6 stycznia 2017

Rozdział 19.



Przebudza się. Przewraca się na drugi bok, jej włosy są na całej powierzchni poduszki, a kołdra, która przykrywa jej nagie ciała lekko odkryła mi fragment jej pośladka. Uśmiecham się pod nosem i wypuszczam dym. Spoglądam wzrokiem na leżące na blacie drinki i porozrzucane ubrania. Wsuwam lewą dłoń do kieszeni i uśmiecham się pod nosem na myśl o tym, do czego doszło dziś w nocy. Czego nie zapomnę na 99,9% do końca życia, bo to był chyba najbardziej emocjonalny seks w moim życiu i jeszcze Ona w roli głównej, chcąca być na górze, by, jak to ujęła: „trochę mi ulżyć” i nieświadomie zabierająca mnie do nowego lepszego świata. Jej nagie ciało kurwa - majstersztyk, anioł, zakazany owoc. Przewraca się na drugi bok z powrotem i próbuje ukryć twarz pod kołdrą, marszczy czoło pewnie przez świecące słońce. Otwiera nieznacznie jedno oko i mruga kilka razy, jej czoło wraca do normalnego wyglądu, gdy spoglądam na nią,  jej oczy zaczynają się śmiać, a że połowa twarzy ukryta jest pod kołdrą nie jestem w stanie wyczytać, jak pięknie się uśmiecha. W każdym razie uśmiecham się do niej i wypuszczam dym. Uchylam balkon.
-Zaraz zrobię śniadanie…- mówię, a ona kiwa delikatnie głową, po czym odsuwa kołdrę z twarzy i przewraca się na plecy, wyciąga się i ziewa. Wygląda tak ładnie, tak niesfornie, tak niezwykle pospolicie. I tak bardzo mi się to podoba. Odwracam się na chwilę i gdy wracam wzrokiem już jej nie ma w łóżku. Wzdycham cicho mając nadzieję, że może uda się jeszcze ujrzeć trochę tego idealnego ciała. Wypalam papierosa do końca i wyrzucam go do słoika pełnego w papierosy.  Kylie wychodzi po chwili z łazienki owinięta ręcznikiem i trzyma swoją sukienkę w dłoni, na ramionach ma ramiączka – czyli ubrała już bieliznę. Mam zamiar zabrać się za śniadanie.
-Powąchaj…- mówi mi. Tak robię i krzywię się czując wódkę, poza tym jej sukienka strasznie się klei.
-Wylało się coś na nią…- mówi mi.- W czym ja teraz będę chodziła i jak wrócę do domu?
Uśmiecham się pod nosem i ona zauważa ten uśmiech.
-Nie, nie będę chodziła bez niczego kolego…- mówi z uśmiechem na twarzy. Z kolei mnie uśmiech rośnie, a ona kręci głową i podchodzi, by dać mi buziaka w policzek.
-Dam ci swoją koszulkę…- mówię.-… i najwyżej pojadę do ciebie po rzeczy… co o tym sądzisz?- pytam ją, a ona kiwa głową. Wyciągam dla niej z komody czysty biały podkoszulek z krótkim rękawem.
-Ten powinien być w porządku…- wręczam jej go i uśmiecham się, co ona odwzajemnia i rusza do łazienki, ale ja nie daję za wygraną i chcę zobaczyć jej rąbek nagiego ciała. Zrywam z niej ręcznik, na co ona piszczy i ukazuje swoje ciało, a konkretnie pośladki, które mnie tak fascynują w skąpych majtkach.
-Zboczeniec!- krzyczy i zamyka się w łazience.
-Przyzwyczaj się...- odpowiadam jej z uśmiechem. Rozbijam jajka na jajecznicę i wkładam tosty do maszyny opiekającej, gdy wychodzi z łazienki odświeżona, bez makijażu, w moim podkoszulku, W MOIM PODKOSZULKU, który ledwo zakrywa jej pupę ukazując długość jej nóg.
-Chrapiesz…- mówi po chwili, na jej stwierdzenie zaczynam się śmiać.
-Jak każdy facet po alkoholu…- odpowiadam jej i mieszam zawartość patelni.
-Ale nie chrapiesz, jak niedźwiedź, robisz to tak subtelnie…- mówi po chwili zastanowienia.
-To chyba komplement, więc dzięki…- mówię jej i z uśmiechem nasypuję do kubków kawę.
Kylie uśmiecha się i zapada dziwna, niezręczna cisza, którą postanawiam trochę rozładować, może się czuć skrępowana, jak to bywa po pierwszym wspólnym seksie…
-Za to ty gadasz przez sen…- mówię jej i wyciągam talerze z szafki.
Kylie wywraca oczami i wstaje z hokera, bierze w dłoń cukierniczkę i słodzi swoją kawę.
-Myślałam, że już z tego wyrosłam…- mówi pod nosem, na co się uśmiecham.
-A wiesz co mówiłaś?- pytam ją, na co zaciekawiam ją i słucha mnie.-Harry! Nie przestawaj! Proszę! Szybciej!- próbuję naśladować jej głos ze wczoraj, trochę się nabijam, ale wczoraj dodawało mi to takiej werwy.
Kylie obrusza się i chyba trochę obraża.
-Taki mądry jesteś…- mówi pewniej podchodząc do mnie, gdy opieram się tyłem pleców o blat obok kuchenki.- Ale wczoraj, aż prosiłeś, bym tak robiła, żebyś się bardziej nakręcał i przypominam ci, że to ty pierwszy doszedłeś…- mówi, a mnie rzednie mina. Uśmiecha się triumfalnie i zalewa czajnikiem kawy.
-Ale faceci są słabi…- mówi Ky.- To kobieta wie, czym jest prawdziwy seks.
-A wczoraj takiego doświadczyłaś?- pytam ją, na co ona się miesza, trochę rumieni. Wygląda tak pięknie. Kiwa głową kilka razy, na co uśmiecham się szeroko. Siada na wyspie kuchennej i uchyla mi rąbek biodra.
-Pierwszy raz w życiu facet dopilnował, bym ja też…- mówi i zacina się, opuszcza głowę z lekkim uśmiechem i zawstydzeniem.
-…miała orgazm… nie bój się tego stwierdzenia…- uśmiecham się do niej.
-To miałam na myśli…- mówi unosząc na mnie wzrok. Spoglądam jej w oczy i ona utrzymuje kontakt wzrokowy przez kilka sekund, potem opuszcza wzrok na swoje uda i ja wracam do mieszania jajecznicy, która właściwie jest gotowa, wyciągam talerze i sztućce.
-Byłoby fajnie, gdyby takie coś się powtórzyło…- mówię, a ona zaczesuje włosy do tyłu, uwielbiam, gdy to robi.
-Nie zaprzeczę…- odpowiada Kylie, na co uśmiecham się pod nosem i nakładam jajecznicę. Ona sięga po maselniczkę i nakłada na tosty masło.
-Wiesz nie spodziewałem się takich emocji wczoraj…- mówię stając obok niej siedzącej na wyspie. Dotykam lekko zewnętrzną częścią dłoni jej uda i aż kusi mnie, by dotknąć całą dłonią jej nogi. Kylie podkurcza lekko kolano i ma zgięte lewe, te które jest najbliżej mnie, a prawe pozostaje luźne zwieszone. Koszulka jest zdecydowanie zbyt długa jak dla mnie. Powinna swobodnie ukazywać jej majtki, ale tego nie robi. Cholera. Dziewczyna na moje słowa uśmiecha się pod nosem i lekko przygryza kącik wargi.
-Szczerze mówiąc ja też nie… Nie sądziłam, że będzie aż tak…- odpowiada i podnosi na mnie wzrok, przygląda mi się.
Nie mogę patrzeć na nią. Przypomina mi się wczoraj i… jeszcze ta noga. Staram się wykonywać swoje zadanie i nałożyć jedzenie na talerz, obserwuje moją twarz i gdy zaciskam szczękę, ona uśmiecha się szeroko. Swoją dłonią dotyka jej i przenosi tak, bym spojrzał jej w oczy.
-…nie sądziłam, że możesz być, aż tak dobry…- mówi cicho i przyciąga mnie do siebie, a mnie wiele nie potrzeba, by to zrobić. Kładę patelnię na blacie i wolnymi dłońmi ujmuję jej ciało. Rozsuwam jej nogi i przysuwam na kraniec blatu, kciukiem przejeżdżam po jej policzku i muskam jej dolną wargę, ona od razu czuje niedosyt i przyciąga mnie bardziej za podkoszulek, otwiera usta, więc nie tracę czasu i korzystam, że chce więcej. Wsuwam swój język do jej ust i pieszczę jej podniebienie, na co ona reaguje jękiem wprost w moje usta. Pozwalam jej prowadzić ten pocałunek, bo jej delikatne i silne jednocześnie usta uwodzą mnie bardziej i bardziej. Moje dłonie unoszą jej koszulkę i dotykają jej spiętego brzucha, ale postanawiam ją zaskoczyć i idą w dół, aż do majtek. Jej oddech zaczyna być szybszy, a gdy mój palec odnajduje kobiecy czuły punkt - widzę jej minę, która zmienia się z sekundy na sekundę. Jest seksowna, gdy zagryza dolną wargę, jak wbija paznokcie w moje bicepsy i odchyla się do tyłu. Jej wyraz twarzy ciągle się zmienia, gdy przyspieszam i zwalniam. Nerwowo połyka ślinę i lekko otwartymi ustami zdaje się ciężej oddychać, uśmiecham się pod nosem, ale gdy Kylie momentalnie ściska mnie mocniej uśmiech znika i pojawia się pożądanie, który tli się we mnie. Czuję niewymowną chęć ponownego seksu z nią… Przyspieszam,  a ona opiera się rękoma z tyłu i odchyla głowę w tym samym kierunku. Chwila ciszy i widzę jej zmieniający się wyraz twarzy, lekki wstrząs i ciężkie wdechy.
-Tego się nie spodziewałam…- mówi cicho, gdy myję dłoń w zlewie, uśmiecham się.
-Było ok.?- pytam z uśmiechem, łapię za patelnię i spoglądam na jej zaróżowione policzki.
-Mhm…- mruczy i otwiera oczy. Schodzi z blatu wyspy kuchennej i siada na krześle.
Nakładam jej jedzenie i podaję picie, zauważam, że ona też mnie obserwuje, obracam się po sól, gdy łapię ją patrzącą na mój pas z zagryzioną wargą. Wraca wzrokiem na talerz i udaje, że tak siedziała… 
(…)
Wjeżdżam windą na piętro Kylie i szukam odpowiedniego klucza, spoglądam na telefon, mamy jeszcze dwie godziny do wykładów, które dziś organizuje nam szkoła. Gdy tylko drzwi się otwierają, robię krok i idę ku jej drzwiom. Te otwierają się i od razu mój nos wypełnia jej zapach. Taki słodki i kojący. W środku panuje bałagan, ale mogę spokojnie stwierdzić, że kobiecy, bo na fotelu leży jej koszulka, na suszarce bielizna, na wyspie są okruszki po tostach jak sądzę ze śniadania z dnia poprzedniego. Wchodzę do jej sypialni, w której jeszcze nigdy nie byłem… Ma duże łóżko z elegancką, modną ramą, z każdej strony jest etażerka, na której jest lampka nocna, chyba na jej stronie jest książka do psychologii, dwa zeszyty, które rozpoznaję po okładce, a na nich jest jeszcze jeden gruby, który poobklejany jest naklejkami z kwiatkami, serduszkami. Przyciąga moją uwagę, ale zastanawiam się, czy go otworzyć – wygląda trochę jak pamiętnik. Nie przeczytam sporo… Tylko jedną kartkę… Otwieram go i ukazuje mi się tekst, który…
Kiss the moon goodbye
But don't close your eyes, your eyes
It's the end of the night
But the beginnin' of time, for you and I
I... I cant believe that my body's still movin'
I... It makes me feel like we're doin' somethin' right.
Baby when the night starts slippin'
When the night starts slippin'
When the night starts slippin' away
Boy you keep my heartbeat skippin'
When you touch me even though
The time is tickin' away
Just tell me it's not over,
And we'll never reach the end
Oh, when the night starts slipping away
Save the day
…wygląda jak piosenka… I to nie byle jaka… Pisze dobrze, chyba o sobie, dobrze dobiera wszystko sylabicznie, rytmicznie, postanawiam przeczytać jeszcze jedną, ale ta jest cała zamazana z podpisem: Tragedia.
Uśmiecham się pod nosem. Kylie pisze piosenki, tak jak ja… Jest muzycznie utalentowana, ja też mam do tego smykałkę… To wszystko mnie tak intryguje. Ona mnie intryguje. Zaczyna mi się to podobać… Bardzo.
Mój telefon dzwoni i pojawia się jej imię na ekranie.
-Halo?- pytam do słuchawki.
-To ja przecież, jesteś już u mnie?- pyta mnie.
-Tak, jestem, swoją drogą pooglądałem sobie twoje stringi na suszarce...- chichoczę pod nosem.
- Matko, co za kompromitacja...- mówi pod nosem.
-Co mam Ci wziąć?- pytam ją, na co ona odchrząka.
-Z dolnej półki weź czarne dżinsy, półkę wyżej są koszulki, weź którąś, ale tę z przodu, tych z tyłu nie bierz. I jeszcze moje czarne yeezy oraz skarpetki z górnej szuflady w komodzie koło łóżka.
-Jakie wymagania...- mówię pod nosem, na co ona się śmieje.
-A teraz idź do łazienki... - kontynuuje. -Na półce leży fluid w tubce, dwa tusze do rzęs, jeden  w czerwonym opakowaniu, drugi złotym. Obok leży fioletowe pudełeczko i obok niego cienki pędzel. Spakuj to wszystko do kosmetyczki, która jest schowana w szafce obok toalety.
-Po co aż tyle tego?- pytam ją przytrzymując ramieniem telefon i jednocześnie pakując jej rzeczy. 
-Bo jestem kobietą... Taka wytłumaczenie powinno wystarczyć...- uśmiecha się, jestem pewien.
Z zapiętą kosmetyczną wracam do jej sypialni, gdzie chowam jej bluzkę w kolorze bordowym, spodnie i buty do torby, do której poleciła mi wszystko spakować.
-Jadę już do Ciebie...- mówię jej.
-Ok, czekam na ciebie...- chichocze.- Znalazłam twoje zdjęcia, jak byłeś bobaskiem... Byłeś taki słodki...
-KYLIE!- unoszę się, a ona zaczyna się śmiać i rozłącza się.
Już mam zamiar schować jej buty, gdy zauważam jej botki z odkrytym palcem na wysokim obcasie i to właśnie je pakuję do torby. Zamykam drzwi i wracam. Jazda zajmuje mi mało czasu, więc za chwilkę jestem u siebie. Kylie leży w moim łóżku z ręcznikiem na głowie i ogląda ITV.
-Wzięłam prysznic i widziałam, że masz suszarkę do włosów, więc postanowiłam umyć włosy.
-W porządku...- uśmiecham się na widok tego, jak dobrze i bezwstydnie chodzi wciąż w mojej podkoszulce.
-Masz ciuchy?- pyta mnie, na co kiwam głową i spoglądam w dół na torbę trzymają w mojej lewej dłoni. Wręczam je jej i czekam aż mi podziękuje, ona nachyla się z uśmiechem nad moim policzkiem i chce mi dać buziaka, gdy wpijam się w jej usta i chwilkę trwam w pocałunku.
-Idę się ubrać...- mówi i z uśmiechem idzie do łazienki.
Zauważam, że zmyła naczynia, ogarnęła cały salon i przewietrzyła. Wszystko jest równo poukładane, ma swoje miejsce.
Zdążam zapalić, akurat zamykam balkon, gdy wychodzi w puszystych włosach, ze świeżym make-upem i trzyma botki w dłoniach.
-Prosiłam o płaskie...- mówi unosząc brew z uśmiechem
-Wiem, ale nie mogłem się oprzeć...- mówię jej uśmiechając się szeroko.
Wywraca oczami i chowa sona rzeczy do tej torby.
-Chyba już musimy jechać na wykłady, nie?- pyta mnie, a ja kiwam głową.
-Harry?- pyta, gdy wsiadamy do auta.
-Tak?- pytam ją.
-Masz wolną sobotę wieczór?- pyta.
-Tą tak, The Rough gra, więc tak...- mówię, na co ona się szeroko uśmiecha i chwyta za telefon.
-Chcesz mi powiedzieć, coś o tej sobocie?- pytam ją widząc, jak uśmiecha się do telefonu i jak szybko odpisuje.
-To będzie niespodzianka...- mówi podnosząc wzrok na mnie.
Uśmiecham się pod nosem i ona nachyla się, by dać mi buziaka w policzek.
Kylie
"Wiesz, że dla mnie to nie problem, kochanie..."- dostaję SMS i uśmiecham się szeroko.
"W takim razie, ładnie się uśmiecham i proszę o dwie wejściówki tatku, mój kolega uwielbia was i chce go wam przedstawić, to też wokalista - gitarzysta rockowy..."
"Kolega, czy..."
Chichoczę.
"...przyjaciel tatku, nie martw się :), daj mi znać, gdzie mam pójść po nie..."
"Przyjdziesz do mnie osobiście, Ky, dam ci je."
"Super, kocham Cię..."
Chowam telefon do torebki i uśmiecham się widząc jego skupioną na drodze twarz. Spina kości policzkowe, ale od razu je rozluźnia, gdy włączam snapa i chcę mu zrobić zdjęcie.
- Kylie, przestań, nie lubię zdjęć...- marudzi.
-Przy mnie się do nich przyzwyczaj kolego...- mówię i pstrykam fotkę.
-Muszę coś wysłać Hails...- mówię z uśmiechem.- Pewnie teraz siedzi w samolocie...
-Przylatuje?- pyta mnie, na co kiwam głową.
-Ma tutaj kilkanaście pokazów, a ja mam wejściówki na dwa z nich, więc jutro mnie nie będzie w szkole, a potem w piątek... Potem Hails wylatuje do Paryża...
-Nie będzie Cię dwa dni?- pyta mnie, na co się uśmiecham pod nosem widząc cień smutku na jego twarzy.
-Ale to nie znaczy, że nie zobaczę się z tobą...-uśmiecham się.- Mamy trening przecież...- mówię, na co on od razu się rozchmurza. A po chwili na jego twarzy pojawia się szeroko uśmiech.
-Dobrze, że mamy to za sobą...- mówi skręcając w ulicę.
-Co mamy za sobą?- pytam odpisując Justinowi, który pyta kiedy przylecę. Niech nie oczekuje, że dostanie, to co myśli, że dostanie.
-Seks...- mówi bez ogródek, na co moje policzki zaczynają mnie palić.
-Harry...- chichoczę pod nosem.
-To było tak zajebiste, że przygotuj się, że to się powtórzy.
Momentalnie czuję motylki w brzuchu i uśmiecham się pod nosem, poprawiam się na fotelu.
-Teraz powinnaś powiedzieć: Było fantastycznie, też chcę powtórki...- mówi Harry spoglądając na mnie z uśmiechem.
Unoszę wzrok na niego i kiwam głową zgadzając się z jego słowami.
-No, ja mam nadzieję...- mówi pod nosem, na co się uśmiecham.
Widzę, że na mnie spogląda i jego palce niespokojnie dotykają gałki skrzyni biegów, stuka palcami, jakby chciał przerwać ciążącą mu ciszę.
-Zawsze tak przeklinasz dziewczynie do ucha?- pytam go.
Harry uśmiecha się pod nosem i przenosi na chwilkę na mnie wzrok.
-Czemu się pytasz?- pyta mnie, na co uśmiecham się szerzej.
-Nie odpowiada się pytaniem na pytanie...- mówię mu unosząc brew i stajemy na światłach. Odsuwa dłonie od kierownicy.
-Nie kontroluję słów, które płyną z moich ust...- mówi, na co ja uśmiecham się pod nosem.-...czasami emocje są ode mnie silniejsze...
-Fajnie...- mówię z uśmiechem.- Te przekleństwa wprowadzone wprost do moich uszu były super...- mówię, na co on uśmiecha się.
-Nie mów takich rzeczy, kiedy się spieszymy...- mówi łapiąc mnie za udo, jego oczy wlepione są w moje. Unoszę wzrok na niego i unoszę jego dłoń wyżej.
-Bo co?- pytam zachęcająco unosząc brwi, jego wzrok spada na mój biust ukryty pod cienką bluzeczką. Nachylam się do przodu i przyciągam go za koszulkę do siebie, dotykam moimi ustami jego, droczę się z nim, przygryzam jego wargę, czując jak jego dłoń wciąż się zaciska i chce dostać więcej niż ma.
-Zielone...-mówię mu w usta i muskam je szybko, by wrócić na swoje miejsce.
****
Miłego czytania! ♡♡♡

23 grudnia 2016

Rozdział 18



-Kuźwa, zapomniałem je ściągnąć…- mówi pod nosem.- Nie patrz na nie, Kylie…- mówi.
-Nie ściągaj ich… Są śliczne… To twoja mama?- wskazuję palcem na kobietę o długich kruczoczarnych włosach.

-Tak, to ona, obok to moja siostra Gemma…- mówi mi, a ja się uśmiecham patrząc na niego.
-Ale seksowne te okulary…- chichoczę pod nosem.
-Ej!- buntuje się, na co się śmieję.
-Przestań, wyglądałeś naprawdę sexi… I ta mina…- próbuję ją naśladować, a on wywraca oczami.
-Czekaj, ty masz tu blond włosy?- patrzę i nie wierzę.
-Jak byłem mały, miałem prawie białe… Potem zaczęły ciemnieć…- mówi, na co przyglądam się.
-Ale super, zawsze chciałam mieć blond włosy…- mówię mu, na co on się uśmiecha. Spoglądam na kolejne zdjęcia, ale są z koncertów i z całą chyba jego rodziną.
-Mieszkasz tu sam?- pytam go wracając na kanapę.
-Tak, mój tata mieszkał tu kiedyś ze mną, ale przenieśli go do Manchesteru, a ten wynajmuje dla mnie jego firma. Bardzo go tam potrzebowali, a tata nie chciał mnie zostawiać samego z kosztami czynszu itp., więc oni zgodzili się wszystko płacić. Moja siostra czasami tutaj nocuje, właściwie, prawie nigdy, bo ma chłopaka, jak ci kiedyś opowiadałem i kiedy jeszcze z nim nie była - mieszkała ze mną.
-Od kiedy jesteś tutaj sam?- pytam go.
-Od już prawie dwóch lat, jak tylko skończyłem 18 lat – tata mógł wyjechać i zostawić mnie tutaj samego…
-Nie jest ci czasami smutno?- pytam go popijając napój, który dla mnie wcześniej zrobił.
-Czasami jak mam gorszy dzień tak, aczkolwiek lubię mieć ciszę, potrzebuję trochę pobyć samemu ze sobą…- uśmiecham się, bo ja mam podobnie.
-A twoja mama?- pytam.
-Moja mama mieszka koło Manchesteru w Holmes Chapel, urodziłem się tam i stamtąd pochodzi też mój tata.
-Tata dojeżdża do Holmes Chapel do mamy?- pytam.
-Nie, nie, rozwiedli się, jak miałem 7 lat, moja mama wyszła drugi raz za mąż, a mój tata ma stałą partnerkę…- uśmiecha się Harry.
-I nie sprawia ci to bólu?- pytam.- Że nie są razem?
-Jak byłem dzieckiem i słyszałem ich kłótnie to bardzo to przeżywałem, ale po tylu latach, gdy widzę, że są szczęśliwi i przyjaźnią się ze sobą to uważam, że jest lepiej…- mówi, na co wsłuchuję się bardzo w jego głos, który jest ciepły, niski, przyjemnie niski.
-A twoi rodzice?- pyta biorąc łyka swojego drinka.
-Moi rodzice poznali się, gdy mieli po 17 lat na jednym z jego koncertów, jest wokalistą, mama była wiesz tą niedostępną, a swoją egzotyczną urodą przyciągała wielu chłopaków. Aczkolwiek żadnym z nich nie była zainteresowana, aż pewnego mój tata podszedł do niej po jednym z koncertów i powiedział, że cholernie chciałby się z nią umówić, bo nigdy nie widział tak pięknej kobiety…- uśmiecham się pod nosem. -…moja mama jako wzorowa uczennica stwierdziła, że musi sobie szukać chłopaka z wizją swojej przyszłości, żeby w życiu mieć dobrze, więc się nie zgodziła, ale rok później spotkali się na imprezie i tam między nimi zaiskrzyło. Aż w końcu mama zaszła w ciążę i pojawiłam się ja…- odgarniam włosy za ucho.
-Są razem?
-Nie, rozstali się, jak miałam 3 lata, ale w przyjaźni, jak twoi…- mówię.- Moja mama skończyła prawo i pracuje jako prawnik i pracowała w jednej z kancelarii założonych przez Roberta Kardashiana…- mówię, na co Harry otwiera szeroko oczy.- To znaczy ona była wtedy tylko aplikantką, ale poznała Kris Jenner i mimo różnicy wieku zaprzyjaźniły się, z kolei na jednym z bankietów Kris - moja mama poznała Stephena, tatę Hailey i wtedy poszło już szybko. Po dwóch latach wzięli ślub i są bardzo szczęśliwi.- uśmiecham się.
-A tata?- pyta Harry.
-Ma narzeczoną i zamierzają wziąć ślub w czerwcu.- uśmiecham się, na co on odwzajemnia ten uśmiech.

(…)
-Po co palisz?- pytam go stojąc owinięta kocem na tarasie.
Harry zaciąga się i wzrusza ramionami.
-Zacząłem palić na początku swojej działalności w White Eskimo i tak mi już zostało, ale lubię to…- mówi wypuszczając dym.
-Trujesz się niepotrzebnie…- mówię mu, na co wywraca oczami.
-Mówisz, jak moja mama…- mówi Harry.
-Bo i ona i ja mamy rację Harry…- mówię mu dosadnie, na co się uśmiecha.
-A ty nie palisz?- unosi brwi.
-Nie…- mówię mu. -…okazjonalnie…- poprawiam się, na co uśmiecha się zwycięsko.- Ale nie nałogowo!- dodaję szybko.
-Pamiętam, jak zaciągnęłaś się e-papierosem w Rzymie…- mówi unosząc brew.
-Aaa…- mówię przypominając sobie.- Wtedy mi wyszło…- śmieję się, na co on zaciąga się ponownie.
-Chcesz spróbować tym?- pyta mnie.
-Nie chcę…- mówię niepewnie. Chcę, bo dawno tego nie robiłam…
-Oj Kylie, raz cię nie zbawi… A ja wiem, że ty chcesz…- mówi pewnie, na co uśmiecham się pod nosem.
Harry wypuszcza dym i wkłada papierosa do ust i już chce znów cię zaciągnąć, gdy wyciągam mu z ust papierosa i wkładam pomiędzy wargi i zaciągam się czując, jak dziwne uczucie ogarnia moje ciało. 

Harry
Przymyka oczy i cicho wypuszcza dym, jak gdyby nigdy nic oddaje mi papierosa i wydmuchuje resztki.
-Czasami fajnie sobie podpalić... O ile tak można to nazwać...- mówi cicho, a potem się śmieje.
Postanawiam zatrzymać dla siebie komentarz. Sprośny komentarz.
-Zawsze chciałam mieszkać nad wodą...- zmienia temat.-...oświetlony brzeg, połyskująca się w słońcu woda... marzenie... szczęściarz z Ciebie...- mówi mi, na co wzrusza ramionami, nie przywiązuję do tego wagi.
-Kylie, Tamiza jest tak brudna, że gdy zanurzysz rękę nagle znika...- mówię jej, na co ona zaczyna się śmiać.
-Ty, jak coś powiesz...- kręci głową. Wyrzucam niedopałek do słoika na tarasie.
-Nie masz w sobie duszy artysty...- mówi mi, na co zaczynam się śmiać.
-Bo nie podobają mi się światełka na brzegu?- pytam unosząc brwi i śmieje się głośniej.- Przyzwyczaiłem się do nich, nie są niczym nadzwyczajnym...- mówię jej.
Spoglądam na nią, a ona naprawdę zdaje się być zaabsorbowana widokiem. Wygląda przy tym pięknie... Co tu dużo mówić...
Kylie po chwili ocuca się i odwraca się, by wrócić do środka.

Kylie

Mimo tego, że wypiłam już trzy, jestem wszystkiego świadoma. Kontaktuję i rozmawiam z Harry'm o przyszłości konkretnie jego, bo moja jest znana.
-Sam nie wiem... Dobrze się czuję w towarzystwie tych chłopaków, dobrze się z nimi dogaduję, choć sam piszę teksty to czasami mają fajne pomysły co do aranżacji...
-Ty jesteś głównym ogniwem, nie mylę się...- mówię, a on kiwa niepewnie głową. Jest skromny.
Siedzę właściwie pół leżąco, a Harry siedzi na podkulonej nodze. Aczkolwiek nie przeszkadza mu, że zajęłam więcej miejsca.
-Nie mylisz... Ale oni i ja tworzymy całość...- mówi.
-Masz rację...- mówię.
-Pewnie też to, że laski na was lecą jest fajne...- mówię mu podnosząc się i czołgając w jego stronę, by napić się drinka, który leży na szafce za nim.
Harry uśmiecha się i gdy już jestem przy nim, odpowiada.
-Laski laskami, ja znam lepszą od wszystkich...- mówi cicho. Podnoszę na niego wzrok i patrzę mu głęboko w oczy.
-Mówię o tobie...- mówi, na co przełykam ślinę i nie odzywam się. Przenoszę wzrok na usta, które już kiedyś mocno przyciągnęły moją uwagę.
-Kylie...- mówi cicho, a ja uciszam go palcem wskazującym. Siadam na jego kolanach i przybliżam usta do jego ust. W oddechu czuję zapach nikotyny i wódki, ale wiem, że robię wszystko świadomie. Wszystko się łączy idealnie. Muskam jego dolną wargę. Dotykam językiem i przygryzam bardzo delikatnie skórę. Nie odrywam od niego wzroku, na co on zaczyna działać.
-Kylie...- mówi cicho, na co uciszam go pocałunkiem, którego jeszcze nigdy nie doświadczyłam do takiego stopnia. To jest poemat warg, które pasują do siebie, uzupełniają się. Ma miękkie i niezwykle ciepłe usta i gdy je dotykam z razu na raz stajemy się coraz bardziej zachłanni siebie. Do takiego stopnia, że wplątuję palce w jego włosy i zaczyna je lekko ciągnąć. On - kładzie dłonie na moich policzkach.
-Kylie...- powtarza, ale inaczej. Pragnąco, z pożądaniem. I wtedy wszystko idzie inaczej. Przybliżam się do niego i otwieram szerzej usta, jego dłonie suną po moich plecach, aż po pośladki, które ujmuje i ściska, przez co w jego usta oddaje ciche westchnienie. Jego język łaskocze moje podniebienie, więc i ja nie pozostaję mu dłużna, unoszę pośladki z jego ud, tak by pokusić go lekko z góry, ale też po to, by czuć go bardziej. Jego dłonie są dla mnie ukojeniem i jednoczesnym popędem. Jego twarz ląduje przy moim brzuchu, a dłonie macające moje pośladki unoszą sukienkę do góry cały czas patrząc się w moje oczy. Delikatnie centymetr po centymetrze, coraz wyżej, aż do linii bioder, wtedy opuszcza wzrok i widząc koronkowe majtki zaczyna szybciej oddychać i spogląda w górę na mnie – nie wiem co wyczytać z tego wzroku… Czyżby… Przygotuj się. Zaraz cię wyrucham… Albo… Zaraz będziesz krzyczeć moje imię… A może… Za pięć minut wybuchnę, jeżeli cię nie poczuje…
Na same takie myśli robi mi się gorąco. Siadam z powrotem na jego udach, które zdążyły się już lekko odsunąć od siebie, więc trafiam prosto na Niego. Przymyka oczy, gdy czuje ucisk. Uśmiecham się i przygryzam dolną wargę – znów spoglądam na jego usta i wpijam się w nie, a Harry wtedy zaczyna szaleć. Jego dłonie są wszędzie, dosłownie wszędzie, nawet tam, gdzie nie sądziłam, że mogą się pojawić… Unosi moją sukienkę wyżej aż do poziomu piersi i ściąga mi ją przez głowę. Gdy widzi mój biust ujmuje go w dłonie i dotyka, a emocje i mimika jego twarzy zmieniają się sekunda po sekundzie. Korzystam z okazji i ściągam jego koszulkę, a on wtedy podnosi mnie na rękach, jakbym ważyła cholerne 5 kg i kładzie płasko na kanapie. Wpija się w moją szyję i tam sprawia, że odpływam z przyjemności, przygryza, ssie, a przy okazji dotyka i… ten dotyk jest dla mnie ukojeniem i popędem… jego dłonie, tak delikatne, miękkie, a wyglądem harde i silne, dotykają mnie… nie jestem w stanie opisać co czuję, bo jest mi tak dob…
Nie kończę myśli, bo odsuwa się i zaczyna odpinać swoje spodnie…
Gdy je ściąga, a ja przełykam cicho ślinę, wraca do mnie i wpija twarz w mój biust, przy którym nie zostaje bardzo długo, aczkolwiek, jego dłonie, bardzo go polubiły. Idzie w dół, zostawiając mokre ślady na moim brzuchu, ssąc i ciągnąc za skórę, ale nic nie sprawia mi bólu, jestem jakby pod wpływem znieczulenia. Adrenalina swoje robi…
-Harry…- jęczę cicho, gdy dotyka nosem wewnętrznej strony moich ud.- Nie rób tak…- mówię mu odchylając głowę do tyłu.
-Dlaczego?- dmucha, na co stękam i nieświadomie unoszę pośladki do góry. Harry przytrzymuje je tak, by nie położyła bioder z powrotem na kanapie. Całuje skórę i przygryza ją, na co cicho jęczę, właściwie robię to za każdym razem, bo czuję zwiększające się w moim brzuchu ciepło. Po dłuższej chwili kończy i wtedy łapię go za włosy i przyciągam do siebie.
-Patrz mi w oczy…- mówię mu i dotykam Go przez bokserki. Długość mnie poraża, a jednocześnie podnieca, ale jego mina sprawia, że zagryzam usta, by czegoś nie powiedzieć, wygląda bowiem zbyt seksownie. Zaraz wybuchnę… Moja dłoń przyspiesza i jego twarz zmienia się. A w szczególności oddech, który jest szybki, a także jego jęki, które brzmią jak moje imię. Jest twardy i gotowy co mnie bardziej podnieca. Otwiera oczy i uśmiecha się widząc mój biust. Potem znów wraca na moje oczy i zabiera moją dłoń i wstaje z kanapy i bierze mnie na ręce. Kładzie na zimnej pościeli i rozszerza moje nogi, po czym sam klęczy na kolanach między nimi patrzy na moje ciało.
-Jest na co popatrzeć koleżanko…- mówi pewnie, na co ja unoszę nogę i sunę stopą po jego torsie, na co on spogląda na nią i łapie. Pewnie unosi do góry i całuje moją łydkę. Bezsłownie drugą nogą dotykam jego genitaliów, czym przyciągam jego wzrok.
-Jesteś niegrzeczna, bo kusisz…- mówi mi, na co unoszę brew.
-Jeszcze nie zaczęłam tego robić Styles…- mówię pewnie, na co jego mina rzednie i wzrok robi się bardziej hardy i pewny.
Unoszę tułów, by usiąść, wyswobadzam nogę z jego uścisku i tak jak on klęczę przed nim, odrzucam włosy do tyłu i łączę nasze usta w drapieżnym pocałunku, który wygląda jak dotykanie wargami i jednoczesne niewytrzymywanie z emocji, które nam towarzyszą. W czasie, gdy Harry maltretuje moje usta w pozytywny sposób, ja zsuwam z jego jędrnych pośladków bokserki w dół i przez chwilę oporu potem schodzą gładko, wtedy odsuwam się od niego, ocieram usta i odsuwam się do tyłu, by przekręcić się na brzuch i wypiąć pośladki, które potrzebują już zakończenia tej zabawy, tak więc wtedy Styles ściąga swoje bokserki, bo słyszę, jak wstaje i zaraz jego dłonie dotykają znów mojego ciała. Bardzo skrupulatnie dotyka mnie całując plecy i dotykając bioder oraz pośladków. Nagle czuję momentalne zwolnienie uścisku na biuście i czuję, jak jego dłonie ciągną mój tułów, ściąga mi stanik . Momentalnie zmienia moje położenie tak, bym leżała na plecach… Obydwoje podziwiamy swoje ciała nawzajem, Harry bardziej to okazuje, bo jego oczy są jak pięciozłotówka, szeroko otwarte i okrągłe. Jestem pod wrażeniem, tego co prezentuje i właściwie wiem już dlaczego Holly, tak bardzo próbowała go zatrzymać przy sobie. Nachyla się nade mną lekko i dłońmi łapie za gumkę od stringów i zsuwa je w dół, nie odrywając wzroku… ode Mnie… Wzdycha cicho pod nosem i ogląda mnie całą i uśmiecha się pod nosem.
-Amerykańskie ciała, są znacznie lepsze od angielskich…- mówi i wpija się w moje usta. Pomiędzy pocałunkami zaczyna oddychać szybciej i dotyka moich piersi delektując się nimi. Ale powoli czujemy, że już czas na to, by skonsumować ostatnie 30 minut… Harry nie odrywając ust od moich sięga pod poduszkę i wyciąga saszetkę i rozrywa ją zębami. Nakłada na siebie lekko się krzywiąc, po czym otwiera oczy i wpija się w moje usta i muska moją dolną wargę.
-Kylie? Jesteś gotowa?- pyta mnie, na co ja w odpowiedzi kładę nogi na jego kość ogonową i przyciągam go bliżej. Zamykam oczy i czekam, by go poczuć… Najpierw uczucie pełności – zawsze dziwne sprawia, że się krzywię, ale gdy się wysuwa i wsuwa…
Ciepło. Motylki. Naprzemienne dreszcze. Zimne i gorące. Ciche jęki.
Swoją dłonią dotykam jego żeber i przyciągam go bliżej. Gdy przyspiesza po chwili przyzwyczajenia wpija się w moje usta i stara się wejść jak najgłębiej, a to sprawia teraz dwie dłonie są przyciśnięte do jego pleców, a właściwie paznokcie, które wbijają się z ogromną siłą. Moja głowa już od dawna jest odchylona do tyłu, a ruchy są silne, ale powolne i to jest to, co powinnam czuć z Justinem… A nigdy nie poczułam… Z tym mężczyzną jest inaczej, czuję wszystko, wszystkie emocje, które zmieniają się z sekundy na sekundę. To jest to, czego nie potrafiono mi dać, a ja dawałam, bo nie potrafiłam odmówić… To jest to, czego potrzebowałam od mężczyzny… I Harry mi to daje… Jego oddech jest szybki, urywany, a wygląda tak seksownie opierając się rękoma, które pod wpływem mięśni są jeszcze bardziej podniecające, niż zawsze – nie wiem co jest dla niego napędem… chociaż… właściwie chyba wiem… Mój biust… Patrzy się na niego i dotyka go bardziej zmysłowo, skupiając się na detalach.
Gdy widzę, że już się męczy, przyciągam go do siebie i całuję usta.
-Zatrzymaj się, Hazz…- mówię mu, na co on momentalnie się zatrzymuje.
-Boli cię coś?- pyta szybko.
-Nie…- uśmiecham się. -…pozwól, że trochę ci ulżę…- mówię i na moje słowa patrzy na mnie uważnie.
-Zmiana kotku…- mówię, bo jego mózg chyba nie zrozumiał.
-Ale ty chcesz być wiodącą?- pyta, jakby się przestraszył.
Wyciągam go z siebie i pcham na łóżko, on chyba naprawdę nie wie co się dzieje, zbyt duży szok mu towarzyszy. Prostuję jego nogi i nakierowuję się, a gdy go czuję w tym samym momencie mocno stękamy. Moje dłonie kładę na jego torsie i czuję, jak za każdym moim ruchem jego mięśnie się spinają. Twarz ma anielską, a delikatne światło dające tylko lekką poświatę sprawia, że wygląda seksowniej, a ja gdy tylko o tym myślę, dostaję kopa i przyspieszam, na co Harry zaczyna głośno dawać się we znaki. I to znów daje mi kopa. To takie seksowne… Pociągające… Zaczynam go lekko dręczyć i zauważam zmianę w jego zachowaniu, gdy się z nim droczę. Wtedy bierze sprawę w swoje ręce unosi moje pośladki i to on zaczyna nimi ruszać, a wtedy czuję, że w środku zaczyna wszystko się przewracać i zmieniać miejsce. Wszystko zaczyna stawać się lepsze i piękniejsze, a to za sprawą prędkości, jaką narzucił i nie zamierza ją zmieniać. Łączę nasze usta i przeklinam mu w usta, na co się uśmiecha i przyspiesza bardziej, a wtedy to dla mnie pozytywnie zbyt dużo, nie mogę złapać oddechu, duszę się i chyba przestaję kontrolować co mówię… Jego dłonie ściskają moje pośladki, co zaczyna sprawiać mi pozytywny ból.
-Człowieku, co ty ze mną robisz…- mówię mu do ucha, gdy zwalnia, a ja staram się uspokoić oddech.
-Obiecałem ci te przeżycia… Więc je ode mnie otrzymujesz…- mówi cicho i momentalnie nade mną góruje. Odgarnia mi włosy z czoła i opiera swoje ręce po dwóch stronach mojego ciała. Napina mięśnie. Zagryza wargę. Odchyla głowę.
Czy ja widzę anioła?
W jednej chwili racjonalne myślenie odchodzi, bo chce mi pokazać co znaczy prawdziwy seks… I znów przyspiesza zatapiając twarz w mojej szyi ssąc skórę na niej.
-Przyspiesz jeszcze…- mówię mu do ucha, na co po kilku pchnięciach, podczas których jęczę głośno, czuję, jak jego ciało drży, a oddech jest szybszy i urywany. Swoją dłoń kładę na jego plecach, a drugą na karku przyciągając go.
-Harry, czy ty?- pytam na bezdechu.
-Tak, Kylie, ale nie martw się…- mówi mi do ucha i kładzie kolana na pościeli, swoją prawą dłoń wsuwa pod moje plecy i umiejscawia ją na kości ogonowej. Unosi mój tułów lekko do góry i dzięki temu, czuję go jeszcze lepiej, do takiego stopnia, że idzie zwariować.
-O Boże!- krzyczę, gdy tempo jest zawrotne, jęk Harry’ego wypełnia cały salonik  i gdy ucisza się zatrzymuje się na kilka sekund, by złapać oddech. Unosi twarz z moich włosów i uśmiecha się jeszcze ciężko oddychając.
-Jeszcze ty…- mówi cicho, a ja aż się boję myśleć, co zaraz zrobi. Unosi mnie jakbym znów ważyła 5 kg i kładzie na brzuchu. Prosi, bym uniosła tułów i opierała się na kolanach i prostych rękach, momentalnie wbija się we mnie regularnym, ale przyjemnym tempem. Czuję, że chcę więcej, więc staram się poruszać także, razem z nim.
-Jesteś mocna, Ky…- mówi nachylając się nade mną.- Holly miała orgazm przede mną…
-Proszę, nie mów mi o tej dziwce, tylko spraw, że też się uśmiechnę, tak jak ty wcześniej…- mówię cicho zagryzając wargę.
-Robi się…- mówi i przyspiesza. Moje myśli, moje ciało są poturbowane przez dobry, boże jaki dobry, zajebisty seks. Najlepszy w moim życiu… Pomagam Harry’emu, a gdy ten uderza mnie w pośladek – nie mocno, ale to robi, dostaję jakiegoś dziwnego przyspieszenia i zaczynam odczuwać ciepło rosnące w moim ciele. Wyciągam ręce przed siebie, wtapiam twarz w jego pościel i utrzymując uniesione pośladki czuję ogarniające mnie dreszcze. I on to też czuje…
-Przyjemnie, prawda?- pyta mnie do ucha i myślę, że zauważa z jaką siłą ściskam jego poduszkę.
Nie odpowiadam, a po kolejnych pchnięciach, które sprawiają, że jest innym człowiekiem - ogarnia mnie jakby wstrząs i padam bezsilna.
Oddycham ciężko i nie mam siły otworzyć oczu, jedyne co słyszę to swój oddech i bose stopy Harry’ego na panelach, skrzypnięcie szafki i znów jego bose stopy. Nie wiem ile tak leżę… Naga, wyciągnięta na jego „łóżku” nie mająca siły.
-Kylie wejdź pod kołdrę…- mówi mi do ucha, po czym składa mi pocałunki na plecach.- Zmarzniesz…- dodaje.
Unoszę głowę i schodzę z łóżka. Nie jestem świadoma, że stoję przed nim naga, a on mnie obserwuje, jestem tak padnięta, że muszę jak najszybciej otulić się poduszką. Gdy to robię, Harry kładzie się obok i zakłada kosmyk moich włosów za ucho. Otwieram oczy delikatnie i spoglądam na niego. Przybliżam się lekko i dotykam jego twarzy.
-Harry…- szepczę. -…szkoda, że tyle to odkładałam…- mówię mu i całuję jego usta.
-Nie ma za co…- mówi cicho i przykrywa mnie szczelnie. Przytulam się do niego i zasypiam.

***


Coś czuję, że sporo was czekało na takie rarytasy! Chyba odpowiednio zakańczamy 2016 rok!😇😈❤

Moje drogie w nadchodzącym 2017 dużo, dużo wytrwałości, radości, spełnienia marzeń i zrozumienia!😇


PS. Zdałam dziś prawko😎😎

A dziś życzę Wam miłego czytania!!!❤