14 kwietnia 2017

Rozdział 33



-Harry…- jęczę, gdy słońce świeci mi w oczy.
Odpowiada mi cisza.
-Kuźwa, kto odsłonił rolety…- mówię i chowam głowę pod poduszkę, czując na moich pośladkach lekki, zimny powiew wiatru. Zasłaniam kołdrą nagie części mojego ciała i próbuję spać dalej, ale w tym momencie rozlega się zgrzyt piły w ogrodzie.
-Nie wierzę…- mówię pod nosem i podnoszę głowę spod poduszki. Wnet drzwi skrzypią i do pokoju wchodzi Harry. Gwałtownie kładę głowę na poduszce otwierając lekko oczy.
-Już nie śpisz?- pyta z uśmiechem siadając na kanapie. Brał prysznic i na jego biodrach jest tylko ręcznik.
-Zostawiłeś okno otwarte, a ktoś chyba ścina drzewo i sam słyszysz…- mówię mu.
-Moja mama i Robin już dawno nie śpią…- uśmiecha się.- A dziś chyba wywożone są odpady z ogrodu, więc zaczęli…- dodaje.- A okno musiałem zostawić otwarte…- mówi z szerokim uśmiechem.
-Czemu?- pytam.
Uśmiecha się z dołeczkami i zagryza lekko wargę.
-W powietrzu unosił się zapach naprawdę ostrego seksu…- mówi, na co uśmiecham się szeroko.
-Na pewno był przyjemny…- mówię.
Harry marszczy nos, na co zaczynam się śmiać.
-Niekoniecznie…- mówi.
Podchodzi do komody, skąd wybiera bokserki. Zsuwa ręcznik i pokazuje swój zgrabny tyłeczek. Uśmiecham się pod nosem, a gdy już odwraca się i widzi mój uśmiech, sam szeroko się uśmiecha.
-Nie pokazuje się takich zgrabnych pośladków po takiej nocy…- mówię.
-Możesz mi pokazać swoje…- mówi bez ogródek, na co się uśmiecham.
Wychodzę spod kołdry i przemierzam drogę koło Harry’ego do mojej walizki, gdzie wyciągam bieliznę, nakładam ją, szukam jakichś rzeczy do ubrania oraz kosmetyczki.
-Idę się umyć…- mówię, na co Harry się uśmiecha i podchodzi do mnie.
-Mógłbym pójść pod prysznic drugi raz…- obejmuje mnie w biodrach całując obojczyk, co powoduje u mnie łaskotki.
Odskakuję od Hazzy i z uśmiechem stwierdzam:
-Nie, nie możesz…
I idę do toalety.
Tam z piosenką na ustach ogarniam się i nakładam świeżą warstwę lekkiego makijażu. Suszę włosy rozczesując je, by tylko nie zrobiły się loki. Na moje szczęście wszystko jest w porządku. Ubieram rzeczy (No.184) - link zewnętrzny, dokładam trochę tuszu na rzęsy i wszystko jest ok.
Gdy wchodzę do pokoju Harry'ego on siedzi w kraciastej, bardzo luźnej koszuli, w której guziki nie są zapięte do poziomu mostka. A ten sposób pokazuje umięśnioną klatkę i śliczne wisiorki, które zdobią jego szyję. Wygląda bosko...
-Mmm... Co za przystojniak...- mówię, a on dopiero wtedy mnie zauważa.
-Znalazłem starą koszulę, dobrze wygląda?- pyta, na co kiwam głową i tylko podwijam mu bardziej rękawy.
-Dziś jedziemy na festyn do Cheshire...- mówi Harry.- Mama tam zarządza zbiórką pieniędzy na dom dziecka i zawsze z Gemmą jedziemy, by wesprzeć ją...
Kiwam głową w zrozumieniu.
-Dawno nie byłam na jakimkolwiek festynie, zapowiada się ciekawie...- mówię, na co Harry obniża się lekko i daje mi całusa w usta. Łapie mnie za rękę i wyprowadza z pokoju po schodach na dół ku kuchni. Tam śniadanie czeka na nas na wyspie kuchennej, a więc siadamy i próbujemy omletów a'la mama Twist.
-Gdzie jest Gemma?- pytam, gdy Anne wchodzi do domu z ogrodu.
-Zjadła już i poszła zrobić zakupy...- mówi kobieta.
-Dała radę wstać?- pyta zdziwiony Harry.
-Ona ma mocną głowę po mnie synku...- uśmiecha się szeroko i wraca do ogrodu.
-Uwielbiam, gdy masz rozpuszczone włosy...- mówi z pełnymi ustami Harry.
Uśmiecham się i przesyłam mu buziaczki. Uśmiecha się do mnie i pyta, czy mi smakuje, na co pewnie kiwam głową.
-Wszystko jest boskie...- mówię.
-A czy tak boskie jak ja?- pyta pewnie.
-To jest lepsze...- odpowiadam, na co połyka i otwiera usta z oburzenia, na co wybucham śmiechem.
-Jesteś słodki...- mówię, na co on przysuwa się do mnie i daje mi buziaka w usta.
Kontynuujemy jedzenie.
-A właściwie w jaki sposób działa ta zbiórka?- pytam go.
-Wiadomo wpłaty, ale szkoły w Cheshire robią zawsze własnoręcznie malowane ceramiki i są potem sprzedawane. Czasami miasto trochę dołoży, ale nie jest do tego skore. Ludzie przynoszą różne rzeczy z domów, są sprzedawane na aukcjach, a potem wędrują na konto domu dziecka.
-Nie ma jakichś koncertów charytatywnych?- pytam.
-Nie ma ludzi, którzy by się zgodzili, nie ma ludzi, którzy śpiewają.- mówi.
-Ty śpiewasz…- mówię, na co Harry wywraca oczami.
-Mam śpiewać na festynie rodzinnym, jaki to dobry seks mam za sobą, albo o grzecznych i niegrzecznych dziewczynkach?- pyta retorycznie na co się uśmiecham.
-Możesz zaśpiewać jakieś covery…- mówię podnosząc kubek z herbatą do ust.
-Nie jestem przygotowany chyba…- mówi.
-Oj przestań, poszukamy coś fajnego, mamy jeszcze kilka godzin…- uśmiecham się.
Harry patrzy na mnie uważnie.
-To ty też zaśpiewaj…- mówi mi, na co zaczynam kręcić szybko głową.
-Nie, nie, nie…- uśmiecham się.
-Dlaczego? Masz materiał z Rihanny… Poza tym inne utwory, które nagrywałaś…- mówi coraz bardziej podekscytowany.- I no przecież!- puka się w głowę, na co patrzę na niego bez słowa.- Album Ariany Grande, masz go w małym palcu, był twój! Kylie!- mówi z szerokim uśmiechem.
-Harry, ale ja…- mówię, na co on zeskakuje z hokera i idzie do ogrodu. -Harry!- wołam za nim.
Nagle przez drzwi wchodzi Gemma z zakupami. Harry staje z mamą i z nią rozmawia, a na jej twarzy pojawia się coraz większy uśmiech.
-Co znów zrobił?- pyta.
-Pomyślałam, że w ramach zbiórki Harry mógłby coś zaśpiewać i właśnie poszedł powiedzieć Waszej mamie, że ja też to uczynię…- mówię, na co Gemma uśmiecha się szeroko.
-Repertuar z „ANTI”?- pyta zagryzając obraną marchewkę.
-Nie wiem…- mówię.- Co wy macie z tą Rihanną…- dziwię się.
-Zaśpiewałaś to lepiej niż ona, ale najlepiej to podobało mi się „Work, Work, Work”…- mówi Gemma i zaczyna podśpiewywać lekko poruszając tyłkiem, na co zaczynam się śmiać.
Harry wraca do kuchni z szerokim uśmiechem.
-Boże, zagrajmy duet!- wybucha, na co Gemma wybucha śmiechem widząc jego podekscytowanie.
-Nie ma na to czasu…- zaczynam się śmiać.
-Sama mówiłaś, że mamy kilka godzin.- mówi i szybko kończy śniadanie.
Chcę wstać z hokera, by odłożyć naczynia, ale Harry wyręcza mnie i w ciągu sekund wkłada je do zmywarki. Zamyka ją i okrąża wyspę, jednym ruchem podnosi mnie z hokera i na rękach niesie do sypialni. Kładzie mnie na kanapie i włącza komputer, sięga po gitarę i zaczynamy się zastanawiać, poważnie zastanawiać i na kartce zapisywać po kilka utworów, które moglibyśmy zaśpiewać. Gdy dokonuję wyboru swoich zaczynam się nam wyborem jednej piosenki z użyciem pianina.
-Dobra, ja też mam swoje…- mówi dopisując ostatnie słowo na kartce.
Wciąż się zastanawiam nad tą piosenką, którą naprawdę pięknie można by było zagrać. Zagryzam wargi wpatrując się w kartkę.
-Ky?- słyszę jakby w podświadomości.
Prawdopodobnie się nie zgodzi, ale to byłoby coś i duet wyszedłby boski… A przecież chodzi o przyciągnięcie ludzi i o zebranie pieniędzy dla dzieci.
-Hej…- mówi cicho.- Nad czym się tak zastanawiasz?- pyta składając na mojej szyi całusa.
-Chcę duetu z tobą, Hazz.- mówię, na co jego oczy się pozytywnie rozszerzają, a na ustach pojawia się uśmiech.
-Ja też chcę z tobą duetu…- mówi i dotyka swoimi ustami moich, tkwimy w pocałunku bardzo delikatnym, ale niezwykle przyjemnym.
-Zaśpiewajmy piosenkę ze wczoraj…- mówię mu w usta, na co robi się dziwnie sztywny. Powoli się odsuwa.
-Kylie, to nie jest chyba dobry pomysł…- mówi. -…poza tym ona nie jest skończona…
-Skończymy ją i zrobimy dla dwóch osób, jeżeli się zgodzisz…- mówię mu.
Jest niepewny, bardzo niepewny, spogląda w swoją kartkę.
-Ta piosenka była piękna naprawdę i to by była ogromna przyjemność zagrać coś takiego, ale jeśli nie chcesz to powiedz mi, poszukamy czegoś innego…- mówię mu.
Przełyka cicho ślinę i lekko uśmiecha się pod nosem.
-Naprawdę ci się podobała?- pyta H.
-Nie wyobrażasz sobie jak bardzo Harry…- mówię, na co on wpija się w moje usta i pożądliwie mi je całuje, na co ja uśmiecham się szeroko i nie pozostaję mu dłużna. Po chwili jednak stwierdzamy, że musimy dopisać zwrotkę tekstu, więc lepiej zrobić to wcześniej niż później. Jest potwornie szczęśliwy, a jego niepewność sprzed minuty uciekła w dal. Nie wiem ile czasu zajmuje nam napisanie drugiej zwrotki i końca piosenki, bo wręcz rzucamy słowami, które idealnie pasują. Harry jedno, ja drugie i tak dalej… Idealnie się rozumiemy i zauważam to wtedy, gdy piszemy wspólnie. Na jego ustach cały czas gości uśmiech, a jego ciało aż się rwie do skakania. W pewnym momencie on ze szczęścia, gdy już próbujemy śpiewać, wskakuje na swoje łóżko z gitarą i zaczyna się drzeć na całe gardło, na co wybucham śmiechem i aż kładę się na kanapie pod oknem.
-„You’re a beautiful girl!”- śpiewa na cały głos wariując palcami na tej biednej gitarze.
Siadam ocierając łzy, które spływają po policzkach.
-„The mooooost beautiful in the wooorld!”- dodaje, a ja już nie mam siły na śmiech przez ból brzucha.
-Przestań!- krzyczę, na co on zrzuca gitarę z szyi, zeskakuje z łóżka i zaraz jest przy mnie, kładzie się na moim ciele na co piszczę, że złamie mi wszystkie kości, na co zaczyna całować mnie po szyi, co mnie cholernie łaskocze.
-Harry!- piszczę.- Harry!!! Przestań!!!
On parska śmiechem, na co ja zaczynam się głośniej śmiać.
-Najpierw proszę o prawdziwego całusa, piękna…- mówi mając usta 1cm od mojej twarzy.
-To ty ugniatasz mi to i owo, więc to ty powinieneś mnie całować…- mówię unosząc brwi, na co wpija się w moje usta od razu wsuwając język i dotykając mojego. Jego ręka łapie za moje udo i przyciąga je bardziej do siebie, tak, że go czuję i wydaję z siebie ciche westchnienie.
-Takiego Cię uwielbiam najbardziej…- mówię mu w usta, na co się uśmiecha.- Ale szalony Harry to nieznany mi Harry i też go uwielbiam…- dodaję, na co on muska jeszcze kilka razy moje usta.- Gdyby ich tak połączyć którejś nocy byłoby nad wyraz ciekawie…- mówi i uśmiecha się szeroko.
-Cicho bądź, chcę Cię całować.- mówi z uśmiechem, na co zamykam się i poddaję mu się.
Gemma
-Córciu, powiedz mi…- mówi mama, gdy zawiązuję wstążeczki na nagrodach dla dzieci.- Czy oni… No wiesz…- miesza się, uśmiecham się szeroko.
-Pytasz, czy spali ze sobą?- unoszę z uśmiechem brwi. Mama się rumieni i kiwa głową.
-Nie raz, nie dwa mamo…- mówię.- Są w wieku, kiedy tylko się pożądają, więc wydaje mi się, że tutaj nawet ze dwa razy były…- mówię pewnie, na co mama mnie beszta za wchodzenie w takie szczegóły. Bawi mnie to.
-A myślisz, że Kylie…- mama marszczy lekko brwi. Wiem, że martwi się o Harry’ego. -…że ona się przekona do H.?
-Ona jest do niego przekonana mamo, ale… On ci już kiedyś mówił, że Ky ma plany od wielu lat i przyrzekła sobie, że nikt, ani nic jej nie zatrzyma.- mama kiwa głową w zrozumieniu.
-Wiem, wiem… Ale mam nadzieję, że ona pozwoli na to, by pojawiło się między nimi uczucie…- mówi mama.
-Jeśli mam być szczera to mnie się wydaje, że to już powoli się zaczęło. Widzę, jak na niego patrzy… To nie jest zwykłe „przyjacielskie” spojrzenie. Ale nie chcę nic mówić takiego Harry’emu, bo on sobie to weźmie do serca i będzie potem zraniony.- mówię, na co mama przyznaje mi rację.
-Ślicznie razem wyglądają…- mówi moja rodzicielka.
Uśmiecham się szeroko i kiwam głową.
Harry
-Ta piosenka stanie się hitem…- mówi Kylie zmieniając koszulkę, na co obserwuję jej piękne piersi. Nie mogę się oprzeć i staję za nią, gdy przewraca koszulkę na właściwą stronę. Obejmuję ją w biodrach i kładę jej głowę na szyi, by z góry popatrzeć.
-Stanie się, bo w niej śpiewasz…- mówię i całuję jej obojczyk.
-Nieprawda!- mówi.- To będzie nasz sukces…- dodaje i odwraca się do mnie przodem. Staje na palcach i trąca mój nos swoim.
-A gdy zdobędzie się sukces…- mówi cicho sunąc po moim brzuchu.- Warto to świętować, nie uważasz?- pyta, na co uśmiecham się pod nosem.
-Myślę, że da się coś zrobić… Ale muszę kupić prezerwatywy, bo te dwie paczki się skończyły…- mówię.
-Kup jakieś mega mocne, bo dziś mam ochotę zaszaleć…- mówi, na co daję jej buziaka i gryzę ją w nos. Kylie z uśmiechem odsuwa się i wyciąga włosy spod bluzki. Wygląda pięknie (no.186), sięga po swoją dżinsową kurtkę i torebkę.
-Chodźmy...- mówi. Mama załatwiła nam wcześniej możliwość do próby, by Kylie mogła pograć trochę na pianinie co mnie podnieca, bo w życiu nie widziałem jak popitala paluszkami. Na gitarze jest poziom hard, ale... pianino? Jestem ciekaw.
Kylie siada na siedzeniu z przodu i póki nie włączam silnika poprawia usta.
-Mmm... Lubię taki kolor... Zliże ci ją potem...- mówię ruszając z podjazdu.
-Nie zejdzie, to bardzo wytrzymała szminka...- mówi, na co uśmiecham się szeroko.
-Eleanor do mnie dzwoniła...- mówi Kylie.
-I?- pytam.
-Wypytywała gdzie jestem...
-I?
-Powiedziałam jej, że jestem i znajomych kilkaset kilometrów od Londynu...- mówi.
-Dobry pomysł...- mówię.
-Dziwiła się, dlaczego Ciebie też nie ma...- mówi, na co otwieram szerzej oczy.
-I co jej powiedziałaś?
-Że z tego co wiem jesteś u mamy...- mówi, kiwam głową .
-Chłopaki z The Rough obgadują Cię.- mówi, na co zaciskam mocniej dłonie na kierownicy.
-To są skurwiele i najbardziej fałszywi ludzie na świecie.- mówię prosto z mostu.
-Mówili, że zrobiłeś się cnotką, bo, cytuję, przestałeś ruchać.
Parskam.
-Kopara bym im opadła, gdyby się dowiedzieli, kogo mam praktycznie co noc.- mówię, na co Kylie zaczyna się śmiać. Skręcam na główną drogę.
-Dziś w nocy jedna cała paczka poszła...- mówi Kylie.- Aż mam zakwasy...- dodaje.
-A gdzież to masz te zakwasy?- unoszę brew.
-W pachwinach, w dupie...- mówi, na co się szeroko uśmiecham.
-Od ciągłego spinania... Miło mi to słyszeć.- mówię kładąc dłoń na jej udzie. Stajemy na światłach, a ona nagle wkłada dłoń, jedną potem drugą do miseczki stanika.
-Ky, czy Ty je dotykasz?- pytam unosząc brwi, na co ona chichocze i przeczy.
-Polepszam je…- uśmiecha się szeroko i momentalnie jej biust staje się bardziej seksowny, a wcześniej było naprawdę dobrze, teraz jest nawet lepiej.
-Pomacałbym.- mówię cicho, na co ona nachyla się w moją stronę i daje mi buziaka zmysłowego jak cholera.- Mogę zapalić?- pytam ją, na co kiwa głową i wyciąga telefon. Ja cały czas patrząc na drogę i na zapalone światła, wyciągam paczkę i wsadzam papierosa do ust, otwieram okno i podpalam go. Zaraz ruszam.
-Boże wreszcie…- wydmuchuję pierwszy dym. Kylie w tym momencie szuka dobrego światła na zdjęcie, jak sądzę dla Hails.
-Ile nie paliłeś?- pyta.
-Od dziś rana, jak jeszcze spałaś…- mówię jej
-I czułeś taką potrzebę?- pyta mnie.
-Palę co dwie godziny Kylie…- mówię, na co ona wywraca oczami.-… nie paliłem cztery, albo pięć…
-Trudno się mówi, nic nie straciłeś…- mówi Ky krzyżując ręce na klatce piersiowej.- To jest bardzo niezdrowe Harry.- mówi.
-Wiem, piękna, ale nie jest proste zerwać z nałogiem.- mówię jej.- Szczególnie, gdy praktycznie wszyscy twoi znajomi palą…- mówię i zaciągam się mocno.
-Ja nie palę!- mówi Kylie.- I dobrze się z tym czuję.
Uśmiecham się pod nosem i przypominam sobie dzień, kiedy zapaliła ze mną papierosa.
-Ale zaciągasz się po mistrzowsku…- mówię jej na co zaczyna się śmiać.
-Nie ważna jestem ja, a ty, żebyś rzucił to cholerstwo…- mówi mi, na co wywracam oczami.
-Przesadzasz…- mówię jej i skręcam na skrzyżowaniu w lewo.
-Nie przesadzam, a staram się o Ciebie dbać Hazz…- mówi pretensjonalnie.- Masz rzucić palenie!- dodaje.
-Kylie, ale ja lubię palić…- mówię jej i wywalam końcówkę za okno.
-Śmierdzisz od palenia.- mówi patrząc w swoje okno.
-Używam perfum…- mówię jej, ale ona mi się wtrąca.
-…które ci nie pomagają…
-Kylie, przestań…- mówię i widzę wieżę ratuszu, przy którym jest organizowany festyn.
-Nie będę cię całowała, jeżeli nie rzucisz palenia, albo chociaż nie spróbujesz…- mówi.
Wywracam oczami i już nic nie mówię. Zatrzymujemy się na parkingu i za rękę idziemy w miejsce są instrumenty. Okazuje się to być otwarta scena przy ratuszu, ale mama załatwiła nam próbę w pobliskiej szkole. Tam jest pianino i Kylie może sobie trochę pograć. Zapowiada się naprawdę ciekawy dzień.

***
💟💟💟💟

7 kwietnia 2017

Rozdział 32

-I wiesz...- bełkocze Gemma, którą ledwo co jestem w stanie utrzymać na tych piekielnych szpilkach.-... kiedy pierwszy raz mnie uderzył...- mówi i przełyka ślinę. -...ja go naprawdę znienawidziłam... Naprawdę Kylie, wierzysz mi?- pyta i dostaje czkawki.
-Tak...- mówię ciężko dychając.
-No...- kontynuuje.-... i ja się wyprowadziłam...- czka.- Ale wróciłam po czterech dniach, albo pięciu... Albo po tygodniu...- mówi. -...Nie pamiętam... I on mnie...- znów czka. -...przeprosił, a potem wylądowałam z nim w łóżku...- opowiada.
-Nie zatapiaj się w szczegóły...- mówię. Skręcamy w prawo i widzę dom rodzinny Styles'ów, na co oddycham z ulgą.
-Wiadomo...- mówi Gemma.- Ale wiesz...- czka.- Ja go i tak kocham... I czuję, że prędzej czy później wróci...- mówi. Podchodzimy do podjazdu.
-Jestem strasznie zmęczona...- mówi.
-Widzę, zaraz pójdziesz spać...- mówię, na co nie odzywa się słowem. Wchodzimy do środka, a ja mówię Gemmie by była cicho, na co ona prawie przewraca się ściągając buty. Ja zsuwam swoje, biorę je w dłoń i łapię ją pod ramię, cały czas uciszając. Wszyscy już prawie śpią, prawie, bo w pokoju Harry'ego pali się światło, ale drzwi ma zamknięte. Idę ku pokojowi Gemmy i tam ją kładę na łóżku. Zamykam za sobą drzwi i wzdycham cicho, gdy z pokoju Harry'ego słyszę delikatną muzykę. Bezgłośnie otwieram drzwi, a on nawet mnie nie zauważa, uśmiecham się pod nosem i zamykam je, wtedy już mnie widzi, ale jego oczy stają się dziwnie szerokie, idę ku niemu. Słucham, jak wygrywa na strunach dźwięki niezwykle subtelne, staję w miejscu, by poczuć dźwięki - uśmiecha sie szeroko widząc, że słucham go. Siadam obok niego na łóżku po turecku i słucham.
-Tak sobie pitoliłem...- mówi Harry, na co uciszam go i zachęcam do gry.
-Kontynuuj...- mówię.
Harry lekko marszczy brwi w skupieniu, a jego twarz wyraża, że czuje co gra. Wygrywa konkretną melodię, dokładnie zna akordy, a w głowie – tak mi się bynajmniej wydaje, że krąży tekst.
-Zaśpiewaj mi to...- mówię cicho, na co on podnosi wzrok z gitary.
-Kylie, to jest nieskończone...- mówi nieśmiało.
-Chcę to usłyszeć...- mówię zachęcająco. Jest bardzo niepewny tego utworu i staje się zestresowany. Zauważam, jak się spina, na co patrzę na niego dając mu wsparcie. Czy on się wstydzi przede mną? On sięga do etażerki i wyciąga pogiętą kartkę z połową zamazanych słów. Rozprostowuje ją i kładzie przed sobą.
-Jesteś tego pewna?- pyta ostrożnie, na co uśmiecham się szeroko i kiwam głową. Tak naprawdę przestaję być pewna.
Jego palce dotykają strun i Harry rozpoczyna piosenkę.
A mnie zatyka po całości...
I fell in love with a beautiful girl/ Zakochałem się w pięknej dziewczynie
And she still takes my breath away/ i ona wciąż odbiera mi dech
I fell in love in the morning sun while the hours slipped away/ Zakochałem się w porannym słońcu podczas gdy godziny uciekały
Sometimes when I hear your name, my smile creeps on my face/ Czasami kiedy słyszę twoje imię, uśmiech wkrada się na moją twarz
And for reasons I can't explain it's never out of place/ I z jakiś powodów- których nie mogę wytłumaczyć, to nigdy nie było na miejscu
Nie wiem, jak dokładnie się zachować, gdy jego usta wyśpiewują takie słowa. Unoszę na niego wzrok, a on wtedy opuszcza go na gitarę, jakby bał się spojrzenia, które mu dam. Nawet nie wiem, jaką dokładnie mam minę, ale prawdopodobnie taką, gdy Hailey powiedziała, że to prawie pewne, że Harry Styles się we mnie zakochał. Teraz to już stuprocentowa pewność. A ja kompletnie nie wiem, co z tym zrobić...
-Nie będę śpiewał ci refrenu...- mówi cicho.
-Zrób to...- odpowiadam mu, na co on otwiera szerzej oczy.- Chcę tego...- zaczynam szeptać, a moje oczy zachodzą łzami.
Cause I love you/ Bo cię kocham
More than you think I do/ Bardziej niż myślisz
And I love you/ I kocham cię
Now you don't want me to/ Teraz tego nie chcesz
Cause I love you/ Bo cię kocham
More than you think I do/ Bardziej niż myślisz
And I love you/ I kocham cię
Now you don't want me to/ Teraz tego nie chcesz
Jedna łza wypływa z mojego oka, a on momentalnie przerywa.
-Boże, po co ja to zrobiłem...- mówi i gwałtownie odsuwa gitarę na bok. Wstaje z kanapy i wyciąga papierosa, którego zamierza zapalić, ale wciąż mu się to nie udaje.
-Kurwa...- mówi pod nosem, na co wstaję i wyciągam go z jego ust. Wkładam mu go z powrotem do paczki, łapię jego dłoń i prowadzę ze sobą na kanapę. Idzie potulnie bojąc pewnie co powiem. Siadamy, a on patrzy głęboko w swoje dłonie, jakby go nagle wielce zainteresowały.
-Spójrz na mnie...- szepczę, na co po kilku sekundach podnosi wzrok na mnie.
Wtedy coś mnie trafia, bo nigdy w życiu nie widziałam tak smutnych oczu... I chociaż mam ochotę mu prawić morały na temat tego co mi obiecał, dziś zmieniam zdanie i ujmuję jego policzek.
-To piękny utwór.- mówię, ale on nie odzywa się słowem.- Prawdziwy, aż do bólu, prawda?- pytam, na co lekko kiwa głową.
-Nie odsuwaj się ode mnie przez to...- mówi cicho z ogromną nadzieją.-... jestem męską wersją Gemmy, ale ty mnie nie bijesz i nie poniżasz, ale...- opuszcza wzrok na kolana.-... nie potrafię tego powstrzymać... zbyt silne to jest... W życiu się tak nie czułem... Ja...- Harry zaczyna płakać, tak mi się wydaje.-... zepsułem wszystko, Kylie. Przepraszam.
-Nie mam do ciebie pretensji, Harry...- mówię.- Mnie na tobie też zależy, ale... Masz świadomość, że z tego nic nie będzie...- mówię.
-Nie podejmuję tego tematu...- mówi szybko, na co kiwam głową w zrozumieniu.
-Ja obiecałam przed sobą, że nie zakocham się tutaj i nikt nie zatrzyma mnie przed wyjazdem...- mówię.
-Wiem, Ky... Wiem, pamiętam o tym i pogodziłem się z tym...- mówi.- Ale czy ty jesteś w stanie zaakceptować mnie teraz? Nie chcę na ciebie zaciskać i zupełnie zrozumiem, jeśli powiesz mi, że jutro mam cię odwieźć do domu...- mówi, na co wtrącam mu się.
-Zależy mi na tobie Harry i nie chcę tego zakończyć. Jesteś moją bratnią duszą i właśnie ciebie szukałam.- mówię.- Twoje uczucie do mnie komplikuje trochę sprawy między nami, ale jeśli tylko będziemy chcieli być cały czas w tym momencie, gdzie jesteśmy to tu pozostaniemy...- mówię.- Jeśli ty będziesz w stanie...
-Zrobię wszystko by być przy tobie...- mówi Harry, na co mięknie mi serce. Jego dłonie splatają moje, a ja uśmiecham się lekko.
-Od kiedy?- pytam go cicho.
Harry uśmiecha się pod nosem i wzrusza ramionami.
-Pewnie od momentu, kiedy cię zobaczyłem...- mówi, na co uśmiecham się mocniej.- A tak na serio, to nie wiem...
Opuszczam wzrok na nasze dłonie i rozplątuję je, by dotknąć jego twarzy, on podnosi głowę i obserwuje moje poczynania.
-Mam wielką ochotę, by cię pocałować, wiesz...- mówię cicho.- Pewnie za sprawą alkoholu...
-Po alkoholu jesteś ekstra...- mówi Harry, na co zaczynam się cicho śmiać. Unoszę na niego wzrok i on w tym momencie oblizuje swoje usta.
Boję się dotknąć jego ust, boję się, że będzie inny i że mi się spodoba, a co byłoby najgorsze? Gdybym też coś poczuła... Harry boi się pierwszy zacząć, więc czeka chyba rozumiejąc co właśnie ma miejsce i nad czym się zastanawiam. Drugą dłoń kładę na jego udzie wygodnie się o nie opierając.
-Jeśli jesteś niepewna nie rób tego...- ledwie słyszalnie szepcze.
Podnoszę na niego wzrok i przysuwam się bliżej o te kilka centymetrów, czując jego oddech na moich ustach. Niespokojny oddech. Do moich uszu dobiega przerażająco głośne bicie jego serca o cholerny tempie.
-Zaraz Ci wyskoczy z klatki piersiowej...- szepczę, na co uśmiecha się.
-Tak ono reaguje na ciebie...- mówi, na co ściskam jego udo w stałym zastanowieniu. Serce mi podpowiada, żebym to zrobiła... I słucham go.
Delikatnie dotykam struktury jego ust, czując jednocześnie coraz większą potrzebę zasmakowania ich bardziej. Dlatego zaraz po zetknięciu ust moich i jego, rozchylam swoje odrobinę bardziej. Przynajmniej mam takie wrażenie. I staje się ono mylne. Nie wiem kiedy to wszystko się staje rzeczywistością, ale kilka sekund później Harry sadza mnie sobie na nogach, a pocałunek nie jest delikatny, a tak piekielnie zachłanny i pożądliwy, że nie potrafię się od niego oderwać. Naprawdę nie potrafię... I dlatego pozwalam się ponieść emocjom. Ponieść się Harry'emu.
Czuję jego dłonie już wszędzie i usta, które pieszczą strukturę moich ust. Boże my tak idealnie się uzupełniamy.
-Och Kylie...- szepcze mi w usta H. na co wsuwam palce pod jego koszulkę i ciagnę ją do góry. On ma stale poważną minę, zwykle w tych sytuacjach uśmiechał się łobuzersko, gadał pod nosem, jak to mnie wyrucha. Dziś jest inaczej i dziś dziwnie czuję jeszcze większy popęd ku niemu. Wzdycham cicho, gdy jego ręce mocno oplatają moje żebra w uścisku chcącym zbliżyć nas do siebie. Moja usta szaleją, jego też, a ja czuję gorące motyle w brzuchu i czuję, że mimo wszystko chcę seksu z nim, bez względu gdzie jesteśmy dziś chcę seksu. Gdy Harry chce całować moją szyję, ja wykonuję jednoznaczne ruchy biodrami, na co on się zatrzymuje.
-Kylie...- mówi, na co ja nie zwracam uwagi i kontynuuję.- Dziś nie będzie seksu...- mówi.
Ja także się zatrzymuję.
-Dziś tego potrzebuję...- mówię mu w usta.
-To zbyt dużo jak na jeden dzień...- mówi cicho.
-Harry... Pokaż mi co do mnie czujesz... Jak ogromne i silne jest uczucie, które do mnie żywisz...- mówię mu w usta, na co sie zatrzymuje.
-Kylie, ja...- mówi zaciskając mnie w uścisku.
-Chce dziś tego...- mówię.
Harry wzdycha cicho i kontynuuje obściskiwanie. Jest bosko, a jego dłonie wsuwają się pod strukturę górnej części mojego odzienia ciągnąc je do góry. Przekłada ją przez głowę i wpija się w moją szyję, a ja zatapiam palce w jego włosach przyciągając go bliżej do siebie. Zamykam oczy i odchylam głowę do tyłu, na co Harry momentalnie wstaje z kanapy i kładzie mnie plecami na łóżku. Puszcza mnie i podchodzi do drzwi, by zamknąć je na klucz, po czym od razu rusza w moją stronę. Jestem napalona, bardzo napalona. Góruje nade mną maltretując moje usta w zawrotnym tempie. Czuję jak opuszcza swoje biodra blisko moich nie ustępując. Nie wiem jak głośno jęczę, gdy dotyka moich ud pod spódniczką. Ale gdy znajduje zamek rozpina ją i wyciąga spod moich pośladków rzucając na ziemię. Jego głowa momentalnie ląduje miedzy moimi nogami, rozsuwając je szeroko.
-Kylie...- mówi głosem, jakby z uznaniem.- Widzę, że jesteś już bardzo gotowa...- mówi.
-To wszystko przez Ciebie...- mówię.
Harry podnosi głowę składając pocałunki na mojej kobiecości pokrytej koronkową bielizną. Podkurcza nogi siadając na nich, na co ja podnoszę nogę i mocno sunę po jego przyrodzeniu. Uśmiecha się, a po chwili zaczyna marszczyć brwi odchylając głowę do tyłu. Wyczuwam pod stopą, jaki jest i czuję, że napiera na mnie, by czuć lepiej. W ciągu sekundy wstaję i przysuwam się do niego w tej samej postawie. Teraz to moja dłoń pieści przyjaciela Styles'a za co ten odpowiada mi cichymi jękami. Sama jego mina przyprawia mnie o dreszcze i dziwne uczucie w podbrzuszu, dlatego gdy już zagryza usta nie mogę się powstrzymać. Moja druga dłoń wplata się w jego włosy i przywraca głowę do pionu. Utrzymuję z nim kontakt wzrokowy przez kilkanaście sekund, gdy on łapie za mój nadgarstek w silnym uścisku i pcha lekko do tyłu. Bezwolnie opadam na łóżko i Harry bez słowa wyciąga z szafki prezerwatywę. Cały czas utrzymuje kontakt wzrokowy, nawet, gdy nakłada zabezpieczenie. Zsuwa bokserki i przyczołguje się bliżej mnie, podnosi dłonią moją pupę i ściąga majtki. Jest wciąż poważny, ale mam wrażenie że mięknie widząc mnie w 90% nagą. Przysuwa się bliżej, tak, że już dotykamy się w jednoznacznych miejscach. Wsuwa dłonie pod mój tułów i rozpina stanik, zsuwa ramiączka i całkowicie go ściąga.
-Dziś masz być cichutko...- mówi mi.- Rozumiesz, piękna?
Kiwam głową.
Zamykam oczy, zagryzam usta i rozchylam je lekko, gdy go czuję. Jest bardzo delikatny, powolny, jakby dawał mi czas do przyzwyczajenia się do niego. Wzdycham cicho, gdy wysuwa się i wsuwa z powrotem. Czuję się bosko...
-Pocałuj mnie...- szepczę, na co on nachyla się nade mną i delikatnie całuje moje usta. Jestem znacznie zachłanniejsza i nie daję mu taryfy ulgowej, dlatego rozchylam usta bardziej i wsuwam język do jego ust.
-Harry...- szepczę mu w usta, na co jego dłonie ściskają mocno skórę na moich żebrach.
-Pokaż mi, jak bardzo mnie kochasz...- mówię cicho, na co on przestaje się ruszać i patrzy mi w oczy.
-Na pewno tego chcesz Kylie?- pyta mnie.
-Dziś chcę...- mówię, na co on przyjmuje to do wiadomości.
Poprawia się i prostuje moją nogę, przyciągając moją stopę do swojej twarzy. Całuje moją kostkę i przysuwa się bardziej do mnie, na co głośno wzdycham.
-To zaczynamy...- szepcze, na co zamykam oczy i czuję, że wnętrzności przewracają mi się o 180 stopni przez prędkość, jaką nadaje.
Trochę później...
Zamykam oczy i głęboko oddycham leżąc na plecach. Moje myśli to mętlik, jeden wielki mętlik, którego nie potrafię złożyć w jedną całość, dlatego po kilku minutach zaprzestaję. Jedyne co robię to oddycham... Harry robi to samo obok mnie, ale dosłownie po kilku sekundach kładzie dłoń u góry mojego uda delikatnie muskając je palcami. Uśmiecham się lekko i podnoszę lekko dłoń i dotykam jego dłoni.
 Uśmiecham się lekko i podnoszę lekko dłoń i dotykam jego dłoni
-Jak było?- pyta cicho.
-Ekstra...- odpowiadam z lekkim uśmiechem.- Przeszedłeś samego siebie...
-Takie miałaś życzenie, ja je tylko spełniłem...- mówi.
Splatam nasze palce na mojej nodze.
-A czujesz wewnętrzną dumę?- pytam z lekkim uśmiechem.
-Jestem dumny, jeśli tylko ty jesteś szczęśliwa...- mówi.
-Jestem... Nie robiliśmy jeszcze tego na podłodze w sypialni... Aczkolwiek podłogę w kuchniach mamy zaliczone...- dodaję z uśmiechem.
Harry uśmiecha się szeroko.
-Czasem łóżko sprawia, że kolana zatapiają się w materacu i jest niewygodnie...- mówi, na co obracam głowę w jego stronę chichocząc.
-Podłoga mi odpowiada...- mówię, na co jego wzrok spada na moje piersi.
-Wypróbujemy ją jak wrócimy...- mówi.- Jaki masz rozmiar?- pyta bez ogródek.
-75C...- odpowiadam mu.
-A nie D?- unosi brwi.
-Fajnie by było...- uśmiecham się, na co on neguje moją odpowiedź.
-Są perfekcyjne i ich rozmiar nie stanowi o tym, jak dobrze się je dotyka...- mówi, na co rumienię się.
Obracam się na bok i podpieram głowę, Harry robi to samo i wpatrujemy się w siebie nawzajem. A moją uwagę przyciągają jego usta, zagryzam swoje na ich widok.
-Wiesz mój pierwszy pocałunek był do dupy...- mówię.- Ale ty wynagradzasz mi wszystkie dupne pocałunki... Uwielbiam twoje usta... Zabiorę je ze sobą do Ameryki...- mówię, na co on się uśmiecha.
-Myślę, że mam jeszcze trochę siły, żeby cię bardziej uszczęśliwić...- mówi i przybliża się do mnie, by delikatnie pocałować moje usta. Uśmiecham się lekko i gdy już nasze usta się spotykają wzdycham cicho i opatulam rękoma jego szyję, by być bliżej. Nie gramy ze sobą, ale zatapiamy się w emocjach, które nam towarzyszą, a w szczególności, gdy zaczynamy się dotykać... Tam gdzie powinno się nawzajem dotykać :)
-Jesteś najlepsza...- mówi pomiędzy jednym, a drugim złączeniem ust.
-Ty jesteś najlepszy...- odpowiadam mocniej Go ściskając.
Wyjękuje ciche: Och Kylie... i dodaje:
-Uznajmy, że się uzupełniamy...- mówi.
-Tak będzie najsprawiedliwiej...- mówię złączając ponownie nasze usta, a drugą dłonią wplatając palce pomiędzy kosmyki jego pokręconych włosów. Czuję niezwykłe podekscytowanie, podniecenie i jakby chęć, by dostać więcej i więcej. Właśnie teraz, gdy nawzajem się uszczęśliwiamy i wypowiadamy swoje imiona nawzajem prosto w usta, potrzebuję czegoś więcej... Ja sama tego potrzebuję. Boże, nie wiem czego.
-Kylie, przybliżasz mi nieba...- szepcze i sunie palcem trochę niżej, na co cicho wzdycham.
-Harry, gdybyś wiedział, jak blisko jest moje niebo, gdy jesteś przy mnie...- mówię, na co on wpija się w moje usta bardzo zachłannie, jakby chciał zachować moje słowa w sobie, wyciągnąć mi je z ust. Sunę szybciej po Nim, gdy jego oddech robi się bardziej chwiejny.
-Kylie, ja...- szepcze i nerwowo przełyka ślinę. Uciszam go pocałunkiem i wtedy w ciągu minuty lub dwóch wyjękujemy sobie w usta liczne przekleństwa i nasze własne imiona. Po tym padamy sobie w ramiona i zmęczeni dziś którymś z kolei szczytem. Po tym głęboko zasypiamy...


****
:)