nalewam mleko do miseczek. Odkładam rondel na kuchenkę i obracam się przodem do Harry'ego. Kładę dłoń na jego torsie i sunę nią w górę, zatrzymuję ją dopiero we włosach lekko za nie ciągnąc.
-Jesteś boski...- mówię i staję na palcach, by zatopić swoje usta w jego, od razu z kopa. Jego dłonie dotykają całe moje ciało, a języki lawirują wokół siebie, z naszych ust wychodzą ciche jęki, które łączą się w jedną piękną całość. Hazz podnosi mnie, obraca i sadza na wyspie przybliżając się bliżej moich rozszerzonych ud. Mruczy mi w usta i odrywa je, by dotknąć szyi. Przechylamy się lekko do tyłu i Hazz zaczyna sunąć ustami po mojej klatce piersiowej.
-Ky, jedną lekcję sobie odpuśćmy, chcesz siedzieć jak na szpilkach?- pyta i ściska moje piersi zasłonięte topem.
-A co jest pierwsze?- pytam i wyjękuję cicho jego imię.
-Bloom...- mówi, na co ja otwieram szerzej oczy i dotykam jego policzka.
-Harry musimy jechać...- mówię, na co on podnosi na mnie wzrok, siadam do pionu, a on patrzy na mnie zawiedziony.
-Aż tak zależy ci na lekcji z nim?- pyta.
Kręcę głową przecząc i mówię:
-Chodzi o tej konkurs, muszę być na bieżąco...- Harry wywraca oczami i puszcza mnie, by wziąć miskę. Łapię go za rękę.
-Ale dziś...- mówię przysuwając swoje usta do jego.- Zamierzam być na górze...- mówię i muskam jego dolną wargę. Na jego twarzy pojawia się uśmiech.
-Przed lustrem?- pyta.
-Przed lustrem...- potwierdzam, na co daje mi całusa i sięga po nasze miski. Zjadamy śniadanie i wypijamy nasze kawy, Harry zakłada koszulkę z koncertu, którą ode mnie dostał i uśmiecha się szeroko, gdy zaczynają mi się świecić oczy na jej widok. Ubieram się (no.204) - https://www.polyvore.com/no.204/set?id=208998755 w sypialni podczas, gdy Harry, jak sądzę, idzie zapalić na balkon. Narzucam na plecy jasną bomberkę i spinam włosy w niechlujnego warkocza, a z boku wychodzą mi kosmyki włosów. Psikam na siebie perfumy i łapię za torebkę. Harry gasi papierosa i wypuszcza ostatni dym z ust i wchodzi do środka cicho odchrząkując. Dopiero teraz, gdy nie oślepia go słońce zauważa mój strój.
-O żesz kurwa...- mówi, na co przenoszę na niego wzrok. Jestem zaskoczona...- Myślisz, że teraz Cię puszczę do szkoły, jak gdyby nigdy nic? Zamierzam zostać i doprowadzić Cię do krzyku...- mówi, jakby to była oczywistość.
-Harry, przestań!- chichoczę.- Chodź!
-Kylie, kurwa, wiesz, jak na Ciebie działam, mój penis się podnosi, a Ty ubierasz się w ten sposób i chcesz tak po prostu iść?- unosi brwi, na co zaczynam się śmiać.
-Dojedziemy do szkoły, ja dotrę na lekcje, a Ty możesz pójść do łazienki i zajrzeć do fap- folderu...- mówię, na co on unosi brew.
-To nie jest zły pomysł, ale...- mówi, na co ja się śmieję i łapię za jego kluczyki.
-Chodź!- poganiam go.
-Ja wolę z tobą...- mówi cicho idąc wystrój drzwi.
-Jesteś niemożliwy...- mówię, na co on się uśmiecha łobuzersko.
-Możesz mi tak mówić, podnieca mnie to...- mówi mi do ucha i szczypie mnie w tyłek, gdy zamykam drzwi.
-A co Cię nie podnieca, to będę mówiła tylko to słowo?- pytam, na co zaczyna się zastanawiać.- Wszystko kojarzy ci się z seksem zboczeńcu...- zaczynam się śmiać i kręcę głową.
-Wszystko co mówisz...- mówi, na co ja mam lekkie załamanie i wzdycham cicho. Harry łapie mnie za dłoń i schodzimy po schodach w dół. Uśmiechamy się do portiera i idziemy w stronę jego auta. Otwiera mi drzwi i zamyka je, gdy siedzę w środku. Zaraz wsiada obok i włącza silnik. Zerka na moje nogi, zerka na mnie całą... Jest niewyżyty, z ręką na sercu mogę to powiedzieć.
-Ky, a mogę Ci coś zaproponować?- pyta po chwili.
-Seks?- unoszę brwi, na co on zaczyna się śmiać.
-Dzięki, że pamiętasz...- mówi, na co się śmieję.- Ale coś innego...- mówi.
-No to słucham...- mówię i obserwuję go.
-Gdybym teraz zjechał z drogi i pojechał z tobą do takiego parku narodowego niedaleko lotniska i tam byśmy skonsumowali nasze fizyczne pragnienie złączenia się...- mówi z nadzieją, na co ja wzdycham cicho.
-Harry...- zaczynam.- To wciąż jest seks.
-Ale Ky...- mówi, na co ja się załamuję po całej linii.
-Jesteś niewyżyty...- mówię, na co on się zaczyna śmiać.
-Jeżeli mam przed sobą wypięte cudeńko takie jak Ty, czy górujące nade mną, to dziwisz się?- pyta.
-Ja to mam na co dzień...- odpowiadam inteligentnie, na co Harry unosi brwi.- Wypnę się do lustra, złapię moje piersi, dotknę się... Wszystko mam...- mówię.
-A dotykasz się?- pyta mnie, na co wywracam oczami.- Bo jak tak chciałbym to zobaczyć jako widz...
-Po pierwsze - każda kobieta się dotyka...- mówię, na co Hazz mi się wtrąca.
-Nieprawda...- mówi.- Z jedną jak kiedyś spałem to nie wiedziała co jej robię, że czuje się tak bosko...
-...a po drugie... nie będziesz oglądał tak intymnych sytuacji kobiety...- mówię.
-Ale się dotykasz prawda?- pyta mnie, na co opuszczam głowę.
-Kiedyś tak, poznawałam własne ciało, ale niedługo po tym, jak zaczęłam, pojawił się pierwszy chłopak i byłam zaspokojona...- mówię z uśmiechem.
-Boże, ja bym chyba umarł, jakbym Cię oglądał dotykającą się...- mówi i staje na światłach. Przenosi wzrok na mnie.
-To wygląda jak kobieta, która uprawia seks, ale bez faceta... Proste i znajome...- odpowiadam, na co Harry kręci głową nie zgadzając się ze mną.
-Co innego, gdy to facet doprowadza dziewczynę do orgazmu, a co innego, gdy to ona sama się do niego doprowadza... Co bardziej podnieci faceta? Jasne, że jej robota...- mówi.
-Nie patrzyłam na to pod takim względem...- mówię.
-A widzisz, Ky... Uczysz się dopiero...- mówi.- Ale muszę sie kiedyś położyć u siebie i spróbować sobie Ciebie wyobrazić... Myślę, że będzie ciekawie...- mówi, na co ja się uśmiecham.
-Będę twoją seksualną fantazją...- mówię, na co on się uśmiecha.
-Jesteś odkąd Cię poznałem i tylko myśląc o tobie potrafię tak mega dojść...- mówi i rusza, na co czuję się doceniona.
-Przestańmy o tym gadać już...- mówię.
-Jak sobie życzysz...- mówi i dojeżdżamy w ciszy do szkoły. Nasi znajomi tradycyjnie stoją przed szkołą i nawet nie zauważają, że przyjechałam z Harry'm. Holly jedynie patrzy na mnie, jakby zaraz miała mnie zabić, ale uśmiecham się do niej, na co Hazz zaczyna się śmiać. Wysiadamy z auta, łapiemy za swoje rzeczy i idziemy w stronę znajomych. Zakańczają palenie i grupą podążamy pod salę na lekcję z Bloomem.
-Przeczytałaś wszystko?- pyta Alana, łapiąc mnie pod ramię.
-Wczoraj, ale w pewnym momencie przysnęłam...- mówię, na co ona chichocze.
-Nudne to trochę, ale mieć szóstkę i Blooma warto się pomęczyć...- mówi, na co ja się uśmiecham i potwierdzam jej słowa. Na pierwszym piętrze nauczyciel ma dyżur i wszyscy mówimy do niego "Dzień dobry!", wpuszcza nas do sali, gdzie zajmujemy miejsca i chwilkę później dzwoni dzwonek. Siadam na swoim miejscu, Hazz obok i ma dziwną minę.
-Co Ci jest?- pytam wyciągając notatki.
-Nie powinnaś była się tak ubrać...- mówi, na co ja spoglądam na siebie nie wiedząc, o co mu właściwie chodzi.
-Bloom zjadał Cię wzrokiem... A ja znam ten wzrok...- mówi, na co wywracam oczami.
-Harry, to wciąż jest nauczyciel i mam w nosie, jak na mnie patrzy, ja się cieszę, jak podobam się tobie, a nie jemu...- mówię, na co na twarzy Harry'ego pojawia się lekki dołeczek. Splatam pod stolikiem nasze dłonie i uśmiecham się do niego szeroko. Lekcja się zaczyna. Bloom wykłada temat i pisze na tablicy zagadnienia na sprawdzian, który ma być w przyszłym tygodniu. Przepisując z tablicy zauważam, jak opinają się na jego pośladkach eleganckie spodnie. Uśmiecham się pod nosem, gdy widzę dziewczyny zapatrzone w ten widok, ja sama spoglądam przez ułamek sekundy, ale to nie zmienia faktu, że głównie skupiam się na przepisywaniu. Bloom siada przy biurku i daje nam jeszcze chwilę czasu, czekam aż wszyscy skończą i nauczyciel będzie kontynuował.
-Kylie, czy już skończyłaś?- słyszę głos profesora, na który równocześnie z Harry'm podnosimy wzrok.
-Tak...- mówię.
-W takim razie poproszę Cię o pomoc...- mówi Bloom, na co czuję, jak momentalnie dłoń Harry'ego ląduje na moim udzie.- Ale powiem Ci to na zewnątrz, by nie przeszkadzać pozostałym...- mówi.
Kiwam głową, a Harry zaciska rękę. Podnoszę na niego wzrok, na co puszcza i przeklina pod nosem. Idę przez klasę i Bloom puszcza mnie przodem.
-Pan Dyrektor prosił, by przyjść po dokumenty związane z olimpiadą, mogłabyś je przynieść?- pyta, na co lekko się uśmiecham i kiwam głową. Podążam ku schodom.

Harry
Słyszę stukanie jej obcasów i po chwili ono zanika. Najprawdopodobniej gdzieś ją wysłał, skoro nie słychać obcasów to musiała zejść na dół, bo przecież nie poleciała... Bloom wchodzi dopiero chwilę po ustaniu stukotu obcasów, co znaczy, że... Skurwiel jeden patrzył na jej dupę, na jej - moją dupę i nikogo innego. Na jego twarzy króluje zajebisty uśmieszek. Oczywiście! Zajebiście! Tak ją omami, że jeszcze ją w tym wyrucha, bo na pewno o to mu chodzi. Nie ma takiej dupy na świecie, jak jej... Dziwić się, nie dziwię, ale go zabiję, jeśli będzie ją podrywał, albo chciał dotknąć, albo...
Kylie wraca po kilku minutach i z uśmiechem oddaje papiery Bloomowi, który nie jest tak odważny, by patrzeć na jej pupę przy ludziach.
Siada i uśmiecha się do mnie. Mięknie mi wszystko, a tylko jedno rośnie, ale to już ostatnimi czasy nieświadomie. Odwzajemniam ten uśmiech i piszę ołówkiem w jej zeszycie, podczas, gdy Bloom zaczął już dalej mówić, zdanie:
"Ty. Ja. Dziś. Kino?" - ona odczytuje i szeroko się uśmiecha.
Odpisuje: "Randka?" Uśmiecham się szeroko i zagryzam z podekscytowania dolną wargę.
"A będziemy się całować?" – piszę, a ona kiwa głową.- "No to randka J"- piszę.
Bloom omawia dalej temat prosząc o przeczytanie tekstu źródłowego Mike'a, który prawdopodobnie sms-ował z Nancy. A w tym czasie ja spoglądam sobie na skupioną na lekcji Kylie, która od czasu do czasu zerka na mnie, by się do mnie uśmiechnąć.
-Przygotujcie proszę eseje, którego temat macie na 259 stronie w podręczniku...- mówi nauczyciel i w tym czasie dzwoni dzwonek. Pakuję książkę do mojego plecaka i Kylie wstaje ze swojego krzesełka, stając przy mnie, ja siedząc podnoszę wzrok i przyglądam się jej idąc wzrokiem coraz wyżej. Uśmiecham się do niej i obserwuję, jak wyciąga włosy do przodu. Mruga do mnie okiem i czeka, aż będę gotowy.
-Sprawdziłam i grają dziś o 19:30 „Legion Samobójców" ale nie wiem, czy się skusimy...- mówi do mnie, ma co ja się uśmiecham.
-Czemu? Przez pół nagą Harley Quinn?- pytam ją, na co ona kiwa głową.
-Nie będziesz patrzył na jej tyłek...- mówi jakby to była oczywistość. Podoba mi się taka jej postawa.
-Wiesz, że ja patrzę tylko na twój...- mówię jej zjeżdżając wzrokiem niżej, ona się uśmiecha.
-Nie wierzę ci...- mówi i zasuwa swoje krzesełko. Zapinam plecak i wstaję na równe nogi, by iść z nią na lunch.
-Ky, przyrzekam ci, że twój jest najlepszy na świecie...- mówię jej, na co ona się uśmiecha.
-Tylko dlatego, że chcę bardzo zobaczyć ten film na niego pójdziemy, ale w momencie, gdy będzie jej pupa będę ci zasłaniała oczy...- ostrzega, na co zaczynam się śmiać. Zgodzę się na wszystko, byleby spędzić z nią kolejny miły wieczór. Już mamy opuszczać salę, gdy słyszę głos nauczyciela wołającego imię mojej... Kylie. Rośnie mi ciśnienie.
-Możesz chwilę zostać?- pyta, na co Ky się zatrzymuje i kiwa głową. Wzdycham cicho i mówię jej, że zaczekam przy mojej szafce. Odbieram z jej rąk książkę i idę, by włożyć ją do mojej szafki. Gary zaczepia mnie na schodach, a obok niego stoi Holly.
-Dziś mamy próbę po zajęciach u Josha, pamiętasz?- pyta mnie.
-Przyjadę zaraz po.- odpowiadam.
-A co robisz po próbie?- pyta Gary.- Idziemy z The Rough do klubu, ponoć Bernie wyhaczył dla ciebie jakąś laskę...- mówi zaczynając się śmiać. Holly też się śmieje i przenoszę wzrok na nią. Jak mogłem być takim debilem, naprawdę jak mogłem...
-Już mam plany.- odpowiadam krótko i chcę iść dalej, ale zatrzymuje mnie.
-Jakie niby? Bez swoich kumpli?- unosi brwi Gary.
-Moich kumpli?- zaczynam się ironicznie śmiać.- The Rough to nasi przeciwnicy, jakbyś nie wiedział, a ty sam wszedłeś w ich szeregi...- mówię mu, Gary zaśmiewa się.
-Jak mój najlepszy kumpel zmienił się w jakiegoś dziwnego, w ogóle nieimprezującego cieplaka, który w ogóle nie ma kontaktu z kobietami, jak kiedyś to co się dziwisz... Niby masz jakąś laskę ze swoich stron, ale nikomu jej nie przedstawiłeś ani nic, zaczynam się zastanawiać, czy ona w ogóle istnieje.- mówi, na co Gary podnosi mi ciśnienie.
-Odpierdol się.- mówię krótko i chcę znów iść.
-Mam nadzieję, że nie stałeś się pedałem, czy coś...- mówi i zaczyna się śmiać i wtedy puszczają mi nerwy. Zeskakuję na stopnie dwa niżej, gdzie stoi i łapię go za fraki, wydaje mi się nawet, że podnoszę go do góry.
-Co kurwa!- mówi podniesionym głosem Gary, a Holly szarpie mnie, bym go zostawił.
-Odpierdol się od mojego życia kutasie i sprawdź czy nie masz HIV-a od seksu z tą dziwką...- mówię mu, na co Holly zaczyna piszczeć.
-Ja chociaż uprawiam seks, a ty?!- mówi Gary wytrzeszczając oczy, na co z całej siły przygwożdżam go do ściany i uderzam kilka razy jego plecami. Holly zaczyna piszczeć, a ja z odległości kilku metrów słyszę głos Kylie, która wypowiada moje imię coraz głośniej. Schodzi w dół.
-Uprawiam więcej seksu w ciągu tygodnia niż ty w całym swoim życiu i jestem bardziej zaspokojony, niż ty kiedykolwiek byłeś.- syczę i odkładam go na ziemię, gdy mocny uścisk ręki Kylie na moim przedramieniu. Gary patrzy na Kylie, która intensywnie patrzy na nas dwóch.
-Co tu się dzieje!- pyta sycząc. Jest zła.- Gary co się stało?- pyta go, na co ja patrzę na nią ze złością, że to mnie pierwszego nie poprosiła o wytłumaczenie.
-Zaproponowałem Hazzie imprezę i powiedział, że ma inne plany, więc uznałem, że stał się dziwakiem i zachowuje się jak pedał...- mówi Gary, na co ja zasysam głośno powietrze przez nos. Kylie ściska jeszcze bardziej moją rękę.
-A ty przypadkiem nie jesteś jego kumplem?- mruży oczy Ky.- Jak śmiesz nazywać tak swojego własnego kumpla, który oddał i nie zaprzeczaj, oddał ci swoją laskę do ruchania, hm?- mówi, a oczy Gary'ego robią się okrągłe, Holly aż otwiera buzię.
-To ja zdecydowałam kogo wybieram...- mówi blondynka pretensjonalnie wysokim głosem.
-Weź ty chociaż nie pierdol głupot...- mówi do Holly, na co ja podnoszę na nią wzrok. Przysięgam kocham ją taką... Jest taka podniecająca. I Gary i Holly patrzą na nią wryci.- A ty Gary, zastanów się następnym razem co mówisz, bo jak on się wkurwi to cię zabije i masz świadomość, że jest do tego zdolny. Ja wtedy nie zareaguję, a Holly będzie piszczeć jak po orgazmie i nikt nie zwróci na nią uwagi. I będziesz naprawdę biedny.- mówi Kylie i ściskając dalej moją rękę prowadzi mnie na dół. Idzie tak szybko w tych szpilkach, że nie mogę za nią nadążyć, a jej ręka ściska mnie jeszcze bardziej. Na dole puszcza ją, a ja zauważam biały odcisk dłoni, dopiero po chwili zaczyna dopływać tam krew.
-Dziś jestem twój rozumiesz?- mówię jej z uśmiechem na twarzy. Idziemy w stronę jej szafki.
-Za co?- uśmiecha się do mnie szeroko.
-Za te twoje słowa, a kiedy przeklęłaś... Kuurwa.- mówię jej, na co ona chichocze i zaraz przestaje. Robi się zakłopotana.
-Hazz, co robisz po zajęciach?- pyta.
-Mam próbę z chłopakami, a potem mamy randkę...- mówię, a ona kiwa głową i chyba lekko wzdycha z ulgą.- A co szybki numerek przed wyjściem?- pytam ją, na co ona uśmiecha się.
-To po...- mówi z uśmiechem na twarzy i układa swój kod, po czym szafka zwalnia blokadę.- Muszę przyjechać na 16 do szkoły z powrotem, bo profesor Bloom musi mi wytłumaczyć jeszcze rzeczy, których nie umiem...- mówi.
-Będziecie w szkole sami?- unoszę brwi, na co ona wywraca oczami.- Sami?? Kylie on może zrobić z Tobą wszystko...- mówię jej, na co Kylie odbiera ode mnie książkę.
-Będzie mi tłumaczył filozofie, których nie umiem, a filozofie są zawsze na tego typu olimpiadach.- tłumaczy, na co ja głośno wzdycham. Kylie odrzuca swoje włosy do tyłu.
-Alana nie może przyjść z tobą? Lewis?- pytam, na co ona kręci głową.
-Obydwoje mają już plany i nie mogli dziś, a ja na pewno skończę to do 19:00, więc przyjechałbyś po mnie i pojechalibyśmy na randkę.- mówi, a to ostatnie słowo działa na mnie kojąco.
-Jeśli on cię dotknie...- zaczynam, na co Kylie przenosi na mnie wzrok.
-Harry...- mówi.- Proszę cię nie zaczynaj...
-Ja tylko mówię...- unoszę ręce w geście obronnym. -...masz mi wówczas powiedzieć i zabiję go...- mówię.
-On mnie nie tknie.- mówi pewnie.
-Nie bądź taka pewna, ja znam swój gatunek. Miałem takie samo zachowanie, jak przyszłaś do tej szkoły jak i on.- mówię jej, na co ona wywraca oczami. –Chodź jeść...- mówię jej, na co wzdycha z ulgą. Eleanor i Alana rozmawiają z Mike'iem i Lewisem, więc Kylie uśmiecha się do nich i szepcze cicho, że idzie trochę do dziewczyn, na co kiwam głową. Podążam do swoich kumpli i wychodzimy ze szkoły, słuchając jak dziewczyny świergoczą o najnowszych plotkach szkoły. Odpalam papierosa i widzę wzrok Kylie, gdy to robię. Zaciągam się, czuję się trochę winny, więc piszę do niej sms-a, żeby się nie gniewała. Eleanor proponuje dziewczynom wspólny wypad na drinka, albo po prostu na jakieś zakupy. Obydwie zgadzają się i umawiają na przyszły weekend, Alana się śmieje, że jej brat dostał świra, jak się dowiedział, że Kylie siostra to Hailey Baldwin, bo jest jej cholernym fanem. Kylie się śmieje i mówi, że to miłe.
-Hazz?- mówi Lewis.
-Hm?- unoszę brwi pytająco zaciągając się nikotyną.
-Jak ci się układa z tą dziewczyną?- pyta, a Mike przyłącza się do pytania. Wydmuchuję dym i uśmiecham się.
-Chłopaki, układa to za dużo powiedziane, ja jestem z nią w wolnym związku.- mówię.
-Wolnym?- dziwi się Mike.- Wolny oznacza, że możesz sypiać z innymi, a ty tego nie robisz...- wnioskuje.
-Bo nie potrzebuję...- uśmiecham się ponownie.- Uwierzcie mi, jak się z nią widzę to nie wychodzimy z łóżka.- mówię, na co oni się uśmiechają.
-Czemu nam jej nie przedstawisz?- pyta Jordan.
-Bo ona jest bardzo nieśmiała i wolimy ukrywać swój "związek", od początku chcieliśmy dyskrecji i dla nas liczy się czas razem. Jesteśmy z kompletnie różnych półkul i nasi znajomi też się różnią, nie wpasowalibyśmy się w te towarzystwa, więc stwierdziliśmy, że tak będzie lepiej...- mówię i zaciągam się papierosem.
Eleanor zaczyna na nas burczeć, że spowalniamy je, więc Jordan puszcza je do przodu. Trzymają się pod ręce i żwawym krokiem idą w stronę knajpki, gdzie przesiadujemy przerwę na lunch.
-A Kylie?- pyta Mike, na co przenoszę na niego wzrok.
-Co Kylie?- pytam.
-Fajna jest, nie poruchałbyś?- unosi brwi. Uśmiecham się pod nosem i spoglądam na jej zaznaczające się łydki z każdym krokiem w tych szpilkach.
-Pewnie, że bym poruchał, ale to niezależna laska, pewnie ma tam kogoś na boku jak ja...- mówię.
Wchodzimy do knajpki i siadamy w rogu całą ekipą. Dziś to ja i Kylie zamawiamy sałatki dla naszych znajomych. Staję z nią przed kasą i widzę, jak czyta spis sałatek, jakie posiadają.
-Mike mnie zapytał, czy bym Cię poruchał...- mówię jej, na co widzę, że jej uśmiech rośnie.
-Co odpowiedziałeś?- pyta.
-Że jasne, ale pewnie masz kogoś na boku jak i ja...- mówię, na co ona się uśmiecha szeroko, przenosi na mnie wzrok i spada jej on na moje usta. Zagryza delikatnie swoje i się uśmiecha.
-Kylie, nie podrywaj mnie...- mówię jej, na co ona uśmiecha się i składa zamówienie.
(...)
-Freud generalnie jest trudny...- mówi Bloom wertując kartki i znajduje dla mnie notatki oraz zadania, które chce bym wykonała. Podsuwa mi je. Przyglądam się im i otwieram trochę szerzej oczy.
-To są zadania typowo studenckie...- mówię.- Na takim poziomie chyba nie jestem.
-Kylie, dasz sobie z nimi radę...- mówi ze spokojem Bloom.- Myślę, że nie powinny ci sprawić problemu. Trzy godziny poświęcisz maksymalnie, a da ci to dużo.- mówi.
-Drużynie...- poprawiam go z uśmiechem. On także się uśmiecha.
-Skupiam się na tobie, bo oni mogą ci pomóc aczkolwiek nie ma co liczyć w dużej mierze na Lewisa, czy Alanę. Dziewczyna, która była w ubiegłym roku była podobna do Ciebie, Twojego zaangażowania i wiedzy o co tu dużo mówić, ona robiła tam wszystko.
Podnoszę wzrok na profesora i uśmiecham się, bo dał mi do zrozumienia, że to dzięki mnie możemy wygrać, bo jestem niepodważalną podstawą tej drużyny.
-Rozumiem...- uśmiecham się szerzej. Bloom wstaje i szuka jeszcze czegoś w teczce. Mój telefon zaczyna brzęczeć, a na ekranie pojawia się napis: Harry. Nauczyciel widzi, że ignoruję telefon.
-Odbierz, może to coś ważnego...- uśmiecha sie lekko i szuka dalej.
Podnoszę telefon do ucha i mówię: "Tak?"
"Słonko, skończyłem, jadę po Ciebie..."
"Poczekaj chwilę..."
Odsuwam słuchawkę od ucha i przenoszę wzrok na profesora.
-Panie profesorze, czy my już będziemy kończyć?- pytam nieśmiało.
-25 minut i będzie po wszystkim...- mówi, na co ja wracam do rozmowy.
"Ja skończę najpóźniej za 30 minut, poczekaj przed szkołą..."
"Dobrze, a wszystko tam w porządku?"- pyta, na co się uśmiecham.
"Tak, nie martw się..."
"Bo wiesz, jakby..."
"Żadnego jakby... Do zobaczenia!"
"Papa"
Rozłączam się i patrzę, na nauczyciela, który znalazł to czego szuka.
-Chłopak?- uśmiecha się do mnie.
-Nie, przyjaciel...- czuję, że oblewa mnie rumieniec. Dobrze, że mam puder na twarzy.
-Idziecie na randkę? Hm?- wypytuje, na co czuję się z deka skrępowana. Potakuję i zaczynam przyglądać się materiałom, które jeszcze dla mnie wynalazł. Omawia je w bardzo fajny żartobliwy sposób biorąc pod uwagę konwencje psychologiczno-filozoficzne, które w Waszyngtonie nie zostały mi dokładnie przekazane. Mam w tym zaległości, ale załatwię je w ten weekend. Gdy kończy swój wywód patrzy na zegarek i stwierdza, że z deka te 25 minut przedłużyło się do prawie 40, więc zaczynamy się szybko zbierać. Do torebki wkładam materiały, wstaję z krzesełka, poprawiam spódniczkę (No.208) -http://www.polyvore.com/no.208/set?id=209792789 i nakładam na plecy płaszczyk.
-Dziękuję za pomoc panie profesorze...- uśmiecham się.- Dużo mi to dało i ja sama dam z siebie 150%, by szkoła dostała odpowiednią nagrodę.- dodaję, na co on sie uśmiecha.
-To fajnie, że są jeszcze ludzie w twoim wieku, których nie obchodzi tylko własny interes, a też tego, co ich otacza.
Uśmiecham się i żegnam się krótkim: "Do widzenia".
Schodzę po omacku po schodach i idę ku drzwiom. Otwieram je i widzę samochód Hazzy oraz jego twarz oświetloną przez światełko telefonu. Słysząc dźwięk trzaskających drzwi podnosi znad niego wzrok i zaczyna mnie obserwować. Od góry do dołu, od dołu do góry. Podobam mu się, bo w jego policzkach wytworzył się dołeczek, co znaczy, że się uśmiecha. Wsiadam do jego auta i nachylam się w jego stronę, by dać mu buziaka. Nachyla się i wpija w moje usta bardzo namiętnie.
-Gdybym był tam z tobą przez tyle czasu to nie wiem, jakby wytrzymał patrząc na Ciebie w takiej okazałości.- mówi, na co ja się uśmiecham. Harry rusza i wyjeżdża z parkingu. -Nie dobierał się do ciebie?- pyta, na co wzdycham.
-Hazz to nauczyciel.- mówię.
-Facet.- poprawia mnie i mknąc przez pustawe ulice Londynu wsuwa dłoń między moje uda i zaciska ją na tym prawym. W radiu leci „Love Shot", a że znam słowa śpiewam, Harry słysząc mój głos uśmiecha się i podśpiewuje pod nosem.
-Uwielbiam ją...- mówię i kontynuuję śpiewanie „You got me love shot, honey..."
-Ma fajne słowa.- mówi Harry, na co kiwam głową.
-Bardzo... Najlepsze jest: „Call the doctor, check my pulse..."- Harry uśmiecha się na mój zaśpiew.
-„Something hit me like a cannonballs."- dośpiewuje i uśmiecha się szerzej. -Ja pierdziele wyglądasz bosko.- mówi.
-Poczekaj, aż to ściągne...- mówię zaczepnie, na co on ściska moje udo, syczę cicho. Uśmiecha się do mnie i chcę sunąć dłonią wyżej, na co zatrzymuję jego rękę, przenosi wzrok na mnie i obserwuje moje usta.
-Może odpuścimy sobie kino i pojadę gdzieś do lasu, przeniosę cię na tylne siedzenia...- proponuje, na co ja chichoczę.
-I co będziesz ze mną tam robił?- pytam głupio z szerokim uśmiechem.
-Jak to co, słonko?- uśmiecha się tak, że w jego policzku pojawia się dołeczek.- Będę cię całował... Dotykał i jeszcze więcej...- mówi, na co zagryzam w uśmiechu dolną wargę. Hazz zatrzymuje się na światłach i przenosi na mnie wzrok.
-A co jeśli, ja nie będę chciała?- pytam zaczepnie, na co z zaskoczenia przybliża dłoń do mojej kobiecości.
-Zmuszę cię...- mówi pewnie i strzela gumką od moich stringów.
-To podchodzi pod paragraf...- unoszę brwi.
-Naprawdę wtedy nie będzie mnie to obchodziło...- mówi i z piskiem opon rusza, na co się szeroko uśmiecham. Jego dłoń pozostaje na moim udzie do zaparkowania przy budynku kina. Sporo ludzi idzie w stronę kas, sporo par trzymających się za ręce.
-Chodźmy...- mówi Harry wysiadając ze swojej strony. Ja także to robię i poprawiam spódniczkę, Harry okrąża auto i obejmuje mnie w biodrach. Idziemy równym tempem, a z naszych twarzy nie schodzą uśmiechy.
-Tylko spojrzysz na jej tyłek...- mówię widząc plakat „Legionu Samobójców".
-Ukarzesz mnie potem jakoś?- pyta mnie zaczepnie.
-Oczywiście, że tak...- mówię.- Ugryzę cię...- mówię, na co on zaczyna cicho się ze mnie śmiać.
-A gdzie?- pyta.
-W szyję...- odpowiadam mu, na co na jego twarzy rośnie uśmieszek. Zawadiacki jak cholera. Czuję, jak jego ręka schodzi niżej na moje pośladki i lekko je szczypie, na co daję mu lekkiego kuksańca, by nie robił tego przy ludziach.
-Hazz...- mówię cicho, na co on nachyla się i daje mi buziaka. Podchodzimy do kasy, kupujemy bilety, popcorn i dwa bilety i kierujemy się w stronę sali, wyznaczonej na bileciku. Idziemy w róg sali, specjalnie tam Harry wybrał bilety, by się całować swobodnie.
-Nie mogę się na ciebie napatrzeć...- mówi mi do ucha i podnosi plastikowy rozdzielnik foteli. Przytulam się do niego, a on bierze moje nogi na swoje. Dzięki temu nawet wygodniej trzymać nam popcorn i oczywiście Harry może zanurzyć swoje dłonie pod spódniczką. Film się zaczyna.