7 października 2016

Rozdział 6




Budzę się z kacem, boli mnie trochę głowa, trochę pulsują skronie. Do tego jeszcze od rana dzwoni mój telefon, gdy go odbieram nie poznaję własnego głosu.
-Halo?- pytam.
-Ej pojedź ze mną na śniadanie...- mówi postać i to chyba jest Eleanor.
-Nie... Ja nie mam siły.
-Dawaj Kyle, trochę mi niedobrze i muszę zjeść coś lekkiego, a w domu nic nie mam.
-Jezu...- marudzę.- Jak tam pojedziemy? Do centrum?
-Nie piłam dużo, ale jak zwykle śladowe ilości mnie ruszyły, więc będę autem, nie modeluj się pojedziemy coś zjeść i załatwimy jedną sprawę, będę za 20 minut.
Wzdycham cicho, rozłączam się, odchylam kołdrę i wstaję z łóżka. Poprawiam koszulkę i opuszczam ją zgodnie, by sięgała do majtek. Ubieram dresy i bluzę, włosy wiążę w koka i zmazuję śladowe ilości makijażu. Wyglądam średnio i serio boli mnie głowa. W szpitalnej apteczce mamy, znajduję tabletki przeciwbólowe i łykam dwie. Na pewno mnie otumanią... El dzwoni, że dojeżdża, więc narzucam kurtkę i wychodzę z domu w emu. Ona wygląda tak samo, może ma mniejsze wory, ale wygląda podobnie źle. Witam się z nią i stwierdzamy, że odwiedzimy jakąś małą restaurację z sałatkami, byleby nie, gdzie jest duże skupisko ludzi, bo serio przerazili by się. El parkuje i wysiadamy, ja oczywiście mało się nie przewracam i gdyby nie drugie auto stojące obok zabiłabym się o lód na powierzchni. Wchodzimy do środka i zamawiamy po miseczce sałatki oraz mocnej kawy. Rozmawiamy trochę o poprzednim wieczorze i omawiamy zachowanie Holly.
-Ty mnie bardzo pozytywnie zaskoczyłaś, wiesz...- mówi Eleanor gryząc kurczaka.
-Czemu?- pytam.
-To, jak ją obezwładniłaś, to nawet Lara Croft, ani Aniołki Charlie'go tak nie robiły.
Chichoczę.
-Przestań, nie chcę używać swojej siły przeciwko innym, bo to nie ma najmniejszego sensu... Ale w tym przypadku to była konieczność...
-Dawno nie widziałam Holly tak zazdrosnej...- mówi El.
-Zazdrosnej? O Stylesa?- prycham.
-Jest piekielnie zazdrosna...- mówi El sącząc kawę.
-W takim razie dziewczyna nie ma żadnej wartości i ludzie z niej nie wyrosną... Styles ma laski, po to by się z nimi pieprzyć i on też nie ma żadnej wartości. Dla niego kobieta to przedmiot, gdzie może się spuścić i być happy... Obydwoje są siebie warci, ona bezwartościowa, poniżająca się, a on wykorzystujący, manipulujący i nie szanujący kobiety.- mówię dosadnie, a El się uśmiecha.
-Ale z ciebie sztuka...- śmieje się, a mi momentalnie poważne nastawienie ucieka i zaczynam się śmiać. Przechodzi koło nas chłopak, który patrzy się na nas, ale kompletnie go nie poznajemy. Fakt, że nie zamknęłam się, gdy oczerniałam Stylesa będzie potem zapalniczką do konfliktu...
Kończymy jedzenie i wołamy kelnera, by dano nam rachunek.
-Swoją drogą, cieszę się, że cię widzę i że zabrałaś mnie tutaj...- uśmiecham się dokańczając kawę.- I chciałam ci powiedzieć, że masz skrytego wielbiciela...- mówię, a ona otwiera szeroko oczy.
-Że co?- piszczy, a ja zaczynam się śmiać.
-Nie widziałaś, jak wczoraj Jordan rozbierał cię wzrokiem?- pytam Eleanor, której oczy otwierają się szerzej, a ja prawie wypluwam kawę z ust.
-Jordan?!
-Mhm...- kiwam głową.- Masz skrytego wielbiciela...
-O Jezu...- mówi Eleanor kładąc filiżankę na spodku i podpiera głowę ręką.
-Oj daj spokój Jordan jest w porządku...- mówię płacąc za nasze sałatki. El patrzy na mnie i mówi, że następnym razem ona płaci, a potem znów wraca do użalania się nad sobą.
-Ale on? On jest taki miły, ale z jakiej paki mu się przywidziało?
Chichoczę pod nosem i stwierdzam, że nie wiem. Telefon El zaczyna wibrować i zwraca to uwagę naszej dwójki.
-To Josh, pojedziesz ze mną do niego, bo mam kilka spraw do cioci i niego a propos sprzedaży biletów na kolejny koncert.
-Pojadę...- mówię.
Kelner odbiera zapłatę i wychodzimy, podążamy do auta Eleanor, która staje w miejsce, podczas, gdy ja chcę otworzyć drzwi.
-Ale Jordan?!- mówi załamana, na co zaczynam się śmiać. Kręcę głową i wsiadamy do jej pojazdu, jedziemy kilkanaście minut do domu Josha. Wychodzimy z auta i słyszymy odgłos perkusji w garażu, El otwiera drzwi wejściowe do środka i wchodzimy. Witam się z Joshem, oni idą obgadywać sprawy, a ja zostaję w garażu, by pobrzdąkać na jednej przepięknej gitarze. Włączam głośnik i siadam, zaczynam dotykać strun, a mocny elektryzujący dźwięk ulatnia się. Zaczynam grać jedną z solówek, których nauczył mnie dziadek. Mocna solówka z Thunderstruck AC/DC.

Harry
Wysiadam z auta i krzywię się na myśl, że ktoś znów rusza moją gitarę, przemierzam chodnik i podjazd i wchodzę do garażu. Już mam zacząć się drzeć na Josha, który uwielbia uczyć się na mojej gitarze, gdy zauważam, że trzyma ją dziewczyna i to... i to jest Kylie... Szczęka mi opada. Naprawdę. Gra jak zawodowiec, jej palce odrywają się od strun jakby ją parzyły, w takim szybkim tempie, poznaję tę solówkę, to mój ulubiony zespół przecież... Opieram się o ścianę i widzę, jak sobie przystukuje nogą o podłogę, wybijając rytm... Niewątpliwie trzeba mieć słuch muzyczny, by zagrać coś tak potwornie trudnego. Gdy kończy odzywam się.
-Fajnie, się na niej gra, nie?- pytam wychodząc krok do przodu.
Kylie mało się upuszcza gitary na ziemię, przestraszyłem ją, ona odkłada ją na stojak, podnosi wzrok na mnie i od razu zauważam, że nie ma na sobie żadnego make-upu... Jej oczy są trochę mniej podkreślone, ale to nie zmienia faktu, że bez tej całej tapety wygląda naprawdę ładnie... Holly nigdy nie spędzała ze mną czasu, bez makijażu, zawsze miała mnóstwo tapety i choć teraz jest mi to obojętne, to kiedyś bardzo chciałem ją zobaczyć naturalną...
-Śliczna gitara... Fajnie się na niej gra...- mówi spoglądając na gitarę.
-Nie wiedziałem, że grasz...- podchodzę krok bliżej.
-Trochę, tata mnie uczył...- mówi cicho. Siadam koło niej, a ona czuję się onieśmielona, tak mi się przynajmniej wydaje.
-Trochę, widziałem, jak poruszałaś palcami, to jest talent...- mówię jej, na co ona się uśmiecha.
-Przestań w tym pomieszczeniu to ty jesteś utalentowany, nie ja...- mówi.
Uśmiecham się pod nosem i spoglądam na nią kątem oka. Naprawdę ładnie wygląda bez makijażu.
-Myślę, że mogę powiedzieć, że obydwoje mamy jakiś zalążek talentu...- mówię, a ona kiwa głową.
-Zgodzę się z tym stuprocentowo...- mówi i widzę, że zaczyna skubać skórki przy długich paznokciach o kolorze nude.
-Swoją drogą nie miałem okazji ci podziękować...- mówię, a Kylie podnosi na mnie wzrok patrzy nierozumiejąc.
-Chodzi o tę sesję w studio... I to w jakim... To bardzo dużo dla nas znaczy, żeby nagrać utwory wreszcie w dobrym, profesjonalnym studio...- mówię jej, a ona się uśmiecha.
-Przestań, nie ma sprawy...- mówi z uśmiechem.
-Jak tego dokonałaś?- pytam ją, a ona się miesza.
-Znajomy znajomego pomógł mi troszkę... Wiesz...- mówi wymijająco.
-No tak...- mówię.- Ale i tak bardzo ci dziękuję...
-Nie ma sprawy...- uśmiecha się.
Przecieram oko, podczas gdy ona naciąga rękaw bluzy, zresztą męskiej bluzy i podnosi ramiona do góry z wdechem.
-Jak samopoczucie po imprezie?- pytam po chwili ciszy.
-Harry zadaj konkretne pytanie...- mówi, a ja się uśmiecham.
-Przepraszam za Holly, ona...- wzdycham cicho.
-...jest zazdrosna, ok...- wtrąca się Kylie, a ja podnoszę na nią wzrok.-...ale powinna się ogarnąć i trzymać nerwy na wodzy, bo takim zachowaniem się upokorzyła...- mówi.- Walczy o faceta, z którym nawet nie jest i wydaje mi się, że ona sądziła, że jak się na mnie rzuci, to nw zyskasz w jej oczach?- mówi z lekkim, poirytowanym uśmiechem.
-Niestety, czasem jest chorobliwie zazdrosna...- wzdycham cicho.
-Uświadom ją, że nie jesteście razem i niech da ci spokój, Boże... Szczerze mówiąc nie wiem, jak nawet możesz z nią sypiać...- mówi z obrzydzeniem Kylie, a ja zaczynam się śmiać.
-Wiesz w łóżku jest inaczej i...- mówię, ale Kylie się wzdryga i karze, żebym przestał.
Śmieję się głośniej.
-Jest tyle ładnych dziewczyn w szkole, a ty wybrałeś to...- akcentuje zaimek wskazujący Holly.
-Oj nie czepiaj się, ma naprawdę super cycki i dupę...
-Boże, czy na tym świecie są mężczyźni, którzy nie patrzą na cycki i dupę?- mówi wznosząc wzrok do nieba, na co oboje zaczynamy się śmiać.
-Na 100 może 5 znajdziesz...- mówię jej, a ona kręci głową.
-Tylko dlatego z nią sypiasz? Bo ma kształty?- pyta mnie, a ja kiwam głową.
-Jest głupia i można nią manipulować, więc korzystam.- mówię Kylie, a ona kręci głową ze zrezygnowaniem.
-A po seksie nie rozmawiacie?- pyta.
-O czym?
-Jak o czym, wtedy się najlepiej rozmawia.
-Ja wstaję i coś robię, albo zasypiam.
-Boże widzisz i nie grzmisz...- mówi Kylie, na co zaczynam się śmiać.
Wtedy do garażu wchodzi Josh i Eleanor, która trzyma ulotki i plakaty a propos koncertu, witam się z nią i kumplem. Obydwoje patrzą na mnie i na Kylie.
-Jedziemy Kyls? (czyt.kajls)- pyta El.
Dziewczyna kiwa głową.
-To na razie chłopaki, udanej próby!- mówi Eleanor na wyjściu, a Kylie posyła nam pożegnalny uśmiech.
Zamykają drzwi.
-Ta Kylie coraz bardziej mi się podoba...- burczy Josh, a ja momentalnie podnoszę na niego wzrok.
-Ale nie z wyglądu, chociaż urodą nie grzeszy, wczoraj bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła tą akcją z Holly, dziewczyny powinny takie być, pewne siebie i umiejące walczyć...- dodaje, na co kiwam głową przyznając mu rację... Rzeczywiście coś intrygujące ma sobie ta dziewczyna...
Dopiero późnym wieczorem ulatniam się z garażu Josha, żegnamy się z nim i dziękujemy jego mamie za pyszny obiad. Gary coś klika na telefonie, podczas gdy mój nie chce wysłać zwrotnego sms-a Gemmie.
-Daj mi swój telefon, nie zapłaciłem abonamentu i bloknęli mi...
Gary podaje mi swój telefon i gdy zaczynam pisać sms-a aparat zawiesza się i nie chce przyjąć wciskanych literek.
-Jezu, co za gówno.- mówię pod nosem i uderzam palcem w ekran, włącza się milion aplikacji, dopiero później się odblokowuje i wysyłam tego cholernego sms-a.
-Jadę do domu...- mówię i żegnam się z Gary'm, który zdaje się nie zwracać na mnie uwagi.
Wsiadam do auta i ruszam.
Kylie
-Boże, jak ja się za tobą stęskniłam!- piszczę porywając Hails w ramiona, gdy tylko wychodzi z tunelu w hali lotniska.
-A wiesz jak ja? Ja normalnie czułam, jakby połowa serca została mi odebrana...- mówi siostra i daje mi buziaka w policzek.
Hailey nie jest moją siostrą, ale biorąc pod uwagę, że razem się wychowywałyśmy czuję, jakby nią naprawdę była. Moja mama po tym, jak ja się urodziłam i była z moim tatą 2 lata, poznała Stephena Baldwina, aktora, reżysera, który wówczas pracował w teatrze, gdzie praktyki miała przyjaciółka mojej mamy, tak poznała Stephena... Ich kontakt się urwał, ale po kolejnych 4 latach, odnowili go, na jednej z imprez u Kris Jenner, moja mama to jej bliska znajoma, a Stephen był przyjacielem męża Roberta Kardashiana, więc jakoś się spiknęli. Od tej pory zamieszkali razem, a że mama Hailey zmarła niedługo po jej narodzinach w wypadku moja mama stała się jej mamą i choć mówi do niej po imieniu, to zawsze przyznaje, że jest dla niej jak matka. Stephen właściwie także mnie wychował, ojciec choć kochany, zawsze pomocny i pełny miłości do jedynej córki, to prawie cały czas był w trasie ze swoim zespołem, albo spędzał mnóstwo czasu w studiach nagraniowych. Potem kompletnie nie miał dla mnie czasu, bo poznał jego teraźniejszą narzeczoną i spędzał z nią czas, ale on nigdy nie zapomniał, że ma córkę, więc odwiedzał mnie, zabierał na wspólne weekendy. No... Ale to nie zmienia faktu, że to Stephen nauczył mnie wielu rzeczy, które powinien był zrobić mój zapracowany ojciec... Mama i Stephen są małżeństwem od 8 lat i wiedzie im się naprawdę fantastycznie, a ja dzięki temu, że są razem, mam Hailey.
Jej blond grzywka spada jej na czoło, więc poprawiam jej ją i jeszcze raz się przytulam, odbieramy jej bagaż i za rękę prowadzę ją do auta.
Opowiada co ostatnio działo się w LA, gdzie była, na jakich imprezach...
Nawiązując do wcześniej wspomnianej Kris Jenner to zapomniałam powiedzieć ważnej rzeczy. Rodzinny dom Kylie i Hailey praktycznie sąsiaduje z posiadłością Kris, znam bardzo dobrze wszystkie siostry Kardashian, ale tylko z jedną mam tak genialny kontakt, Kylie Jenner- jedyna córka Bruce'a i Kris to moja bezwzględna przyjaciółka, a połączyło mnie z nią to samo imię, ktoś kiedyś zawołał mnie, a Kylie stała na podjeździe i odezwała się, ja do niej podbiegłam i od tej pory w każde wakacje jeździłyśmy razem z Hailey do Malibu na plażę, będąc młodsze... Teraz to moja BFF zaraz po ukochanej siostrze.
-...mówię ci oni tak słodko wyglądają i choć on jest od niej starszy do uwierz mi... Są ekstra...- mówi Hailey, odpowiadając na moje pytanie a propos związki Kylie z Tygą.
-A jak jej dom?- pytam skręcając na ulicę.
-Nawet nie pytaj, ona przeszła sama siebie i Khloe z Kris też, bo pomagały jej aranżować wnętrze, jest pięknie, przestronnie, jej psy mają gdzie biegać, a co najlepsze w salonie jest wielkie karykaturalne zdjęcie jej ust...- zaczynamy się śmiać.
-Co jak co, ale one miały zawsze ten smaczek do aranżowania wnętrz...- mówię.
-Dokładnie...- mówi Hails.- Jezu Ky (czyt.kaj) jestem taka szczęśliwa, że wreszcie cię widzę, mam ci tyle do opowiedzenia...- mówi moja siostra.
Uśmiecham się.
-Na ile dni zostajesz?- pytam ją.
-Na 3-4... Niestety, ale mam sesję z Francesco Lachowskim w NY i będę musiała wracać...- mówi.
-Jutro pójdziemy na jakąś imprezę...- mówię.- A i pójdziesz ze mną na trening, bo chodzę tu na boks, jak w LA...
-Swoją drogą trener pytał o ciebis i mówił, że jak będziesz, żebyś przyszła chociaż raz, bo brakuje mu takiej ciebie, ponoć same leszcze do niego przychodzą...
-Brakuje mu prawdziwej zawodniczki...- chichoczę.
-Dokładnie.
10 minut później jesteśmy pod moim mieszkaniem, biorę walizkę Hails i zapraszam ją na górę.
-Oho... Pierwsze co to widać pomysły mamy...- mówi Hails, a ja zaczynam się śmiać.- Chyba starała ci sprawić, żebyś czuła się jak w domu.
-Chyba tak.
Rozmawiamy z Hailey o Justinie, który wydaje się dla mojej siostry dziwny, nie wie, czego chce, czy ją podrywa, czy jednak nie... Hailey jest rozdarta, bo Justin podoba jej się od dawna i sama nie wie, co myśleć...


******

Miłego!

2 października 2016

Rozdział 5



Rano budzi mnie telefon, a właściwie połączenie od kogos, kto nienormalny dzwoni, by ze mna gawędzic, gdy ja jestem nie do życia.
-Halo?- mruczę przykładając urządzenie do ucha.
-Kylie?- pyta znajomy głos.
-Kto mówi?- pytam.
-Tutaj Eleanor, gdzie jesteś?
Otwieram oczy i patrzę na zegarek, wskazuje mi 7:45. Otwieram je szerzej.
-Zaspałam!- krzyczę do telefonu, a Eleanor zaczyna się śmiać.
-W takim razie koñczę, bo już wiem, gdzie jesteś...- mówi dziewczyna i bez słowa się wyłącza. Biegnę do łazienki i zaczynam się czesać, robię sobie niechlujnego koka i nakładam makijaż na twarz, w biegu zjadam płatki z zimnym mlekiem, czego nienawidzę. Sięgam po torebkę i wybiegam z domu, wsiadam do auta... Jest punktualnie ósma, więc spóźnię się dobre kilkanaście minut, stwierdzam, że nie ma sensu jechać na pierwszą lekcję, więc zajeżdżam do Starbucksa po kawę, stojąc przy ladzie i czekając na zamówienie, czuję jak ktoś tyka mnie w ramię.
-Kylie?- pyta mężczyzna, a dopiero po kilku sekundach przypominam sobie kim jest.
-Hej!- mówię trenerowi, na co on się uśmiecha.
-Kawka z rana?- pyta.
Kiwam głową.
-Zaspałam na pierwsze zajęcia i nie zdążyłam wypić kawy, zaraz jadę do szkoły...- mówię.
-Kiedy przyjdziesz na trening?- pyta.
-Planowałam dziś, masz wolne popołudnie?
-Tak, będę... Mam zajęcia indywidualne, ale wezmę cię, nie martw się.
-W takim razie przyjadę...- mówię z uśmiechem odbierając kawę, która parzy moje palce.-Do zobaczenia.- mówię i wychodzę z kawiarni.
Wsiadam do auta i jadę znaną mi już trasą. Parkuję, gdy dzwoni dzwonek, biorę kilka łyków i sięgam po torbę, wieszam ją na ramieniu. Wchodzę do środka i widzę, jak moja klasa wychodzi z sali prof. Gunnter, wszyscy mają ponure miny, więc pewnie odpytywała...
-Jesteś...- mówi El.
-Przepraszam, że mnie nie było, ale nie słyszałam budzika...- mówię, a Eleanor kiwa głową.
-W porządku...- mówi i zabiera mi z rąk kawę, bierze kilka łyków i oddaje mi ją z powrotem.
-Aż tak źle było?- pytam.
-Źle? Pytasz czy u tej psychopatki było źle?- patrzy na mnie szeroko otwartymi oczami.- Ona rozwala wszystkich psychicznie... Ona się nadaje do jakiegoś porządnego psychiatryka...
Chichoczę pod nosem i przytulam ją do siebie.
-Gdzie Alana?- pytam.
-Gada z chłopakami...- mówi El.
Idziemy korytarzem, aż do mojej szafki, El opowiada o tym, co profesor zrobiła, jak potraktowała Holly, której choć bardzo nie lubi, to zrobiło jej się szkoda... Opowiada mi tak, aż do dzwonka.
-Daj mi chwilę... Zaraz wrócę...- mówię, gdy mamy już iść do klasy prof. Clice.
-Tylko się nie spóźnij...- mówi El z uśmiechem.
Podążam do szafki Gary'ego i wrzucam mu karteczkę ze wszystkimi informacjami na temat nagrania. Potem biegnę do klasy, jeszcze przed tym, jak Mike zamyka drzwi.
Siadamy na miejscach, oczywiście spotykam się z łobuzerskim spojrzeniem Stylesa... Jak zawsze...
-Zanim rozpoczniemy lekcję i zbiorę wasze eseje... Mam dla was propozycję...- mówi kobieta krzyżując ręce na piersiach.
-Jako, że jest to wasz ostatni rok w tej szkole... Tradycją jest, by w ostatni rok pojechać na wyjazd kilkudniowy...- mówi.
Chłopaki się śmieją, a ona ich ucisza.
-...razem ze swoimi innymi klasami zawsze jeździłam do Włoch... a właściwie leciałam...- poprawia się.
-We Włoszech jest pięknie...- mówi jeden z chłopaków z tyłu.
-Bywałam tam z rodzicami co roku...- mówi Alana.- A do jakiej miejscowości?- pyta.
-Do Rzymu... Zwiedzimy także Watykan...
W klasie następuje poruszenie, a wychowawczyni stara się nas uciszyć.
-Wyjazd w 20% będzie finansowany ze szkoły, resztę pokryjecie wy i wasi rodzice... Wyjeżdżamy pod koniec lutego...
-Ale tam będzie zimnoo...- mówi Nancy piłując paznokcie.
-Bo chyba jest zima no nie...- mówi El unosząc brwi, na co chichoczę.
Dziewczyna odrzuca włosy do tyłu i mówi coś Holly na ucho.
-Wszyscy chętni proszę podejść po lekcji do mnie... Wpiszę was na listę...
-A na ile dni?- pyta Mike.
-To wyjdzie jeszcze... Muszę uzgodnić z panem dyrektorem to...- odpowiada kobieta i kończy temat wycieczki, który, nie powiem, zapowiada się ciekawie...
Clice przechodzi do tematu lekcji ogłaszając, że eseje zbierze pod koniec zajęć. Wprowadza temat, który czytamy w podręczniku i opisujemy w notatnikach.

(...)
-Proszę państwa... Proszę zająć miejsca i przeczytać ostatni temat, zaraz wrócę i zapytam kogoś.- mówi, a Harry klnie pod nosem.
-Kolejna pała...- burczy.
Wertuje kartki, ale chyba nawet nie wie, co było ostatnio, więc mówię mu pod nosem stronę, na co on szybko przenosi wzrok i czyta szybko, ale gdy przerzuca kartkę na drugą stronę znów klnie pod nosem.
-Przecież, ja tego nie ogarnę w minutę...- mówi i profesor wraca.
-Fajnie, kurwa.- mówi i zaczyna skubać skórki przy paznokciach.
Mężczyzna poprawia wąsy i siada za biurkiem.
-Pan Styles...- mówi patrząc na Harry'ego.- Proszę mi powiedzieć, co wie pan nt. Teorii starożytnych Greków o postępowaniu ludzkim...
Przenoszę wzrok na Harry'ego, a on patrzy w stół i nie chce wymówić ani słowa.
-No dobrze...- wzdycha cicho profesor.-...w takim razie powiedz mi o poglądach Platona...
W sali jest tak cicho, że słychać jak stare lampy brzęczą.
Profesor wstaje z fotela.
-Czy pan coś umie?- pyta podchodząc bliżej naszej ławki.
Harry nic nie odpowiada.
-Czy ma pan świadomość, że nie odpowiadanie na pytania jest okazem pana znieważania mnie?
-Nie.- odpowiada Harry.
-Język się rozwiązał? To może odpowie pan na pytania...
Harry opuszcza wzrok, a w oczach profesora widzę pogardę.
-Żałosne.- mówi wracając do biurka.
-Ma pan jedynkę...- mówi z uśmiechem i rozpoczyna lekcję.
Całe zajęcia Harry patrzy się w stół i kreśli w notatniku jakieś bazgroły... Nie wiem... Trochę mi go szkoda, sposób w jaki potraktował go Hunter nie jest w porządku do ucznia... Być może ma problemy z nauką, a ten staruch się cieszy...
-Bennington!- wywołuje mnie i wyrywa z zamyślenia.
-Słucham?- pytam go.
-Słuchać to sobie możesz muzyki, proszę wykonać zadanie na tablicy.
Wzdycham cicho przyciągając tym uwagę Harry'ego. Idę do tablicy i uzupełniam, jak mi się wydaje poprawnie zadanie... Hunter sprawdza czytając moje gryzmoły i pozwala usiąść z piątką...
Z dźwiękiem dzwonka Harry zrywa się i wychodzi z klasy, Mike za nim biegnie... Podchodzę do Alany i Eleanor, wychodzimy razem...
-Harry jest taki słaby?- pytam dziewczyny.
-Nie jest... Brakuje mu chęci...- mówi Alana, na co El jej przytakuje.
-Na innych zajęciach ma te trójki, ale Hunter, nigdy nie dał mu oceny wyższej niż dwa...- mówi El.
-Dlaczego?- pytam.
-Pożarli się, jak Harry był w pierwszej klasie, jeszcze przed tym, jak my tu przyszliśmy... To przez Huntera, Harry kiblował....
Kręcę głową ze zrezygnowaniem, facet go udupił i nęka do ostatniej klasy... To nie jest fajne... Po lekcjach jadę do mieszkania, żeby zostawić książki i wziąć torbę treningową, po czym jadę prosto do klubu. Parkuję pod wejściem i na moje nieszczęście widzę także samochód Harry'ego. Wzdycham cicho i biorę torbę z siedzenia, wysiadam i podążam ku wejściu. Tam daję kartę do zeskanowania i otrzymuję kluczyk do szafki. Idę ku niej, gdy z męskiej toalety wychodzi Harry w opasce na głowie, mocno czerwony na twarzy i bardzo zmęczony. Ubieram się w strój, włosy związuję w kitkę i wychodzę z szatni. Trener wita mnie z uśmiechem, siadam na ławce czekając, aż Hazz skończy swój trening.
-Kylie, czemu usiadłaś? Chodź potrenujesz z Harry'm...
-Mogę poczekać...- mówię.
-Nie ma potrzeby, skoro trenujecie to samo. Różnicie się poziomami trochę i sposobami walczenia. Mam obandażowywane dłonie i trener nakłada mi rękawice na nie.
Robię kilka okrążeń głową, żeby rozgrzać kark. Harry uśmiecha się.
-Pokonam cię...- mówi śpiewnie.
-Fajnie...- wtóruję mu i uderzam go tors. On się uśmiecha i zamachuje się na mnie, ale robię unik.
-Chłopcy nie biją dziewczyn...- mówię.-...ale dziewczynki mogą ich bić...
Narzucam na Harry'ego serią mocnych uderzeń w brzuch i tors. Chce mnie złapać za nogę, ale w porę się wymykam. Wstaje i patrzy na mnie.
-Nie chcę cię uderzyć, ale jeżeli to zrobię to będziesz bez zębów...- mówi mi.
-Grozisz mi?- pytam znów się na niego rzucając.
Robi dobre uniki, ale gdy walę go w brzuch siada na macie.
-Sorry...- mówię mu.
Nagle czuję, jak łapie mnie za nogę i jak kłoda spadam na matę.
Harry wstaje i patrzy na mnie z wyższością.
-I co? Miałem rację...- mówi.
-Nie miałeś...- burczę i rzucam się na niego powalając go na macie, siadam na jego pasie i z uśmiechem mówię: Wygrałam... Trener się śmieje i dziękuje Harry'emu za trening. Po czym mówi, że wróci za chwilkę.
Harry lustruje mnie od góry do dołu i próbuje złapać oddech po treningu.
-Jesteś niezła...- mówi.
-Dziękuję...- mówię mu.
To dziwne uczucie będąc obdarowywana spojrzeniem Stylesa, mało tego i to tak głębokim spojrzeniem. Patrzy mi w oczy i nie zamierza przestać.
-Chyba powinnam wstać.- mówię i podnoszę kolana.
-Nie musisz...- łapie mnie za kolana.
Marszczę brwi.
-Nie będę ci siedzieć na kroczu, od tego masz Holly...- mówię i wstaję. Łapię go za dłoń i pomagam wstać.
-Ile lat trenujesz?- pyta mnie.
-3 teraz...- odpowiadam schylając się po wodę.
-Miałaś trenera personalnego?- pyta znów.
Kurcze to takie dziwne... W szkole nie mam zaszczytu słyszeć czegoś takiego. Staram się ukryć zdziwienie i odpowiadam.
-Tak, w LA miałam trenera modelek...
Chłopak burczy coś pod nosem, ale nie wiem dokładnie co...
Upijam kilka łyków z butelki i zakręcam ją. Dziwnie czuję jego wzrok na mnie, jakby próbował mnie obserwować, ale nie chciał się wydać... Mimo wszystkiego... Patrzył się.
Wzrok przenoszę z butelki na niego i chcę zadać pytanie o Huntera, ale akurat wtedy wchodzi trener, który wygania Harry'ego z maty. Ten nie chce iść...
-Hazz...- mówi mężczyzna.- Mam z nią zajęcia, a ty będziesz przeszkadzać...-
-Dzięki, nie mam co robić.- odpowiada loczek obruszając się, a ja odkręcam wodę i podnoszę ją do ust
-Idź na bieżnię, jeśli tak bardzo chcesz czekać na Kylie, to tam spędź czas przez jej trening.
Krztuszę się i zaczynam się śmiać.
-Harry ma na mnie czekać?- pytam.- Nie on nie czeka na mnie...- mówię.- Przecież my nie przyjaźnimy się nawet....
-Nie?- pyta trener unosząc brwi.
-Znamy się bardzo krótko...- dodaję.
-Czemu tak pomyślałeś?- pyta trenera Hazz.
-Wywnioskowałem to po tym, jak ze sobą rozmawiacie... Jak przyjaciele... Droczycie się...
-Gustujemy w innych charakterach przyjaciół...- dodaję.-...i Harry ma dziewczynę...
-Nie mam.- mówi szybko H.
-Mówisz o tej blondie?- pyta trener.
-O Holly...- dodaję.
-Nie jestem z nią...- mówi Harry.
-To dlaczego zachowuje się, jak byś był jej?- pytam.
-Bo z nią sypiam...- mówi, jak gdyby nigdy nic.
Unoszę brwi i biorę łyka wody, a trener karze Harry'emu iść.
Zaczynam swój trening chcąc zaimponować Harry'emu, który biegnie na bieżni widząc dokładnie każdy mój ruch, jestem lepsza od niego w boksie. Udaje mi się zebrać uwagę nie tylko Harry'ego, ale wszystkich mężczyzn, którzy patrzą na mnie jak na kąsek do schrupania, co po części – nie jest aż tak nieprzyjemne.  
Walę mocno w worek trzymany przez trenera, robi mi się gorąco, więc ściągam koszulkę i zostaję w staniku sportowym, staram się dać z siebie samej jak najwięcej. Mark, trener dopinguje mnie i bierze poduchy, w które uderzam, mówi, bym bardziej pracowała na nogach i mocniej uderzała. Po 45 minutach jestem padnięta i gdy trener mówi, że koniec na dziś padam na matę i nie mam ochoty wstawać. Siadam i wypijam butelkę wody do końca, po czym narzucam ręcznik na szyję i schodzę z ringu. Podchodzi do mnie mężczyzna, bardzo przystojny, urody, którą lubię, ale żadnych facetów w Anglii...
-Przepraszam, nie mam czasu...- mówię szybko słysząc, jak pyta, czy mam czas po treningu na kawę.
Za mną do szatni wchodzą dwie dziewczyny, przebieram się w swoje rzeczy, bo prysznic wolę we własnym mieszkaniu.
-Dlaczego nie dałaś się namówić?- słyszę pakując swoje rzeczy do torby, upinam włosy w niechlujnego koka.
-Halo! Bokserko!
Odwracam wzrok na dwie dziewczyny.
-Mówicie do mnie?- pytam.
-Tak, Toby cię zaprosił na kawę i odmówiłaś...- mówi jedna.
-Tak, i co w związku z tym?- pytam zapinają bluzę.
-Przecież to takie ciacho...- mówi druga.
-Nie szukam faceta...- ucinam i biorę torbę na ramię, wychodzę z szatni i oddaję kluczyk recepcjonistce.
Wychodzę z siłowni i idę szybkim krokiem do auta, na który spadła masa śniegu.
Strzepuje go szczotką i już mam wsiadać, gdy z siłowni wychodzi Harry, nie zwracam uwagi na niego i przechodzi do swojego auta, jak gdyby nigdy nic. Mam kierownicę po lewej stronie, natomiast on z prawej i stykamy się w tym samym miejscu. Jest wąsko, więc staram się wtopić w swoje auto, by mógł przejść. Ociera się o mnie i przechodzi bardzo powoli, odwracam wzrok i czekam, aż wsiądzie. Przed samym odjazdem uchyla okno i krzyczy: Do jutra.
Kiwam głową w zrozumieniu i wsiadam do swojego auta... Dziwny jest ten Styles...

(…)
Następnego ranka zakręcam włosy u końcówek i ubieram obszerny pastelowy sweter, do tego lekko rozkloszowaną spódniczkę, której falbanka jest ledwo widoczna, przez ów sweter, nakładam grube ciemne rajstopy i wyciągam z szafy botki na obcasie. Zjadam tosty z miodem i parzę sobie kawę. Nalewam ją do kubka termicznego i łapię za torbę. Mam dziś całkiem niezły humor, rano dzwonił tata, który opowiadał mi o przygotowaniach do ślubu jego i jego narzeczonej. Zamykam drzwi uśmiecham się do stróża siedzącego na parterze, wsiadam do auta i jadę do szkoły. Harry jak zwykle pali papierosa oparty o swoje auto... Parkuję koło vana Mike'a i wysiadam. Eleanor rozmawia przez telefon ze swoim przyjacielem i gdy mnie widzi kończy rozmowę. Witam się z nią j podążamy do szkoły, zanosimy swoje płaszcze i podążamy schodami w górę.
-Jaka spódniczka... Hoho...- słyszę za sobą znajomy głos.
Puszczam to mimo uszu i kontynuuje rozmowę z Eleanor, Harry mija nas z Mike'iem i uśmiecha się lekko pod nosem.
-Bądź ostrożna, on takie łapie w sidła...- mówi El.
-Spokojnie kochana... Ja tu nie przyjechałam szukać facetów...- mówię z uśmiechem.
Dziewczyna uśmiecha się lekko i idziemy w stronę mojej szafki, otwieram ją i opowiadam jej o wczorajszej akcji z dwiema dziewczynamj, które stwierdziły, że jestem głupia, że nie przyjęłam zaproszenia od Toby'ego. Kurde, to jest imię jak dla psa. Słyszę odchrząknięcie za plecami, odwracam się równocześnie z El. To Harry stoi jak sierota z rękoma w kieszeniach, patrzy w podłogę.
-Kylie możemy pogadać?- pyta mnie, na co kiwam głową, dając mu do zrozumienia, że może zacząć mówić.
-Na boku?- pyta, a Eleanor od razu zmyka. Harry staje na jej starym miejdcu i opiera się o szafki, zastanawia się, jak zacząć...
-Dawaj, bo muszę iść.- pospieszam go.
-Robię jutro imprezę, domówkę i mam pytanie, czy przyjdziesz?- pyta.
Zaczynam się zastanawiać i przenoszę wzrok na jego twarz.
-Eleanor i Alana idą?- pytam.
-Tak.
-To przyjdę.- mówię zamykając szafkę z hukiem.-Będziecie tam chlać do upadłego? Czy będzie kulturka?
-U mnie zawsze jest kulturka...- uśmiecha się.
-Nie wiem, czy przyjąć to jako sarkazm, czy...
-...nie, to nie jest sarkazm...
-Pytam, bo nie wiem, czy mam się odwalić, czy przyjść w dżinsach...
-Dziewczyny zawsze się odpicowują...- mówi szybko.
-No to ja też...- mówię.
Idziemy razem pod salę Clice i tam rozpoczyna się wykład.
Pracujemy w trójkach na temat zależności uczuć ludzkich od tego, co się dzieje i w jakiej są sytuacji... 

(...)
Wiszę na telefonie rozmawiając z Eleanor oraz przy okazji pisząc z Hails.
-Ale zawsze?
-Co jak co, to jest domówka, ale u Harry'ego, nie ma dresu... Nie wiem, czy to zauważyłaś, ale on nie nosi dresów do szkoły, jak 80% naszych chłopaków, śwuadczy to o nim.
-Ale zawsze dziewczyny się tak odpicowują?- pytam.
-Boże, jak zobaczysz Holly to sama się przekonasz... Harry robi imprezy co jakiś czas i ostatnio miała sukienkę, ale widziałam ją na wystawie w jednym ze sklepów bieliźniarskich...
-No co ty...- zaczynam się śmiać.
-Jak skończy w body to nie jest jeszcze źle...
-Ona jest serio tak pusta?
-Hmmm...- namyśla się El.- Tak, jest pusta... Piekielnie pusta. Jakbyś zapukała to echo się niesie i niesie...- mówi, na co się śmieję.
-Ile oni są razem?- pytam.
-Nie są razem... To wolny związek, ale w pewnym sensie do siebie przynależą...
-"Just Friends"?
-Niekoniecznie, chociaż z tego, co kiedyś usłyszałam, że uprawiali tyle razy seks, że nie da się zliczyć...- zaczynam się mocno śmiać, a Eleanor chichocze.
Szukam jednej z moich stylizacji na imprezę. Znajduję pomarańczowy croptop i czarną spódniczkę, na to chcę narzucić płaszczyk i szpilki.
-Ona jest jego przyjaciółką?- pytam, po tym, jak El kończy rozważania na temat seksu w szkolnych kiblach.
-Nie znam Hazzy na tyle dobrze, ale on ma przyjaciół, wielu, a ona jest chyba tylko po to, by zrobić mu dobrze... Holly jest ślepo odurzona Harry'm i to jest serio szalone. Patrzy na niego jak w obrazek...
-...a on na nią obojętnie...- dodaję, a El potwierdza moje słowa.
Musimy kończyć rozmowę, więc umawiamy się, że jej taksówka przyjedzie po mnie do domu i pojedziemy wszystkie razem.
Idę wziąć prysznic, myję włosy i chcę je zrobić puszyście. Po wytarciu i wysuszeniu układam je i robię makijaż, który wychodzi mi całkiem nieźle. Nakładam croprop i zapinam jego zamek z tyłu, jest niebezpieczny bo bez ramiączek, naciągam go na biust i z uśmiechem utwierdzam się w przekonaniu, że matka natura obdarzyła mnie pięknym biustem... A raczej geny mamy...
Nakładam spódniczkę i spryskuję się perfumami i z uśmiechem stwierdzam, że jestem gotowa. Eleanor dzwoni, że już jadą po mnie, więc nakładam swoje futerko i opatulam się szalikiem, nakładam szpilki i wychodzę z domu. Czekam w środku klatki schodowej i następnie gdy taxi przyjeżdża wychodzę szybko i wsiadam. Dziewczyny są odpicowane na amen i pytają się, co mam pod spodem, a ja z uśmiechem stwierdzam, że zobaczą, jak się rozbiorę.
-Zapowiada się całkiem fajna impreza...- mówi Alana.- Harry zawsze robi imprezy...
-Lubisz tańczyć Kylie?- pyta El.
-Lubię...- mówię z uśmiechem.- Bylebym miała kogoś z kim poruszam bioderkami.
Dziewczyny zaczynają się śmiać, a ja im wtóruję.
Droga nie zajmuje nam dłużej niż 20 minut, a sama okolica mnie oczarowuje, Harry mieszka nad samą Tamizą we wpół oszklonym domu, przed domem stoi jego auto.
-Wow...- mówię wysiadając.
-Fajny nie?- mówi Alana.
-Skąd miał pieniądze na takie coś? Musiało kosztować fortunę.- mówię.
-Tata mu zostawił to mieszkanie, kiedy przeprowadzał się do Manchesteru.
Idziemy w stronę drzwi, a te uchylają się zanim zdołamy zapukać, wchodzimy do środka i jest tu ok. 30 osób. Harry nas zauważa, gdy stajemy w drzwiach i zaprasza do środka. Wnętrze robi na mnie jeszcze większe wrażenie. Przy drzwiach jest mały przedpokoik, a gdy się z niego wyjdzie wchodzi się prosto do kuchni, jest spora i cała zrobiona w kolorze kasztanowym, kuchnia mieści się na podwyższeniu, natomiast do salonu schodzi się dwoma schodkami w dół, jest bardzo przestronny, na podłodze leżą poduchy do siedzenia, a na stole zamówione przekąski. Ściągamy nasze odzienia w przedpokoiku i wtedy podchodzi do nas Harry.

Harry
Nawet nie wiem, jak zacząć. Wszystkie trzy wyglądają bombowo, ale ona w tej krótkiej koszulce... Tego nawet tak nie można nazwać, to jest stanik... Piekielny stanik bez żadnej bluzki. Wzdycham cicho i staram się nie robić głupich min, ani nie wyglądać, jak zahipnotyzowany jej biustem.
Staram się być miły i pokazuję im wszystko, gdzie jest alkohol itp.
Gary staje wmurowany, gdy widzi Kylie, ale ta albo nie widzi, albo ignoruje jego spojrzenie.
-Czy ty ją widziałeś?- pyta mnie.
-Zaprosiłem ją dla ciebie...- mówię kumplowi.-Spróbuj ją udobruchać, bo kuźwa takie cycki, to tego nie można zmarnować.
Gary się uśmiecha.
Holly staje obok i składa pocałunki na mojej szyi, chciałem, żeby pomagała mi ogarnąć dom przed imprezą, ale jak zwykle uprawialiśmy seks, a ona zawsze po jest napalona jak cholera, podczas, gdy ja już nie chcę.
-Harry...- mówi mi na ucho.-Chodź do łazienki, zrobię ci dobrze...- mówi.
-Nie, przestań...- mówię sącząc drinka.
-Misiu, zrobię ci tak dobrze, że będziesz chciał znowu i znowu...- mówi mi do ucha, a ja ją odsuwam od siebie.
-Ty mnie wgl kochasz?!- krzyczy zbulwersowana, a ja odchodzę bez słowa i idę dolać wódki do szklanki. Kylie i Eleanor stoją oparte o blaty i rozmawiają z Mike'iem i Jordanem, ten drugi oblukuje El, która podoba mu się od dawna. Wtrącam się w ich rozmowę, Kylie mówi, jak wygląda słynna Spring Brake.
-...jak byłam rok temu z moją siostrą to codziennie miałam kaca i budziłyśmy się w innym miejscu...
-A to prawda, że tam wszyscy chodzą w bikini?- pyta Mike.
Kylie bierze łyka swojego drinka i odrzuca włosy do tyłu i kiwa głową.
-Bikini cały czas...
-Matko, same gorące laski w bikini to jak raj...- wszyscy sję śmieją.
-To nie to samo, jak mężczyźni z śnieżnobiałymi uśmiechami, nisko opuszczone szorty, czapki z daszkiem do tyłu i ten sześciopak...- mówi szturchając Eleanor, na co obydwie się śmieją.
-Ty się tam nie nadajesz Mike...- mówię, a one chichoczą.
-Spadaj Styles, mam mięśnie...- mówi unosząc koszulkę. Kylie patrzy i stwierdza, że nie jest źle z jego mięśniami.
Podchodzi do nas Gary, a Kylie od razu zmienia minę.
-Pokażesz mi gdzie jest toaleta?- pyta mnie, a ja kiwam głową.
Prowadzę ją i wskazuję drzwi. Uśmiechem mi dziękuję i zamyka się w środku, Gary czeka na mnie.
-Coś czuję, że ci się nie uda.- mówię mu, a on wzdycha cicho.
-Też tak czuję...- mówi.
Kylie wychodzi chwilę później, ale rozmawia przez telefon, idzie do pokoju dalej. Podchodzę do drzwi.
-Jasne, boże jak ja się za tobą stęskniłam, nawet sobie nie wyobrażasz...- mówi.-Tak się cieszę, poimprezujemy razem, ogarniemy kluby, jak dawniej. Ojeju, ja też cię kocham... Bardzo, bardzo...- Kylie się śmieje.- A jak tam sesja? Pewnie byłaś najlepsza...
Otwieram szeroko oczy i śmieję się pod nosem.
Wracam do Gary'ego.
-Nie chcę nic mówić, ale mam wrażenie, że ona ma dziewczynę.
Gary się krztusi.
-Co ty pierdolisz?!
-Powiedziała dziewczynie, że ją kocha z uczuciem.
Gary zaczyna się śmiać, ale wpada w panikę.
-Jest lesbą?!
-"Bardzo, bardzo cię kocham... A jak ci poszła sesja? Pewnie byłaś najlepsza..."- cytuję, a ten patrzy na mnie.
-Zaczęła mi się podobać lesba?!- mówi z obrzydzeniem i wtedy Kylie wychodzi, jego mina od razu zmienia się na śliniącą, z czego zaczynam się śmiać.
-No i co tego i tak się ślinisz...- mówię mu. Kylie staje koło Eleanor i mówi jej coś na ucho, a ta chichocze. Jordan i Mike stoją cały czas w tym samym miejscu i rozmawiają. Kylie szuka wódki, która się skończyła.
-Chcesz wypić najlepszego drinka pod słońcem?- pytam ją sięgając do szafki po butelkę.
-Wolę nie...- mówi i wyciąga dłoń po butelkę, ale ja ją zabieram.
-Nie otruję cię...- mówię śmiejąc się.
-Nie wierzę ci...- mówi Kylie.
-Jesteś fajną partnerką od boksu...- mrugam do niej oczkiem.
Wzdycha cicho i podaje mi swoją szklankę. Dolewam soki owocowe do szklanki, gdzie wcześniej wlałem wódkę i wrzucam lód. Wyciągam słomkę i wsadzam ją do kubka z uśmiechem oddając go właścicielce. Patrzy na mnie podejrzliwie, ale gdy tylko zasysa trochę drinka uśmiecha się.
-To jest pyszne...- mówi.- Co to za drink?
-"Sex With Styles"...- mówię, na co chłopaki wybuchają śmiechem, a Kylie cichnie.
Dwie godziny później wiele osób jest już pijanych, naprawdę sporo, część porusza się w rytm muzyki, część rozmawia, część pali papierosy na zewnątrz, a część się zwinęła. Eleanor i Kylie podrygują w kuchni do nowej wersji "Supergirl" śpiewają, ale tego nie można nazwać śpiewem, a przekrzykiwaniem się. Z uśmiechem widzę, jak Gary zalał się w trzy dupy i zasypia na schodkach. Lewis i Mike są w podobnym stanie, a Jordan pali na zewnątrz. Zbieram kilka przewróconych szklanek ze stołu i wkładam je do zmywarki, wszyscy tańczący wyszli na papierosa, więc ja też wychodzę. Kylie i El zodtają w środku, rozmawiają i robią sobie zdjęcia. Zapalam papierosa i popijam drinka ze swojego kubka. Ludzię rozmawiają o różnych duperelach, a ja stoję z boku i wpatruję się w oświetlony most, obok którego mieszkam. Ktoś łapie mnie za biodro i dobrze wiem, kto to.
-Mam zostać na noc?- pyta.
-Nie, dziś nie...- mówię odwracając się w jej stronę.
Zaciągam się papierosem i wypuszczam dym.
-Czemu?
-Bo ogarnę tu, moja siostra ma wpaść z rana po coś i nie chcę, żeby zastała tu dziewczynę i syf poimprezowy.
-A jutro?
-Jutro mam próby u Josha, więc nie. Zgadamy się później.- mówię Holly i zaciągam się dymem po raz kolejny. Odwracam się przodem do drzwi balkonowych i widzę, jak Kylie siedzi sama w kuchni i patrzy w telefon.
Gaszę papierosa w popielniczce i wracam do środka. Zbieram kolejne kilka szklanek, które są już puste i odkładam je do zlewu, obok którego na blacie siedzi dziewczyna.
-Jak się bawisz?- pytam ją, siadając na wyspie.
-Jest ok...- mówi z lekkim uśmiechem.
-Serio?- pytam unosząc brwi.- To najgorsza impreza ever...- mówię, na co ona zaczyna się śmiać.
-Nie jest, aż tak źle Harry...- mówi.
-Pewnie próbujesz być miła...- mówię pod nosem i spoglądam na nią. Ma rumieńce od alkoholu, a jej stanik obniżył się, włosy są bardziej potargane niż wcześniej, ale tak wygląda bardzo ładnie. Nawet ładniej… Taka nieposkromiona laska…
-Przyznaj, ta impreza jest tragiczna i stypowata, a twoje imprezy nigdy nie były tak nudne...- mówię jej, a ona się znów śmieje.
-Imprezy, na które zdarzało mi się chodzić były w klubach, a po każdej domówce była składka na odszkodowania.- chichocze Kylie.
-Co? Dlaczego?- pytam.
-Zawsze się znalazł ktoś co zbił coś wartościowego, a kiedyś się tak umówiliśmy, że jeśli jeden zbije to wszyscy płacą... Szliśmy całą grupą...
-Wiesz na ogół moje imprezy nie są takie...- mówię jej.- Jest zima, w ciągu wiosny i lata balujemy na tarasie i jest śmieszniej i lepiej...
-Na pewno...- mówi. Ludzie wracają, a ja chcę sięgnąć po cukier będący za jej plecami, żeby po niego sięgnąć muszę przybliżyć się do Kylie. Wręcz wtulić się w nią.
Ona unosi wzrok na mnie, a ja na nią. Wymieniamy się spojrzeniami przez kilka sekund, gdy wielki krzyk podnosi Holly.
-Ty dziwko! Jak śmiesz obmacywać mojego faceta?- krzyczy, wręcz piszczy. Podbiega do Kylie i chcę ją złapać za włosy, gdy Kylie robi unik, łapie za rękę Holly, wyginą ją do tyłu , a jej twarz przygwożdża do blatu wyspy.
-Nigdy nie nazywaj mnie dziwką...- mówi i puszcza Holly, która poprawia włosy, Kylie bierze płaszcz i owija się szalem.
-Zadzwonię po policję...- mówi Holly odgrażając się.
-To dzwoń, droga wolna...- mówi Kylie ubiera płaszcz i wychodzi.
-Co Ty Sobie wyobrażasz?!- podnoszę głos na Holly, podczas, gdy wszyscy oglądają całą tą sytuację, Eleanor bierze płaszcz i wybiega za Kylie
-Ale Harry, ona cię obmacywała...- mówi z wyrzutem
-Gówno prawda, sięgałem po szklankę! Jakim prawem na mojej imprezie wyzywasz moich gości?! Spadaj stąd!- mówię jej.
Ona bez słowa ubiera się i gdy chce mnie przeprosić pokazuję jej, że ma się nie odzywać.
Wychodzę z mieszkania, by przeprosić Kylie, ale ona znika. Obracam się dookoła i widzę Eleanor, która wraca.
-Złapała taksówkę...- mówi dziewczyna.
-Kurwa, jak ta laska mnie wpienia...- mówię pod nosem.
-To po co z nią trzymasz?- mówi El.- Znalazłbyś sobie inną i lepszą, a nie tą lampucerę- tysiąc kg tapety, ogarnij się i przejrzyj na oczy.- mówi z wyrzutem Eleanor. Kopie oponę swojego auta i wyciągam telefon. Nawet nie mam do niej numeru, żeby napisać sms-a z przeprosinami, ale wiem kto ma... Holly wychodzi z domu zapłakana i podchodzi do mnie mówiąc, że mnie kocha. Akurat wtedy podjeżdża jej taksówka i każe jej się zamknąć i otwieram drzwi od pojazdu. Trzaskam drzwiami i wracam do środka. Wszyscy cicho rozmawiają i zapanowała trochę dziwna, niezręczna atmosfera.
-Wiecie co, zamawiajcie taksówki i wracajcie do domów... Impreza skończona.- wzdycham cicho.
Czasami sam nie wiem, co mam myśleć, Holly jest zawsze na każde moje kiwnięcie palcem i mam ją cały czas przy sobie, to z jednej strony mi się podoba... Ale z drugiej Eleanor ma rację, jest pusta i widzę to od dawna, ma różne odpały i co gorsza twierdzi wszystkim, że jesteśmy razem i że mnie kocha.
Unoszę brwi i ciężko wzdycham myśląc o tym... Z jakiej paki wgl jej się pojawiło uczucie, ja się nie kocham, ja pieprzę dla ukojenia i zaspokojenia siebie samego, a nie dla miłości... A ona? Miała trzymać się tego, a tu nagle wylatuje mi, że mnie kocha... Ja pierdziele. Szkoda słów wgl...
Biorę telefon Gary'ego i szukam kontaktów, znajduję numer i co ciekawe w dodatkowych informacjach ma wpisany adres, robię zdjęcie swoim telefonem i jednocześnie mam numer jej i adres... Właściwie po co mi adres...
-Harry?- przerywa moje przemyślenia Josh.
-Tak?- pytam.
-Będziesz jutro, tak?- pyta.
Kiwam głową, na co on przybija mi piątkę i wychodzi ze swoją kuzynką. Oddaję telefon Gary'emu i przekazuje Mike'owi, który obiecał, że odwiezie go do domu. Ludzie opuszczają dom i zostaję sam na sam ze sobą.
Sprzątam i wszystkie śmieci wrzucam do worka, kładę go przy drzwiach i przynoszę materac, na którym śpię do salonu, jak zawsze. Biorę szybki prysznic i wchodzę pod kołdrę, pisząc przed zaśnięciem krótką wiadomość do Kylie: Zdobyłem twój numer, żeby przeprosić, mam nadzieję, że impreza nie była, aż taka tragiczna, może do następnej... H.
Odkładam telefon, który chwilkę później wydaje dźwięk odpowiedzi.
Nie było aż tak źle :) ale ustaw swoją laskę, bo chyba myli pojęcia i osoby, do których się tak zwraca. Dobranoc xx.
Na moich ustach pojawia się grymas. Nienawidzę, jak Holly nazywają moją dziewczyną, ew laską...
My nie jesteśmy razem...- piszę jej, na co odpowiedź przychodzi w mgnieniu oka.
Jasne...