16 grudnia 2016

Rozdział 16



 Rankiem wertuję notatki od Bloom’a jedząc jajecznicę. Moja siostra dzwoni do mnie i wypytuje o wczorajsze spotkanie z Harry’m, ale że nie mam zbytnio czasu, by jej opowiedzieć. Ubieram się w kurtkę d i buty i chcę jeszcze pojechać do Starbucksa po kubek kawy. Schodzę na dół i wsiadam do auta i próbuję je odpalić.
-No dawaj, dawaj…- mówię do autka, ale tak naprawdę do samej siebie. Próbuję tego wiele razy, ale nic z tego.
-Kurde…- mruczę pod nosem. Wyciągam telefon i wybieram numer do Alany, która nie odbiera. Następnie do Eleanor, która mówi, że jedzie dziś metrem. Też bym pojechała, ale pociąg, którym ewentualnie jeżdżę do szkoły od czasu do czasu właśnie odjechał. Zostaje jedna osoba.
Harry.
Wykręcam jego numer i po trzech sygnałach odbiera.
-Stęskniłaś się już?- pyta mnie.
-Powiem „tak”, jeżeli przyjedziesz po mnie, bo zepsuło mi się auto.- mówię, na co on się śmieje.
-Przyjadę i czekam na twoją odpowiedź…- mówi, a ja wzdycham cicho z ulgą.
-Bardzo się stęskniłam…- mówię mu, a on chichocze.
-Będę za 5 minut.
Maluję usta i poprawiam ubrania.
-Cześć piękna...- mówi przez okno, na co wywracam oczami.
-Hej...- mówię wsiadając do jego auta. Ściąga okulary przeciwsłoneczne z nosa i czeka na powitanie.
-Nie jestem dziś w nastroju...- mówię mu, a on wywraca oczami.
-Každemu się psuje auto...
-Ale musiało mnie akurat?
-Aż taką tragedią jest, że musisz jechać ze mną?- pyta, na co wzdycha cicho.
-Nie... Przepraszam.- mówię cicho.
Harry uśmiecha się lekko i rusza. Droga mija szybko i wymieniamy właściwie tylko pojedyncze zdania. Parkuje pod szkołą, a wszyscy nasi znajomi siedzą na dworze przy palących, czyli Mike'u, Lewisie, Jordanie, Gary'm, Eleanor. Holly podpala papierosa od Lewisa, a gdy mnie widzi wysiadającą z auta Harry'ego jej oczy zaczynają się dziwnie żarzyć.
-Cześć wszystkim!- mówi Harry, a ja uśmiecham się. Alana unosi brew i ukradkiem patrzy na Holly, której oczy - palą się - tak właśnie. Śmieje się pod nosem. Patrzę na Eleanor, która ma szeroko otwarte oczy i patrzy zdziwiona. Nancy cały czas coś mówi Holly na ucho, a ta spina policzki i oddycha przez nos. Patrzę jej w oczy, na co przybiera postawę obronną. Wiem, że wszyscy się na nas patrzą i nie zamierzam przestać wiercić jej moim wzrokiem dziury w oczach. Harry podpala papierosa i wypuszcza dym śmiejąc się pod nosem, on wie, że robię to specjalnie, żeby ją wkurzyć i sądzę, że wszyscy to wiedzą. Uśmiecham się szeroko do Harry'ego i przyciągam go do siebie i mówię mu na ucho, że zaraz jej pęknie żyłka w dupie, na co on uśmiecha się szeroko, jest blisko parsknięcia śmiechem.
Dziewczyny chcą iść do szkoły, więc idziemy we trzy. Z przekroczeniem drzwi naskakują na mnie.
-O co tu chodzi?- pytają mnie równocześnie, na co zaczynam się śmiać.
-Lubię robić jej na złość...- mówię, a Alana łapie mnie za ramię.
-To nie jest tylko robienie na złość, wiesz, jak on na Ciebie patrzy?- mówi dziewczyna, docieramy do mojej szafki i otwieram ją, a one stoją obok i czekają na więcej pikantnych szczegółów.
-Jak się patrzy?- pytam, a Eleanor się obrusza.
-No patrzy się...- mówi Alana.- Tak inaczej... Inaczej, inaczej...
Uśmiecham się słysząc ją.
-Tyłek ci oblukuje... Cały czas...- dodaje, na co w mojej głowie pojawia się tylko: zboczeniec.
-Kylie, a Ty? Coś? Z nim?- dopytuje Eleanor, która wpatruje się we mnie swoimi dużymi brązowymi oczami.
Uśmiecham się szeroko i postanawiam nie wyznawać im prawdy. Może później...
-Po prostu zaczęliśmy się dobrze dogadywać. Wczoraj pomógł mi kupić płyty winylowe dla mojej siostry, bo nie mogłam znaleźć odpowiedniego sklepu. Jest naprawdę fajnym chłopakiem.- wyjaśniam.- I wcale nie jest takim pewniaczkiem, jak wszyscy go postrzegają.
Dziewczyny patrzą na siebie, a Alana uśmiecha się triumfalnie.
-Żeby tylko z tego nie było niczego więcej…- porusza brwiami dziewczyna, a ja zaczynam się śmiać.
-Ty masz zawsze do wszystkiego pozytywne nastawienie…- mówię jej, a ona przyznaje mi rację. El coś burczy pod nosem, a ja wywracam oczami z uśmiechem i mocno ją przytulam.
-Hej! Obiecuję, że nie zakocham się w nim…- mówię jej do ucha.
Eleanor uśmiecha się i wszystkie, po tym, jak wyciągam książkę idziemy pod salę, gdzie będziemy mieć lekcje z przystojnym profesorem Bloom'em. Zawsze się śmieje widząc wszystkie dziewczyny, które nakładają warstwy szminki na usta, przed jego lekcją. Ma czarujący uśmiech. Wraz z dzwonkiem mężczyzna wprowadza nas do środka i każe usiąść. Jako, że siedzę przed Holly i Nancy razem z Eleanor, czuję jej perfumy i wręcz dusze się nimi, bo są tak mocne. Mężczyzna sprawdza obecność i odpytuje Mike'a, który oczywiście dostaje 2 tylko i wyłącznie za błaznowanie.
-Moi drodzy...- zapowiada nauczyciel.- Dzisiaj omówimy sobie kwestię psychiki kobiet.
Wszyscy zaczynają się śmiać. A ja i El wywracamy oczami.
-Serio?- mówi Alana.
-Tak...- odpowiada Bloom.- Omówimy właściwie jej wszystkie zachowania, to ona będzie podmiotem naszych rozważań. Emocje, uczucia... A zaczniemy od najprostszego, czyli od kwestii zakochania. Burza mózgów i jakie są kobiety, gdy się zakochują?
-Naiwne!- mówi Alana. Nauczyciel uśmiecha się.
-Zapatrzone!- dodaje Jordan.
-Nie zwracają uwagi na otaczający świat.- mówi ktoś z tyłu.
-Skłonne do wszystkiego, co facet jej zaproponuje...- mówi Harry, na co odwracam się i patrzę na niego.
-To nieprawda!- mówię.
Przyciągam jego uwagę, jak i całej klasy.
-Kylie... Prawda...- dodaje Mike.
-Absolutnie nie... Za kogo wy nas macie? Za jakieś wielce podporządkowane? Kobieta, która kocha jest kobietą, która pożąda tego mężczyzny, ale nie zrobi wszystkiego, co on jej każe. W jakim wy świecie żyjecie?- pytam ich.
-Szkoda, że ja natrafiłem tylko na takie, które się podporządkowują...- dodaje Harry, a cała klasa rozumie aluzję do Holly. Śmieją się pod nosem.
-W takim razie natrafiłeś na taką, która zrobi wszystko, żeby facet się z nią przespał?- unoszę brwi, na co Harry się uśmiecha.
-Kochani, słownictwo...- upomina nauczyciel.
-Dokładnie tak...- mówi Harry.
Wszyscy znów chichoczą pod nosem.
-Wróćmy do sedna...- mówi nauczyciel.- Może jeszcze ze dwie cechy kobiety zakochanej?
-Nie przejmuje się problemami, które kiedyś były dla niej zmorą teraz po prostu są, ale nie są, aż tak ważne.- mówi El, a ja wtedy obserwuję Jordana, który zmienia wyraz twarzy, gdy dziewczyna mówi.
-Buja w obłokach...- dodaje Nancy.
-Fantastycznie... Tak więc człowiek, a konkretnie kobieta, która jest tematem naszego działu jest istotą, która uważacie jest bardziej emocjonalna czy mniej emocjonalna niż mężczyźni.
Wszyscy odpowiadają, że bardziej, na co uśmiecham się pod nosem. Nauczyciel kontynuuje lekcje, a ja dostaje sms-a. 

"Hej piękna..."- pisze mi H.

Na mojej twarzy rośnie uśmiech, podnoszę lekko głowę i widzę jego uśmiech. 

"Nie przeszkadzaj mi, kiedy kontempluję o kobiecie..."- odpisuję mu i zaczynam pisać notatkę, o której mówi nauczyciel. Czuje wibracje na moich kolanach i spoglądam na ekran.

"Ja ci mogę wyłożyć cały ten dział po dobrym seksie, kiedy to doznasz wszystkich emocji, które każda kobieta w sobie ma."- pisze, na co odwracam twarz w stronę ściany, żeby nie zacząć się śmiać.

"Przestań!"- piszę mu.

"Czego się wstydzisz... Udowodnię ci to."- pisze mi.

"O nie..."- odpisuję i robię dalszy ciąg notatki.

"Kiedy będę Cię dotykał, będziesz czuła wzrastające pożądanie, będziesz chciała więcej, kiedy już w tobie będę - radość, szczęście, błogą przyjemność i wszystko co pozytywne. Kiedy wysunę się na chwilę: będziesz rozdrażniona, zła, będziesz mnie potrzebowała, żebym dalej wrócił z tobą do lepszego świata." - czytam to i zauważam, że mój oddech się przyspieszył, znacznie. Zamykam usta i czuję motylki w brzuchu, to straszne dziwne co się ze mną dzieje.

Harry, przestań, już wolałam jak mówiłeś mi o sprawach poważnych... Byłeś wtedy prawdziwy..."- piszę mu.

"Kylie, poczekaj do naszego pierwszego razu - będziesz chciała żebym mówił tylko o wyłącznie o seksie."

"To tak się da?"

 "Jeszcze nie wiesz, co się da, a czego się nie da..."- pisze Harry.

Dzwoni dzwonek i wszyscy zaczynają się pakować. Wychodzę z sali, a El łapie Alanę pod rękę i mówią, że idą do toalety. Za to kto inny jest zaraz u mojego boku.
-Jesteś sprośny...- mówię mu, a on się uśmiecha.
-Piszę ci zawsze całą prawdę... Nie zawiedziesz się po naszym pierwszym razie...- mówi Harry i ściska mnie za pośladki. Odskakuję i uderzam go zeszytem.
-Przestań, nie przy ludziach...- mówię.
-A gdy nikt nie widzi mogę?- zadaje pytanie retoryczne.- Zobacz Ky jaki duży krok zrobiliśmy. Został tylko mały w stronę łóżka.
-Harry...- kręcę głową chichoczą.
-Czyli kiedy się umawiamy na macanko?- pyta mnie.- Dobrze pamiętam, że dziś umówiliśmy się na naukę?- unosi brwi.
-Dobrze pamiętasz, ale nie ma i nie będzie macanka, czy jak Ty to tam nazywasz...- mówię.
-Mogę to nazwać w bardziej cywilizowany sposób...- mówi, na co podnoszę na niego wzrok. On spogląda na mnie.- Seks...- mówi, na co jęczę cicho, a on się śmieje.
-Jesteś nienormalny i nie mogę się doczekać, aż będzie dział o facecie, bo będę miała sporo do opowiedzenia.- mówię, a on się śmieje.
Rozdzielam się z Harry'm, który idzie na papierosa, a na korytarzu zaczepia mnie Holly. Nancy stoi obok i przegląd mi się.
-O co chodzi?- pytam blondynkę.
-Kylie...- mówi swoim dziwkowatym głosem.- Chciałabym Cię zaprosić na moje 19-ste urodziny.- zatyka mnie po całej linii.
-Naprawdę?- pytam zdziwiona.- A to zaproszenie nie wybuchnie, jak go dotknę?- pytam ją, a one zaczynają się sztucznie śmiać. W zamyśle mówiłam na poważnie...
-Nie, spokojnie. Nie chcę ci zrobić krzywdy...- mówi sztucznie.
Ta na pewno.
-Dziękuję ci za zaproszenie, jeżeli tylko mi nic nie wypadnie przyjdę...- mówię, a na jej twarzy pojawia się cień triumfalnego uśmiechu.
-Fantastycznie...- mówi i z uśmiechem odchodzi.
-Na pewno mi coś wypadnie...- mówię do siebie i zanoszę zaproszenie do szafki i idę ku klasie prof. Clice.

(...)
Wracam do domu i trochę ogarniam porządek. Odkurzam, zmywam naczynia, układam pranie, a w tym samym czasie robię babeczki, których pomysłodawczynią jest Hailey. Ok. 18:00 Harry pisze, że jest w drodze. Dokańczam ostatnie czynności i czekam na niego, po 15 minutach wraz z dzwonkiem wiem, że już jest. Otwieram drzwi i zapraszam do środka, za sobą trzyma bukiecik kwiatów i wino.
-Harry!- patrzę zdziwiona, ale jednocześnie taka zadowolona.
-Ja nie jestem typem romantyka, ale przyznam się - moja siostra mi poleciła...- czerwieni się.
Harry się czerwieni - coś nieprawdopodobnego.
-Dziękuję bardzo, to kochane...- biorę od niego i idę do kuchni.
-Co tak ładnie pachnie?- pyta wchodząc głębiej do pokoju.
-Upiekłam babeczki.- mówię wyciągając je z blachy.
-Romantycznie...- mówi Harry, na co do uśmiecham i zabawnie wywracam oczami.
-Żadne z nas tego nie potrzebuje...- mówię, a on kiwa głową.
-Masz korkociąg?- pyta, na co wskazuje mu szufladę.
Znajduje go i umiejętnie otwiera wino.
-Jak mnie upijesz Styles, to sama pójdę do Huntera, żeby wstawił Ci pałę...- mówię, na co on się zaczyna śmiać.
-Dziś nie mam nikczemnych zamiarów, chce pokazać temu staruchowi, że potrafię.
Uśmiecham się szeroko i zaczynam się zastanawiać, gdzie podział się Harry, którego poznałam w styczniu... Minęło 3,5 miesiąca i jest innym człowiekiem. Jeju...
-Od czego zaczniemy?- pyta Harry siadając na kanapie w salonie, na co ja odgarniam włosy na prawa ramię i wyciągam notatki.
-Od tego...- wskazuję palcem na temat o okręgu hipnotycznym. Mówię dość długo, posługując się notatkami, a on słucha mnie uważnie i robi swoje własne notatki. Jest bardzo skupiony i widać, że chce, jego postawa podoba mi się. Bardzo. Omawiam mu przez 50 minut ten temat, a on potem zadaje mi pytania, którymi uzupełnia swoją wiedzę. Wreszcie kończymy ten temat i zamierzam przejść do kolejnego, ale stwierdzam, że coś zrobię na kolację.
-Jesteś głodny?- pytam go idąc do kuchni.
-Nie za bardzo, ale jeśli masz coś w planach zrobić do jedzenia, to się chętnie przyłączę.
-Zrobię typowo amerykańskie zapiekane tosty z jajkiem i serem.- unoszę brwi i poruszam nimi zabawnie.
-Z jajkiem?- marszczy twarz.
-Tylko będzie maczany, nie będzie żółtka...- śmieję się, Hailey tak samo reaguje na jaja.
Zaczynam i podśpiewuję sobie piosenkę, którą słyszałam w radiu w aucie H (który zresztą naprawił mi autko :) ).
-Zobacz co dostałam...- mówię do niego i wskazuję palcem na zaproszenie.
Harry siada na hokerze i czyta z uśmiechem na twarzy.
-Idziesz?- pyta mnie.
-A Ty?- pytam.
-Ja chyba powinienem, ale Ty jak nie chcesz to bez łaski...
Uśmiecham się pod nosem.
-Chętnie ubiorę się lepiej niż ona...- mówię, na co zauważam, że Harry obliguje od góry do dołu.
-To znaczy?- pyta.
-Jakaś fajna sukienka, albo crop top i spódnice...- mówię.
-Nie wiem co to crop top, ale na imprezie u mnie wyglądałaś zjawiskowo...- mówi mi, na co mu dziękuję.
-Właśnie tam miałam ubrany crop top, Harry…- uśmiecham się i wracam do sedna.-I wiesz, zawsze też można jej porobić na złość...- mówię.
-No jasne, lubisz takie rzeczy...- śmieje się, na co ja się uśmiecham.
Maczam tosty w jajku i narzucam na patelnię. Harry opiera się plecami o blat wyspy kuchennej i przygląda mi się.
-Lubisz gotować?- pyta mnie zaglądając mi przez ramię.
-Szczerze to... chyba nie...- mówię.- Aczkolwiek jak mam wenę to przyznam nieskromnie potrafię wyczarować cudeńka...- uśmiecham się.
-A to co będziemy jeść będzie cudeńkiem?- pyta.
-To już Ty ocenisz...- mówię.
Odgarniam włosy do tyłu i ściągam upieczoną część na patelni na talerz. Podaję go Harry’emu wraz ze sztućcami i on się uśmiecha.
-Rzeczywiście pachnie pięknie…
-Smacznego…- uśmiecham się, a on mi się wtrąca.
-Razem go zjemy…- mówi szybko i przekraja tost na pół. Wskazuje bym wzięła połowę, a on drugą, co czynię. Uśmiecham się widząc jego minę, widzę, że bardzo mu smakuje, bardzo… Przygotowuje kolejne, gdy już zjadamy i czekamy, aż się upieką, co trwa chwilkę. Hazz staje za mną i wyczuwam jego obecność w odległości centymetrów. Wręcz pcha usta niedaleko mojej szyi, co w pewnym momencie staje się przyjemne.
-Wiesz, co pachnie jeszcze ładniej?- pyta mnie wprost do ucha.
-Nie wiem…- mówię.
-Ty, Kylie…- mówi i kładzie dłonie na biodrach, po czym sunie je po udach. Dotyka ustami mojej szyi całując ją w bardzo subtelny i delikatny sposób, który zresztą sprawia mi ogromną przyjemność. Jego dłoń niepostrzeżenie jest już pod moją koszulką i sunie po spiętym brzuchu, biodra z kolei są bliżej moich pośladków i czuję pewne rzeczy bardzo dobrze.
-Harry…- mówię cicho, ale nie przerywa, odsuwa mnie od kuchenki gazowej, wyłącza gaz i przyciska mnie przodem do ściany. Unosi moją koszulkę wyżej i robi coś, czego nie spodziewałabym się nigdy. Kuca przede mną i lekko opuszcza moje dresy mając twarz naprzeciwko mojej kobiecości, która wciąż jest ukryta. Zaczyna mnie całować po brzuchu i idzie coraz niżej. Właściwie po chwili moje dresy są na niskiej linii bioder, ale jakoś czuję, że nie chcę, żeby przestał. To jest tak przyjemne… Przygryza moją skórę, na co cicho wzdycham, on unosi wzrok do góry.
-Kylie, zniż się…- mówi i gdy tego nie robię, łapie mnie w biodrach i sam to czyni. Odsuwa mnie od ściany i kładzie na podłodze na plecach. Sunie nosem po moich żebrach składając na nich pocałunki, a ja przez te przyjemności wplatam palce w jego włosy, na co on mruczy. Pożądam go, coraz mocniej i przysuwam bliżej. Chcę go, chociaż pewnie rozsądek powiedziałby „Nie…” albo by się chociaż zawahał. Ale dziś chcę.
Bardzo.
Ciągnę go do siebie i czuję jak jego malinowe usta łączą się z moimi w uniesieniu. Właściwie nie wiem co się wtedy ze mną dzieje, nie jestem świadoma co robię, dotykam go, on mnie, mruczę mu w usta, on mnie, ściągam z niego koszulkę, on ze mnie… I wpija się ustami w moje piersi… Wtedy dostajemy obydwoje jakiegoś dodatkowego napędu, bo ja zaczynam się wić potrzebując więcej, a on nie może się nacieszyć tym, co nieskromnie powiem – od dłuższego czasu zajmowało jego sporą część uwagi. Gdy po jakimś czasie wraca do moich ust i patrzy mi głęboko w oczy, odrywa się na sekundę, by zadać mi pytanie.
-Chcesz tego dziś?- pyta mnie.
-Powiedz mi czego chcę…- mówię mu, a on zamyka na chwilkę oczy, by zapanować na pragnieniem.
-Czy chcesz, żebym zabrał cię do lepszego świata?- pyta mnie muskając moje usta.
Już mam odpowiedzieć, gdy dzwoni dzwonek do drzwi. 

***
Miłego czytania!

Rozdział 17



Obydwoje w tym samym momencie spoglądamy w tamtą stronę.
-Musze otworzyć…- mówię odsuwając go.
-Kylie, nie musisz…- łapie mnie za rękę.
-Harry, puść mnie… Muszę…-  mówię.
Zakładam koszulkę i podnoszę spodnie.
-Ubierz się…- mówię mu, podchodząc do drzwi.
-Czyli to już koniec tego, co przed chwilą było?- unosi brwi, na co kiwam głową.
Rozsądek wrócił do pracy. Pożądanie i uczucia poszły w dal. Co ja najlepszego robię, tak naprawdę…
To listonosz, który trzyma w dłoni paczkę od taty, podpisuję ją i widzę, że mężczyzna zagląda za mnie, gdzie siedzi Harry, który się nie ubrał. Z lekkim uśmiechem mu dziękuję i zamykam drzwi. Wzdycham cicho na jego widok i kładę paczkę na wyspie kuchennej. Siadam po turecku przed nim i łapię go za dłoń.
-Spójrz na mnie...- mówię mu, a on dopiero po drugiej prośbie wykonuje to o co go proszę.
-Nie bądź zły...- mówię mu, a on znów opuszcza głowę. Przysuwam się bliżej niego, ale że jest niewzruszony, przysuwam się bliżej i siadam między jego nogami. Unoszę palcem jego brodę i patrzę na niego.
-Przepraszam, powinnam się hamować, skoro mam takie założenia i nie chcę czuć przynależności do tego miejsca przez kogoś... Nie powinnam pogłębiać pocałunków, dotykać Cię, chcieć więcej. Przepraszam.- mówię mu.
-Nie przepraszaj... Ja chcę Ci tylko pokazać, że można mieć człowieka, który będzie ci bliski, ale nie tak, jak partner - jako przyjaciel, z którym także możesz ulżyć sobie... Wiem, że kobiety w moim wieku potrzebują stosunku i ja chcę Ci dać ukojenie, Kylie...- mówi.- Jesteś piękna, mądra i czuję się w twoim towarzystwie inaczej, ok? Pozytywnie inaczej. Chociaż znam Cię krótko, chce Cię poznać lepiej, chcę Cię znać całą, bo nie mam na to dużo czasu.- mówi, na co przybliżam się i przytulam go.

To co mówi trafia do mojej głowy, jako mężczyzna Harry mnie pociąga, ale wciąż mam tę granicę, bo boję się, że się we mnie zakocha i właśnie dlatego robię krok w tył, nie chce niczego więcej.
Ale jego słowa... Powiedział prawdę i wydaje się mnie rozumieć. Właśnie... On mnie rozumie. Dlaczego mam nie zaufać temu co mówi... Może ma rację, każdy potrzebuje chwili odprężenia, a my jako hm... seks przyjaciele? Możemy być w tym razem. Wciąż się zastanawiam, bo czuję się inaczej niż przed związkami jak z Kurtem Magic Mike'iem i z Justinem, chociaż ten drugi to............ Ale wtedy to ja inicjowałam to wszystko i nie miałam obaw i skrupułów. Tutaj mam. Ale chyba niepotrzebnie.

(...)
Następnego dnia przyjeżdżam do szkoły. Zrobiłam dziś lekkie fale z włosów i zarzucam je na plecy.
-Tak się cieszę Hails...- mówię jej z uśmiechem przemierzając korytarz szkolny. Moja siostra niedługo przyleci na London Fashion Week, gdzie będzie brała udział w pokazach i ma dla mnie miejsca w drugim rzędzie na TOPSHOP, Zara, H&M i inne.
-Ja też się cieszę...- mówi.- Może poznasz mnie z Harry'm jak należy...- mówi, na co chichoczę.
-Czyli jak?- pytam ją.
-Zapoznam go, a potem was zbliżę...- przeciąga.
-Hailey...- wywracam oczami.
-Po tym, co mi opowiedziałaś, to jego porządnie ciągnie do Ciebie...- mówi i na pewno jest uśmiechnięta.
-I co z tego?- śmieje się.
-Kylie... Jesteś niekumata... Masz okazję do fajnych wspomnień z nim...- mówi. - Dlaczego masz nie skorzystać z wolnego czasu z takim fajnym chłopakiem... Do tego tak przystojnym...- mówi i wyjmuję zeszyty z szafki.
-Przyznaj Kylie... Podoba Ci się...- mówi mi Hails.
-Oj jest fajny no...- mówię chichocząc.
-Kylie Bennington, moja nieprawdziwa siostro musisz przyznać, że jest przystojny, seksowny i że Cię kręci...
-Za dużo wymagań...- śmieję się.
-Ty nie odwracaj kota ogonem, chcę to usłyszeć...- mówi moja siostra.
Wzdycham cicho i z uśmiechem na ustach mówię: No dobra, kręci mnie, jest bardzo przystojny...
-Brawa dla tej Pani...- mówi Hails.- A co Ci się w nim podoba?
-Ma fajny tyłek i włosy, wczoraj jak ich dotknęłam to nie pytaj...- mówię.
-O Jezusie...- mówi Hailey.- Musiało być grubo, na podłodze... Szarpałaś go za włosy mocno, żeby wiedział, z kim ma do czynienia?- pyta Hailey, na co parskam śmiechem.
-Jesteś nienormalna...- mówię, na co się śmieje.
-Ale szarpałaś?- pyta.- Ciągałaś za loczki?
-Szarpałam tak, aż mruczał...- mówię z uśmiechem, gdy nagle o szafkę obok opiera się Harry, na którego widok spalam buraka.
-Kogo szarpałaś?- unosi brew, na co z głośnika wychodzi śmiech mojej siostry.
-Hailey nienawidzę Cię.- mówię jej.
-Szarpała ostro, Harry?- pyta szybko Hails, na co Harry się uśmiecha.
-Szarpała...- mówi Hazz patrząc na mnie.
-Moja krew! Kocham Cię i miłego seksu niedługo!- mówi.
-Jezu kompromitujesz mnie kobieto!- mówię do głośnika. -Papa.
Wyłączam rozmowę i kręcę głową. Harry chichocze.
-Już ją lubię...- mówi mi, na co się uśmiecham.
-Uwierz mi, że ona Ciebie też... Bardzo...- dodaje mu.
Chowam telefon do torby i zamykam szafkę. Idziemy na lekcje, Harry napisał z moją pomocą esej dla Bloom'a, z czego profesor się ucieszył najbardziej. Idziemy korytarzem sami, na co Harry korzysta z okazji i łapie mnie za pupę, szczypie mnie delikatnie. Cały czas go upominam, ale nie zdaje się tym przejmować.
-Wiesz, w tej szkole mało kto chodzi w szpilkach... Ale Ty to robisz jak nikt... Nie dość, że umiesz na nich chodzić, to jeszcze tak zgrabnie wyglądasz...- mówi mi, na co się śmieje.
-Dziękuję, jesteś kochany...- mówię mu, na co on daje mi buziaka w usta. Odpycham go z uśmiechem.
-Do tego jeszcze silna i pewna... Aż się boję pomyśleć co ze mną zrobią twoje dłonie, jak znajdziesz ujście we włosach.
-Będziesz bez nich...- mówię z uśmiechem szturchając go łokciem.
-To nie takie proste...- śmieje się.- Dużo ich...
Uśmiecham się szeroko i idziemy na lekcje do Huntera. Tam siadam z Harry'm w naszej ławce z tyłu i widzę, że Styles się denerwuje - widzę to w jego wzroku. Mężczyzna wchodzi do klasy mówiąc do siebie, a właściwie narzekając na otaczający go świat, a w szczególności na uczniów. Mike spogląda na Harry'ego, w końcu wiadomo, że to on zostanie zapytany.
-Harry, nie stresuj się...- mówię mu cicho ściskając jego dłoń, on spogląda na nią i uśmiecha się.
-Jak nie dostanę co najmniej 2 z minusem to nie nadaję się do niczego...- mówi, na co wywracam oczami.
-Nie mów tak...- mówię, gdy Hunter otwiera swój wiekowy kajet i wygłasza nazwisko mojego kolegi z ławki.
-Zakładam, że i tak usłyszę ciszę, więc zdążę przerobić z wami temat... Panie Styles, proszę omówić mi filozofię człowieka z okresu oświecenia.
I Harry zaczyna mówić... Mówi pewnie, zwięźle, dokonuje interpretacji. A mina Huntera? Bezcenna. Jak i całej klasy, która patrzy i nie wierzy.
Gdy wykłada to, co miał w zamiarze Hunter siada na swoim fotelu i nie komentuje nic.
-Panie Styles dostaje pan...- mówi, po czym lekko się krzywi.-... 3+...
Spoglądam na nauczyciela z niedowierzaniem i Harry to zauważa, już mam zabrać głos, gdy on łapie mnie za dłoń.
-Ky, nie...- mówi cicho.
-Harry mogę mu udowodnić, że odpowiedziałeś na 5...- mówię mu.
-Nie rób tego, bo on Cię lubi, nie psuj tego...- mówi mi, na co cicho wzdycham.
Przez całą lekcję Harry'emu nie schodzi uśmiech z twarzy. A Mike pisze mu sms-u czyja to sprawka, każę mu napisać, że jego siostry. On się uśmiecha i mruga do mnie okiem. Gdy tylko lekcja się skończy mówi mi na ucho: Przyjdź na dwór za salę gimnastyczną Kylie... Muszę Ci coś powiedzieć...
On szybko wychodzi i ja, gdy tylko jestem już spakowana – też mam taki zamiar. Eleanor łapie mnie za łokieć i chce coś powiedzieć.
-El, wrócę za 5 minut ok?- mówię jej, na co ona kiwa głową i odprowadza mnie wzrokiem do drzwi wejściowych. Moje obcasy cicho wystukują kroki, które robię na chodniku. Szukam wzrokiem Harry’ego, gdy coś łapie mnie za rękę, prawie się przewracam, gdy szarpie mnie w tył w ciemny zaułek. Niespodziewanie przygwożdża do ściany i patrzy mi w oczy, nie wiem co robić, ale moje serce szybko zaczyna przyspieszać, znacznie przyspieszać.
-Teraz mogę ci właściwie podziękować…- mówi cicho.
-Nie musisz tego w ogó….- mówię, gdy dotyka swoimi ustami moich. I to jest inny pocałunek. Inny – lepszy, subtelniejszy, miły, czarujący, okazujący wdzięczność. Zaraz wsuwa swój język, a ja uruchamiam mój i sunę dłońmi po jego torsie, aż do włosów, które znów wyjątkowo miękkie aż proszą się, by je dotykać. Harry mruczy mi w usta znowu i swoją dłoń przenosi na moje pośladki… Nie ściska ich, dotyka, sunie, aż w końcu wsuwa dłonie w kieszenie moich spodni jeszcze bliżej przysuwając swoje biodra do moich. Po jakimś czasie, a naprawdę nie potrafię określić jaki był to przedział czasu, bo czułam, jakby świat się zatrzymał zaczynamy uśmiechać i jedynie muskać sobie usta.
-Co robisz wieczorem?- pyta, a mnie staje na sekundę serce. Przełykam ślinę i opuszczam wzrok na ziemię. Czuję się pozytywnie przez niego osaczona, ponieważ jego ręce cały czas są w moich kieszeniach.
-Nic konkretnego…- mówię mu, na co uśmiecha się szeroko ukazując dołeczki.
-Masz ochotę na wspólny wieczór? Zrobiłbym coś do jedzenia…- pyta, a moje serce zamiast znów się zatrzymać na krótką chwilkę zaczyna bić jak szalone. Przestaję panować nad własnym ciałem.
-Coś a’la randka?- unoszę brwi w szerokim uśmiechu.
-Nie mam w zwyczaju chodzić na randki, ale tobie to też odpowiada, prawda?- pyta mnie, na co kiwam głową.
-Chętnie spędzę z tobą wieczór, Harry…- mówię mu, na co on się uśmiecha.
-Przyjadę po ciebie o 19:00 i…- mówi i przybliża usta do mojego ucha. -…weź może bieliznę, może coś do ubrania…- odsuwa usta od mojego ucha i uśmiecha się szeroko. Dokładnie wiem, co ma na myśli. Seks.

(…)
Nakładam lekką warstwę pomadki o kolorze brzoskwiniowym i przeczesuję wyprostowane włosy. Sukienka leży na mnie dobrze i spokojnie – nie wystroiłam się, żeby potem nic nie gadał. Ubieram buty, z którymi można powiedzieć, że zaszalałam, ale nie mogłam się oprzeć i musiałam je kupić. Biorę w dłoń torebkę i zamykam ją. Wrzuciłam do środka czysta bieliznę. Na wszelki wypadek… Co ja się oszukuję, tam do czegoś dojdzie i ja to czuję, że bije mi mocniej serce. Harry ma rację, mogę mieć w nim osobę, która będzie, zaraz… Moim łóżkowym przyjacielem? Przyjacielem, który ma korzyści? Pomoże mi się czasami odprężyć bez zakochania i miłości. Głupio mi mówić, że na coś takiego właśnie się szykuję, skoro niedawno rozmawiałam z nim o seksie w miłości. Hailey też ma rację – powinnam korzystać, a swoje granice dalej mieć, jedynie zgadzać się na Harry’ego, który wewnętrznie mnie kręci. Jak cholera…
Mój telefon brzęczy od wiadomości. Wiem, że już czeka – jest punktualnie 19:00. Nakładam okulary przeciwsłoneczne na czoło i wychodzę z mieszkania. Jest piękny zachód słońca. Gdy tylko wychodzę widzę rosnący uśmiech na jego twarzy, witam się z nim buziakiem w policzek – hoho jak niewinnie…
Nie rozmawiamy dużo w aucie, on oczywiście twierdzi, że odwaliłam się jak na randkę. Żal. Dojeżdżamy po 15 minutach pod jego dom i wysiadamy z jego auta. Harry otwiera drzwi i wpuszcza mnie do środka. Dziś to miejsce podoba mi się bardziej niż zimą, na jego imprezie. Jest niezwykle przestronne, pełne światła – jak lubię, nowocześnie umeblowane, szczególnie moją uwagę przyciąga wysoki, myślę, że nawet na 1 metr, materac, na którym Harry chyba śpi. Jest na nim pościel i poduszki. Ale gdzie podziała się rama?
W środku pięknie pachnie jedzeniem, szczerze mówiąc, nie wiedziałam, że Harry umie gotować.
-Zaskakujesz mnie…- mówię mu, na co on się uśmiecha.
-Czym?- pyta mnie.
-Gotowaniem… Nie otrujesz mnie?- pytam go, na co on się uśmiecha i nakłada na talerze.
-Czasami mam ochotę cię otruć, ale tego nie zrobię…- mówi z przekąsem uśmiechając się. -Wolisz wino, piwo smakowe, drinka?- pyta mnie, na co stwierdzam, że drinka, ale nie mocnego.
Harry przyrządza dla nas napoje i podaje mi mój zaglądając w mój dekolt. Na jego ustach pojawia się specyficzny uśmieszek, który już kiedyś miałam okazję widzieć. Spoglądam na talerz i wierzę własnym oczom. To nie jest proste danie, a jakiś królewski posiłek. Pięknie udekorowany ryż, który pachnie trawą cytrynową, obok leży kawałek mięsa, chyba króliczego, a wszystko polane jest sosem, który pięknie pachnie, ale nie mam pojęcia z czego jest. Obok leży pokrojone awokado z suszonymi morelami, rukolą i mozzarellą. Wow…
-Harry…- patrzę na talerz.-… skąd znasz takie przepisy…
-Znalazłem na Internecie i stwierdziłem, że to może być dobry pomysł…- uśmiecha się i mówi: „Smacznego!”
Mija 40 minut, kiedy to, jedliśmy i rozmawialiśmy, ale w tym czasie, gdy delektowałam się smakiem mięsa, Harry wyszedł do toalety, a ja chciałam wyrzucić wykałaczki, którymi spięte było mięso do śmietnika. I…
Znalazłam opakowanie z logo restauracji, która znajduje się w Newham, tam byłam kiedyś z mamą i Stephenem na kolacji, gdy przyjechaliśmy oglądać Hailey na pokazach jakieś 2 lata temu. Postanowiłam dokonać lekkiego podstępu na wybornym Kucharzyku.
Harry siada na swoim krześle i uśmiecha się do mnie.
-A co dodałeś do sosu?- pytam go.
Zapada krótka cisza i Harry unosi na mnie wzrok i unosi brwi w zamyśleniu.
-Trochę kminu i przyprawy uniwersalnej.
Uśmiecham się szeroko do niego, wiedząc, że mówi źle. Podpuszczam go dalej.
-A jak zamarynowałeś mięso?- pytam go.- Musiałeś to zrobić już 3 dni wcześniej, żeby uzyskać taki aromat… Skąd wiedziałeś, że się zgodzę?- pytam go żując sałatkę.
Harry przełyka cicho ślinę i stara się patrzeć na mnie pewnie. Czekam na odpowiedź.
-Natarłem je przyprawami rzeczywiście 3 dni wcześniej, bo byłem pewien, że się zgodzisz…
-A to w sałatce to gałka muszkatołowa z karmelem?- pytam, na co on patrzy na sałatkę i się zastanawia.
-Um…- zastanawia się, na co ja opieram się o tył fotela, unoszę brew i krzyżuję ręce na piersiach.
-Jak odpowiesz, że tak, to cię uduszę, kłamco…- mówię mu z uśmiechem, na co on podnosi wzrok na mnie.
-Po pierwsze - przyprawa uniwersalna jest słona, więc nie może być w słodkich sosach…- wyliczam.- Po drugie mięso wystarczy zostawić na 2-3 godziny, by się zamarynowało…- Harry’emu rośnie uśmiech.-… Gałka muszkatołowa jest tylko do mięsa, a karmel nie może się łączyć z mozzarellą, bo możesz mieć ekscesy później…- mówię, na co on się uśmiecha szeroko.
-Skąd wiedziałaś?- pyta mnie.
-Z opakowań przy koszu na śmieci…- mówię mu.
-I tak się bawiłaś w kotka i myszkę?- pyta Hazz, na co zaczynam się śmiać.
-Rozbawiłeś mnie tym, że kupiłeś to gdzieś i mi nie powiedziałeś…- mówię z uśmiechem.- Nie okłamuj mnie, przecież wiem, że nie zrobiłbyś czegoś takiego…- mówię mu, na co on unosi brwi.
-Hoho, ty nie bądź taka pewna, bo kiedyś ci coś ugotuję i zobaczysz…- mówi pewnie.
-Ha! Zobaczymy, zobaczymy…- mówię i odkładam sztućce. Jedzenie było pyszne i fajnie, że Harry wybrał coś takiego.
Chłopak wkłada do zmywarki wszystko i prowadzi do salonu, siadam na beżowej kanapie i przyglądam się brzegowi Tamizy, która jest pięknie oświetlona. Właściwie zapada już zmrok, więc Harry włącza lampkę na komodzie – rozglądam się po pokoju. Na ścianach wiszą zdjęcia, których na imprezie nie było, gdy on siada – ja wstaję i przyglądam im się.

***
Miłego czytania! xx.