21 października 2016

Rozdział 8



Odpuszczam sobie jeden dzień od szkoły, by spędzić go z siostrą, idziemy na wspólne zakupy, plotkujemy, wspominamy... Hailey na ze mnie niezłą polewkę i trochę mnie nie rozumie, Harry wie, że śpiewam, a chciałam to ukryć przed ludźmi, to nie jest ich interes, a nuż zaczną węszyć i znajdą tatę, wtedy wiele rzeczy się zmieni...
-Za bardzo się przejmujesz... mówi buszując pomiędzy wieszakami.
-Hails, dlaczego akurat on?- marudzę.
-Ogarnij się Kyle... Myślę, że pod skórą głupka jest coś więcej... Poza tym, czy ja Ci mówiłam, że tańczyliście ze sobą?- mówi, jak gdyby nigdy nic. Wstrzymuję oddech i biegnę do siostry mało co, nie wywracając wieszaków.
-Co Ty powiedziałaś?!-piszczę z przerażenia.
-Nie mówiłam Ci? Nie sikałam tak długo, tylko stałam i patrzyłam, jak on z Tobą tańczy, a Ty wyglądałaś, jak siódmym niebie Kylie.
-O Jezu...- mówię cicho siadając na półce z bluzkami.
-Nie wiem, kiedy podszedł, ale chyba gdy tylko poszłam na siku... Nie pamiętasz, że z nim tańczyłaś?
-Hailey nie zatańczyłabym z nim nigdy... Ten jeden przed twoim powrotem, czyli Harry...- wzdycha cicho.-...świetnie tańczył, miał poczucie rytmu i był taki subtelny, a ja takich lubię...
Hails uśmiecha się znacząco, a ja ją trzepie po ramieniu wieszakiem.
-A wiesz, co Ci robił, gdy Was zauważyłam?
Odwracam się do siostry w oczekiwaniu na coraz większe załamanie mnie.
-Co robił?
-Miałaś odchyloną szyję na bok, a on miał przy niej usta, albo Cię całował, albo smyrał nosem... Ale Ty co najważniejsze miałaś dłoń w jego włosach i miziałaś go...
-Boże! Hailey, dlaczego nie zareagowałaś?!
Moja siostra się śmieje, a ja patrzę na nią spod byka.
-Powiem Ci czemu... Bo wyglądaliście razem ekstra, ogarniasz? Wyglądaliście jak podczas gry wstępnej przed ostrym seksem...-mówi pewnie, a dwóch chłopaków w naszym wieku uśmiecha się do nas znacząco. Mierzę Hailey.
-Jezu nienawidzę Cię...
-Jeszcze mi kiedyś podziękujesz...- mówi Hails łapiąc za nasze wieszaki. Idziemy do kasy, a potem na obiad do Nando's niedaleko centrum handlowego.
-Swoją drogą on ma kogoś?- pyta Hailey, podczas gdy ja głośno pociągać słomką końcówkę mojego soku.
-Twierdzi, że dziewczyna, z którą wszyscy go łączą, jest jedynie do ruchania...
-Serio?
-Nie znam go dokładnie, byłam na jego domówce kilka dni temu i rozmawiałam z nim i wydał mi się nienajgorszy, ale wiesz zakolegowałam się z dziewczyną, którą zna Ci dobrze i wie, jak traktuje kobiety. Plotki mówią, że miał dziesiątki lasek, ale to dziwnym trafem została dłużej...
-Nie wiesz plotkom Kylie... skąd wiesz, że to na przykład nie będzie miły chłopak?
-Bo jak dla mnie, ma zbyt wygórowane ego...- mówię.
Siadamy przy stoliku.

(...)

Harry
 
Wieczorem siadam na kanapie i nie mogę się wyzbyć ogarniającego mnie zastanowienia, dlaczego nie było jej dziś w szkole. Do tej pory nie opuściła ani jednego dnia... Pytała o nią Eleanor, Alana, Mike... Zastanawiam, czy to aby nie jest moja wina, że wtedy z nią zatańczyłem, jak zatańczyłem... Może się jakoś dowiedziała...
Włączam Instagrama, którego posiadam do śledzenia modelek i ulubionych zespołów. Kylie Jenner dodaje jedno na które klikam podwójnie nie zwracając zbytniej uwagi, co na nim jest. Ale blondynka dająca buziaka jej w policzek zdaje się bardzo podobną do... dziewczyny od Kylie, ale tej drugiej...
Hailey Baldwin... Wchodzę na jej konto kwestia kilku skrolowań i znajduję konto Kylie, ale ma niestety prywatne, za to blondynka jest modelką i to wcale nie zła...
To ciekawe, skoro Hailey zna Kylie Jenner, w takim razie Kylie też musi ją znać. Wchodzę na konto KJ i szukam zdjęcia z Bennington... Znów kwestia kilku skrolowań, mają razem zdjęcie, jak Kylie siedzi na kolanach drugiej i mają głupkowate miny.
Coś czułem, że ta niepozorna dziewczyna, skrywa jakiś sekret.
Przypominam sobie adres, który spisałem z telefonu Gary'ego, nie mam co robić, więc w ciągu sekundy decyduję się, by zobaczyć, czy to aby jest właściwy adres. Narzucać kurtkę i czapkę i wsiadam do auta. Droga zajmuje mi 20 minut, ulica, na którą dojeżdżam, jest trochę z dala od centrum, na całkiem ładnym osiedlu... Parkuję po drugiej stronie ulicy, widząc pod budynkiem jej auto. Jestem ciekaw które okno należ... W jednym pali się światło i przemierza go dziewczyna w kucyku, wiem, że to ona bo rozpoznaje ją po proporcjach ciała... Zaraz drugą do niej dochodzi i jedna podskakuje. Ta druga wygina się do tyłu od śmiechu, a potem przytulają się. Szukam innych zdjęć Kylie na Instagramie, ale nie mogę ich znaleźć... Krzywię się na smsa od Holly: "Będziesz dziś?" Właściwie nie ma jej rodziców... Dobra... Odpalam auto...
"Jestem w drodze..."
W czasie drogi schodzę z postami dalej i stwierdzam, że Kylie ma zajebiste cycki, na miarę tych Jenner...
Jestem prawie pod domem Holly, gdy dzwoni do mnie Ron, jeden z gitarzystów The Rough. Odbieram zaznaczając, że nie mam zbytnio czasu... Ale to, o czym mi mówi, sprawia, że czuję się wbity w fotel.
-Każdy ma swoje kurwa zdanie, a Ty niewiadomo z czego cieszysz mordę...- mówię.
-"Styles ma laski, po to by się z nimi pieprzyć i on też nie ma żadnej wartości. Dla niego kobieta to przedmiot, gdzie może się spuścić i być happy... On wykorzystujący, manipulujący, żałosny..."- cytuje znów.
-Spierdalaj Ron!- mówię i marszczę brwi.
Jeden z chłopaków w The Rough spotkał Kylie i El w restauracji i usłyszał, jak ona się o mnie wypowiada... Nie ukrywam, że to co powiedziała, nie należało, do czegoś, co ot tak przyjmę... to nieprawda, że miałem dziesiątki lasek, wcześniej może kilka, a teraz śpię tylko z Holly... czy naprawdę wykorzystuję ją tylko do seksu? Jej słowa dają mi do myślenia i porządnie mnie wkurza tym, jak mnie oceniła... 

(...)
Kilka dni później czekamy przed szkołą na autokar, który zawiezie nas na lotnisko. Kątem oka patrzę na Kylie, którą bez makijażu i w dresach przyszła, ma ze sobą małą walizkę i rozmawia z Eleanor i Alaną... Holly po ostatniej nocy i ostatnich kilku pod rząd przynosiła się do mnie jak mucha do gówna i za cholerę nie chce się odczepić. Gdy jej mówię, żeby poszła na chwilkę do Nancy, bo ta siedzi sama wreszcie odchodzi, a podchodzi do mnie Mike.
-Hazz co się stało? Od kilku dni chodzisz jakiś dziwny, uciekasz...
-Wszystko jest ok, Mike...
-Na pewno? Bo zauważyłem także, jak patrzysz na Kylie... Zacząłeś z nią gadać, a teraz przesta...-mówi, ale mi przerywam.
-Kim ona jest, żeby o niej gadać cały czas, odwal się ode mnie...-mówię trochę zbyt głośno, przyciągając tym samym niepotrzebne spojrzenia. Wiadomo czyje.
Clice wychodzi ze szkoły i zaczyna sprawdzać obecność. W momencie gdy kończy przyjeżdża autokar, do którego wszyscy się pakujemy... Podczas przejazdu na lotnisko nasza wychowawczyni mówi o zasadach funkcjonowania, zachowania, o której jest cisza nocna, co mamy w planach... Zajmuje to równe 30 minut i kończy, gdy dojeżdżamy na Heathrow. Tam wszyscy idziemy do bramek, odprawy i przechodzimy tunelem do samolotu. Kylie ani razu nie spojrzała w moją stronę, ani słowem się nie odezwała... 

Kylie
"Mam to głęboko gdzieś, myślałam, że on rzeczywiście się zaczyna ogarniać, ale skoro on wali fochy z niewiadomo czego, to ja mam wywalone..."- piszę do Hailey, gdy tylko lądujemy w Rzymie.
"Patrzył w samolocie na mnie tak, jakbym mi co najmniej matkę zabiła..."
"Nie wiem w takim razie co mu się mogło stać..."- piszę mi Hailey.
"Jadę do hotelu, więc odezwę się później."
Chowam telefon w torebce i staję koło Eleanor, Clice tłumaczy nam wszystko a propos godzin posiłków i mówi, że za godzinę mamy obiad w restauracji hotelowej, a w tym czasie mamy się ogarnąć, zaklepujemy pokoje i na Mike nieszczęście mamy ten naprzeciwko Holly i obok Harry'ego.
Rzucam się na jedno z łóżek zmęczona podróżą.
Alana opowiada Eleanor, co warto zobaczyć w Rzymie, gdzie jest najładniej itp. Rozmawiamy o sprawach bieżących i zastanawiamy się nad tym, czy wyjazd będzie rzeczywiście tak udany, jak byśmy chciały. Rozpakowujemy się i odpisuje mamie na sms-a, że po powrocie z Rzymu przylecę na kilka dni do LA. El wyciąga paczkę papierosów i staje w progu tarasu, podpala i pali.
-Nie wiedziałam, że palisz...- mówię.
-Niestety nałogowo...- mówi.
-Czemu nie widziałam Cię nigdy, tam gdzie palą?
-Bo zawsze przed szkołą i od razu po szkole zapalam...- mówi zbliżając kopcącego peta do ust.-Wolę, żeby mnie nikt nie widział...
-Rozumiem... Od kiedy?
-Od roku...- mówi.- A Ty palisz?- pyta.
-Okazyjnie zdarza mi się...- mówię, a El się uśmiecha.
Alana czyta nam coś z przewodnika Eleanor, co nas zainteresowuje, czyli najlepsze kluby w mieście.
-Szkoda, że Clice nas nie puści...- mówię.
-Jest do ublagania, poza tym, jak będzie z nas zadowolona to nas puści...- mówi Alana.
-Może poznamy jakiś włoskich przystojniaków...- mówi El.
-Ty już masz jednego...- mówi Alana, na co zaczynam się śmiać.
-Ten Jordan jest taki przystojny!- mówimy równocześnie, na co El się śmieje i puka się w głowę.
Wkrótce musimy schodzić na dół na obiad w restauracji hotelowej. Okazuje się, że wszyscy już tam siedzą i po otrzymaniu posiłków zaczynają jeść. Siadamy w trzyosobowym stoliku i kelner przynosi mam spaghetti... oczywiście cóż by innego.
Cały czas czuję się dziwnie, jedząc rozmawiając, jakbym była w centrum czyjejś uwagi.
-Ale Hazz tu patrzy...-mówi Eleanor.
I wszystko wiadomo.
-Co za dziwny facet... Bardzo dziwny...-wzdycham cicho i utwierdzam się w przekonaniu, jak głupią jednostką jest mężczyzna.
-Ma jakiś problem?- pyta El.
-Żebym to ja wiedziała Eleanor, naprawdę, żebym ja wiedziała...- mówię i dokańczam jedzenie bez przerywania.
Clice oświadcza, że dziś wieczór spędzamy w pokojach, a jutro o 9:00 jest śniadanie, potem idziemy zwiedzać. Szczerze mówiąc jestem zmęczona i mimo tego, że nie jest jeszcze późno to postanawiamy w trójkę szybko pójść spać. W drodze do windy Lewis proponuję nam spotkanie i nich w pokoju, bo przemycili alkohol w walizkach. Odmawiamy tym razem, ale kto wie co będzie później. Wracamy do pokoju.

(...)
-Moi drodzy spójrzcie na przedstawione tu rodzaje starożytnych kolumn, w całym Rzymie jest ok. 1000 zachowanych w stanie dobrym do takiego stopnia, by widzieć przedstawione na nich zdobienia, wykonywane jeszcze przez starorzymskich rzeźbiarzy.- mówi przewodnik, a Clice ucisza mnie i Mike'a, który parodiuje słowa wymawiane przez niego.
-A może on Ci się podoba?-mówi, na co parskam śmiechem i pukam się w głowę.
-Uważaj, bo ja Ciebie zacznę podejrzewać Michael.- szepczę.
-Myślisz? Bo mnie to starsze się nie podobają...
-Czy ja mam jakieś dowody na to?- pytam.
Mike zamyśla się i spogląda na mnie.
Clice idzie przodem, a my zostajemy trochę w tyle, chłopak wyciąga z rękawa e-papierosa i zaciąga się.
-Chcesz?- pyta.
-Jaki smak?
-Grejpfrutowy...- mówi, na co kiwam głową.
Harry odwraca się, gdy biorę ustnik do ust i wypuszczać dym.
-Dobre...- mówię.
-Palisz? Zrobiłaś to jak nałogowiec.
Chichocze i kręcę głową przecząc.
-Zdarza mi się tylko okazyjnie...
Clice znów nas ucisza, a ja wywracam oczami.

Harry
Spoglądam na nią kątem oka czując, że Holly wplata palce między moje, ale nie mogę się ocknąć i to mnie wnerwia. Że Kylie mimo tego, że powiedziała o mnie, to co powiedziała, to wciąż jest w niej coś intrygującego. Widzę, że Mike na mnie patrzy, więc odwracać wzrok, ale wciąż słyszę jej szept. Wycieczka posuwa się do przodu, a Nancy porywa Holly na słowo, zostaję sam i rzucam okiem na jedno z dzieł, które opisywał przewodnik.
-Hazz odpuść...- mówi Mike.
-Co? O co Ci chodzi?
-Patrzysz się na nią, jakbyś chciał jej zrobić krzywdę...
-Nie, Mike... Mam na nią wywalone, tak dobrze sobie radzi między ludźmi, to jeszcze ja mam jej udzielić swojej uwagi?
-Dziwię się tobie, trzymasz się cały czas z Holly, a ona nie jest taka, jak myśleliśmy, wydało mi się, że zaczynacie się lubić...
-…nie wciąż jej nie lubię, poza tym ona dla mnie nic nie znaczy i ona też mnie nie lubi…
-Czyżby?- mówi Mike, a ja od razu przenoszę na niego wzrok.
-Nie ważne. Nie obchodzi mnie to.- kończę.
Mike patrzy na mnie ze zrezygnowaną miną i wywraca oczami widząc Holly.
-Odpuściłbyś ją sobie może, co? Zadajesz się z totalną debilką… A nie chcesz zadawać z fajnymi ludźmi… Daleko tak nie zajedziesz…
Prycham cicho, a Mike idzie do Lewisa, kątem oka spoglądam na Kylie, która patrzy w podłogę i przygryza w zastanowieniu wargi.
-Harry zrobimy sobie zdjęcie?- pyta Holly.
-Nie.- mówię.- Nie lubię zdjęć.
-Ale Harry, powiesiłabym sobie nad łóżkiem…
Kylie, która pojawiła się nagle obok nas śmieje się i lekko trąca mnie ramieniem, bo pcha się do przodu. Zaraz, czy ja widzę stringi pod jej dżinsami?
-Harry! Mówię do ciebie.- czuję, jak szlag mnie trafia, łapię Holly za nadgarstek i mówię jej prosto w oczy, że nie zrobię z nią zdjęcia.
-Jesteś dziś jakiś dziwny…- mówi dziewczyna i obrażona idzie do przodu.
-Jezu…- mruczę pod nosem. Przyspieszam kroku i dołączam do Mike’a, który zachęcającym uśmiechem daje mi do zrozumienia, żebym podszedł. Rozmawiam z Jordanem, który strasznie patrzy na dziewczyny, które w trójkę się z czegoś śmieją.
-Wiem, że Kylie jest ładna, ale zachowaj resztki godności i nie oblukuj jej tak…- szturcham Jordana.
-To nie Kylie, to Eleanor mi się podoba…- mówi i wychyla głowę, by widzieć, co patrzą na telefonie.
-El?- pytam zdziwiony.
-Nie uważasz, że jest ładna?- pyta mulat.
-Nie no, nigdy nie patrzyłem na nią tak, El to El…- mówię wzruszając ramionami.
-Zagadam dziś do niej może…- mówi.- A tobie się Kylie podoba?- pyta mnie.
-Jest ładna…- mówię.
-Już „typowe Holly” nie podobają ci się?- pyta Jordan z uśmieszkiem na ustach, na co szturcham go.
-Jeżeli dziewczyna jest ładna to przyciąga spojrzenia… - mówię.
Wychodzimy z muzeum i Clice prowadzi nas na obiad do jednej z restauracji. Zamawiamy wszyscy pizzę, a gdy nauczycielka odchodzi na bok Mike zaczyna coś mówić o piciu wieczorem.
-Dziewczyny dziś chętne?- pyta.
-Chętne?- pyta Alana znacząco, a Kylie patrzy na nią także znacząco, El uśmiecha się i kiwa głową.
-Tak…- mówi.
-Będzie ciekawie…- mówi Mike.


***
Miłego!

14 października 2016

Rozdział 7



Siadam w ławce koło Eleanor i Alany i odpisuję Hailey, żeby uważała na siebie. Zostawiłam jej auto, by mogła załatwić kwestie w domach mody, gdzie ma mieć pokazy, a potem po mnie przyjedzie. Lekcje zaczynamy dziś późno, a kończymy też późnym popołudniem, postanowiłyśmy pójść do jednego z klubów, by usiąść przy drinku i pogadać, a także poruszać bioderkami. Chichoczę do telefonu i chowam go, gdy Clice wchodzi do klasy.
-Nim rozpocznę temat o depresji u człowieka, mam informację od pana Dyrektora...- mówi trochę niepocieszona.
-W wyniku losowania, wasza klasa została wyznaczona do zorganizowania balu kończącego szkołę, więc tańce, koncerty, załatawiacie wy...
Klasa zaczyna się śmiać, a nauczycielce nie jest do śmiechu.
-Nie wiem, czy to takie zabawne...- mówi.
-Oj pani profesor, czemu się pani przejmuje...- mówi Mike.- Tyle razy wychodziliśmy z opresji, że nie zliczymy...- mówi.
-Prawda, ale to jest bardzo ważne zadanie...- mówi Clice.- Mam nadzieję, że zepniecie tyłki i dacie radę to ogarnąć... Będę wam mówiła wszystko na bieżąco... A teraz proszę o zebranie esejów i przechodzimy do lekcji. Wychowawczyni bierze do odpowiedzi jednego z chłopaków, który siedzi w pierwszej ławce... Nawet nie wiem, jak ma na imię... A potem lekcja leci swoim tokiem, nauczycielka mówi o projektach, a ja zaczynam się zastanawiać, że współpraca z Harry'm może nie być aż taka zła, jak myślałam, po rozmowie z nim, zaczynam widzieć pozytywne strony i mam nadzieję, że on także... Mam swoje osobiste zdanie o nim, ale w pewnych momentach nie jest aż tak zły. Odwracam się i spoglądam na Holly, która... Ech... Ma cycki na wierzchu i piłuje paznokcie patrząc w stronę Harry'ego, odwracam wzrok na niego, ale on nie zdaje się być zainteresowany, leży na ławce podpierając łokciem brodę i kreśli coś w zeszycie. Nagle przestaje poruszać długopisem i podnosi wzrok na mnie, odwracam szybko wzrok i uśmiecham się.
-Gadałaś wczoraj z Harrym?- pyta El.
Kiwam głową.
-Czemu pytasz?- pytam ją, a ona wzrusza ramionami.
-Rozmawialiście normalnie?
-Tak...- chichoczę.- Wiesz, on może i jest dziwny, ale ma odpały, gdy mądrze mówi...- szepczę spoglądając w jego stronę. Na jego ustach jest widoczny łobuzerski uśmiech, ale nie patrzy w moją stronę.
-Popisywał się z gitarką... Dobrze słyszałam?- pyta mnie El.
-Nie... To byłam ja...- uśmiecham się szeroko.
-Co?- El robi wielkie oczy.
-Umiem grać na gitarze Eleanor...- mówię.
-Ale jak profesjonalista?- pyta mnie.
-Nie wiem, czy to była pełna profeska...- wzruszam ramionami, a ona się uśmiecha.
-Zazdroszczę...- mówi, a wtedy Clice zwraca nam uwagę. Po raz kolejny odwracając wzrok na Harry'ego, ten patrzy mi prosto w oczy lekko zmrużonymi oczyma, wzrokiem pełnym zastanowienia oraz lekkim uśmiechem na twarzy.
Po dzwonku, który o świadczy o końcu lekcji, pakuje książkę i zeszyt do torby i rozmawiając z Alaną, która się przeziębiła wchodzimy we trzy z klasy. Odłączam się od nich i idę do swojej szafki, mijam Gary'ego, który zaczyna mnie obserwować, gdy kroczę koło niego. Otwieram szafkę i podskakuje przestraszona, gdy ktoś dotyka mojego ramienia, odkładam książkę i spoglądam za siebie.
-Czemu tak na mnie patrzysz?- pyta ciekawie.
-Nie patrzę na ciebie...- mówię odwracając wzrok do szafki.
-Oj patrzysz...- mówi chichocząc.
-Nie mam co robić, tylko na ciebie patrzeć... Mam naprawdę mnóstwo rzeczy do roboty, aniżeli patrzeć na ciebie Harry...- mówię sięgając po swoje notatki na lekcję Huntera.
-Ty chcesz mnie zaciągnąć do łóżka...- mówi, a ja unoszę brwi zaczynając się śmiech.
-Nie dojdzie do tego...- mówię mu, a on zaczyna się śmiać.
-Patrzyłaś się na mnie, jakbyś chciała, żebym cię piep...- mówi, a ja zatykam mu usta. Łapię się sama na tym czynie, który sprawił, że stoję teraz znacznie bliżej Harry'ego, odsuwam dłoń od jego ust.
-Sorry...- mówię i zamykam szafkę.
-Gdzie tak biegniesz...- mówi za mną.-...uciekasz?
-Nie, tylko mamy teraz lekcję , Hunterem i chcę poczytać notatki...- mówię, na co wzrok chłopaka staje się bardziej przerażony.
-Mamy teraz Huntera?- pyta i zabiera mi z dłoni notatki, na co cicho wzdycham.
-Tak i oddaj mi je.- wystawiam rękę oczekując zwrotu.
-Nic się nie uczyłem...- mówi szybko i przewija kartki.
Na drugie piętro idziemy w ciszy, a wszyscy ludzie, którzy nas mijają zdają się być zdziwieni, Harry w książce, a ja obok niego...
Mój telefon dzwoni i jest moja siostra.
-Znalazłam inny klub...- mówi, zanim powiem ''halo?".
-Jaki?- pytam.
-Telly's Tee... Klub karaoke...
-Karaoke?- pytam Hails, a ona zaczyna się śmiać.
-Wiesz, jak uwielbiam karaoke.- mówi głosikiem, który bardzo prosi.
-No wiem, wiem... Dobra... Przyjedziesz po mnie?- pytam.
-Będę punktualnie i zrobimy rozróbę na parkingu...- mówi, a ja zaczynam się śmiać.
-Załóżmy, że ci się uda...- mówię jej, a ona chichocze i rozłącza się.
Dzwonek świadczy o rozpoczęciu kolejnej lekcji. Wchodzimy do klasy i gdy rozsiadam się na niewygodnym krześle Hunter wchodzi ze swoją stuletnią teczką, niesamowicie zdartą i zniszczoną. Uczę się z podręcznika, a Harry jak zahipnotyzowany wodzi wzrokiem po zapisanych przeze mnie literach. Mężczyzna siada na fotelu mrucząc coś pod nosem nt. dzisiejszej młodzieży, oraz braku kultury. Nauczyciel sprawdza naszą obecność i jak zwykle bierze do odpowiedzi jednego z uczniów.
-Styles!- mówi Hunter, a Harry przeklina pod nosem.
-Masz okazję do poprawienia ostatniej jedynki... Więc powiedz mi na czym polega filozofia Platona w antyku?
Wzdycham cicho widząc zakłopotaną minę Stylesa. Klasa gada szeptem między sobą, a Hunter ich uspokaja.
-Nie wiesz...- uśmiecha się pod nosem i zatacza kolejne koło wokół ławek w naszej sali.
-A kwestia jego idei odbicia idealnego świata jest ci znana?
Wiem, wszystko wiem i czytał o tym chwilę temu, nic nie pamięta?
-Szkoda czas na pana, panie Styles. Ocena znana.
I przechodzi do lekcji... Ech szkoda mi go.
Szkoda bardzo. Bo ma minę, jakby miał zaraz zacząć płakać.
Po dzwonku zatrzymuję go i daję mu mój zeszyt.
-Zrób sobie zdjęcia, czy kopie i zacznij się uczyć...- mówię mu, a on lekkim uśmiechem dziękuje mi.
Pod koniec ostatniej lekcji dostaje mms-a ze zdjęciem Hailey, przy moim aucie. Gdy dzwoni dzwonek, pędzę po swój płaszcz i pośpiesznie idę do drzwi, tam trafiam na Harry'ego z Garym, Styles pyta, na kiedy ma mi przynieść notatki, rzucam, że na za dwa dni... Potem bez słowa zbiegam po schodach szkoły. Moja siostra stoi oparta o maskę i piszę sms-y.
-Hails!- krzyczę, czym ją straszę.
-Boże, jak dobrze, że ja już skończyłam szkołę, tak mi sie nudziło bez ciebie, siostro...- mówi i witamy się buziakiem w policzek. Obok nas przechodzą Harry i Gary, obydwoje z papierosami w ustach.
-Kupiłam sukienkę na dziś...- mówi, gdy wsiadamy do auta.
Na krótką chwilę, wzrok  mój i Stylesa spotyka się ze sobą, patrzy z lekkim uśmieszkiem i mówi coś do Gary'ego.
-Czemu oni się tak patrzą?- pyta Hailey zapinając pas na miejscu pasażera.
-Jeden się we mnie zakochał, drugi to jego kumpel, ten co śpiewa w zespole, co załatwiałam studio u Matty'ego, mówiłam ci...
Hailey podnosi wzrok.
-Fajny jest ten co się w tobie zakochał...- oblukuje Gary'ego Hails.
-Nie patrz się na nich...- mówię, na co ona zaczyna się śmiać.
-Ale i tak nasi kalifornijscy chłopcy są ekstra...- mówi śpiewnie i szuka czegoś w torbie.
Odpalam auto i wrzucam bieg. Spoglądam na Hails i ta ciągle patrzy na Gary'ego, mina Stylesa, który się śmieje mnie przyprawia o zażenowanie zachowaniem siostry. Gary uśmiecha się lekko i napina mięśnie.
-Jezu, przestań!- mówię, a ona zaczyna się śmiać.
Szybko odjeżdżam widząc w lusterku wzrok Stylesa wypuszczającego dym.
Głęboki, ujmujący wzrok, przez który prawie nie wjeżdżam w auto przede mną.

(...)
Wieczorem z ręką na sercu czuję niezłe podekscytowanie... Ubieram się kusą sukienkę do połowy ud, z poziomym pasmem na piersiach. Do tego zakładam szpilki i prostuję włosy. Robię mocniejszy makijaż i maluję usta hibiskusową szminką. Hailey ma na sobie kombinezon koronkowy, wysokie botki na obcasie i kucyka... Wyglądamy obłędnie... Taksówka zawozi nas do Telly's Tee i z tego co przeczytałam na internecie nie jest to tylko klub karaoke, odbywają się tam normalne imprezy wieczorne, ludzie spędzają czas przy drinkach, a w ramach atrakcji co godzinę jest karaoke i śpiewa jedna osoba... Wchodzimy do środka i siadamy w jednej z loż, gdy podchodzi do nas barman, zamawiamy drinki...
-Tak się cieszę, ze tu jestem...- mówi Hails na co szeroko się uśmiecham.
-Brakowało mi ciebie...- mówi, a ja stwierdzam to samo.
-Masz tu jakieś koleżanki?
-Tak, są dwie, z którymi się trzymam dziewczyny naprawdę bardzo w porządku...
-A ten loczek? I mięśniaczek?- pyta Hailey łapiąc za drinka przyniesionego przez barmana. Wywracam oczami.
-Nic mnie z nimi nie łączy...- mówię.
-Serio? Bo ten loczek wyglądał, jakby zainteresowany tobą...- mówi i dotyka ustami słomki.
-Tyle razy proponował mi seks, że nie uwierzysz...- Hails wytrzeszcza oczy.
-Co ty dajesz...
Chichoczę.
-Stwierdził, że jestem bardzo zestresowanym człowiekiem i zasługuję na odpowiednią formę rozluźnienia...- mówię.
-Ale ty z nim... Coś...- mówi nieskładnie Hailey, ale rozumiejąc jej sens, szybko kręcę głową przecząc.
-Nie... Co ty...- mówię.
-A ty z kimkolwiek tu?
-Nie... Od ubiegłego roku z nikim nie spałam...- mówię.
-Od czasów Kurta "Magic Mike'a"?
Zaczynam się śmiać i kiwam głową. Kręcę słomką w te i we w te, po czym ssę trochę drinka.
-A ten mięśniak? On coś do ciebie miał?
-Tak, otwarcie wyznał mi, że mnie kocha po 2 tygodniach...
-Odważny hoho...- mówi Hails pod nosem, a ja się z nią zgadzam.
Po wypiciu tych drinków i jeszcze kolejnych pięciu drinków idziemy tańczyć i tam jak zwykle użuwamy naszej stałej metody przyciągania chłopców... Tańczymy we dwie na środku łapiąc się za dłonie, czasami za biodra, a tym przyciągamy cały klub wokół nas... Czasami śmieszy mnie to, ale czasem to jest ekstra... Poruszamy biodrami w rytm muzyki czując spojrzenia mężczyzn na sobie...
-Idę do toalety...- mówi mi do ucha Hailey, na co przystaję, czując jak jeden z chłopaków podchodzi bliżej i łapie mnie za biodra tańcząc.

Harry
Jak dobrze, że tu przyszedłem, jak dobrze... Jak dobrze, że Bernie wyszedł... Nikt nie widział jeszcze tego, co ja miałem okazję obejrzeć. Co ja aktualnie widzę... I... Wow...
Barman podaje mi piwo, a ja obracam się i patrzę cały czas na pijaną Kylie poruszającą się wśród tłumu chłopaków. Barman pyta mnie o coś, ale że go nie słucham proszę o powtórzenie.
-Fajna, nie?- mówi barman.- Tamta dziewczyna...
Kiwam głową.
-Przyszła tu z przyjaciółką...- mówi.
-Nie...- uśmiecham się.- To jej siostra...- mówię.
-Znasz je?
-Tak, chodzę z tą czarną do jednej klasy w liceum...- mówię pociągając kolejnego łyka piwa.
-Zazdroszczę... Ona nie jest stąd, prawda?- pyta.
-Nie, krew kalifornijska...- mówię, a barman reaguje, jakby wszystko było jasne...
Dopijam łyka i widzę, jak jeden z mężczyzn obejmuje ją w biodrach i tańczą bardzo blisko siebie, czuję w środku nagłą ochotę, żeby wkroczyć w tłum... Jest ciemno... Nie pozna mnie... Wstaję z hokera i jeszcze raz się zastanawiam... Ale czy zrobię to Gary'emu? Czy powinienem?
Spoglądam w tłum i gdy Kylie zarzuca włosami i tańczy już z dwoma chłopakami, w ciągu ułamka sekundy każę barmanowi odłożyć moje piwo i zaraz wrócę. Wchodzę między tłum tańczący na parkiecie i dochodzę do środka, jeden z nich się ulatnia, a zaraz i drugi wraca na swoje miejsce, gra nowa piosenka i wkraczam, ona odwraca się tyłem, więc łapię ją za biodra i przysuwam się bliżej... To czego doświadczam to nowe przeżycie, całkiem kompletnie nowe... Inne... Choć miałem tyle dziewczyn, to cholera żadna nie tańczyła tak jak ona... Czuję jak rytm przemawia przez jej biodra, jak jej włosy się kołyszą.

Kylie
Ten chłopak jest ciekawszy i bardziej ruchliwy, czuję jego biodra i najlepsze to to, gdy jego dłonie chodzą od mojej talii aż do bioder przyciągając je bliżej siebie. Odchylam głowę w drugą stronę i czuję na szyi jego spokojny oddech... Spokojny, równomierny, przyjemny... Wykonuje mną obrót, tak, że nie zauważam jego twarzy, nie wiem kim jest... Wraca do poprzedniej pozy i jego duże dłonie biegną po moich żebrach j zmierzają ku piersiom, ale zatrzymują się tuż pod nimi. Nasze ciała poruszają się idealnie w rytm muzyki i jestem pewna, że wyczuwa to... Znów czuję jego oddech na szyi...

Harry
Z uśmiechem wdycham zapach jej perfum, które są fantastyczne, naprawdę fantastyczne... Jej dłoń dotyka mojej szyi i wbija w nią paznokcie, delikatnie... Moje dłonie pozwalają sobie delikatnie iść w górę, więc, gdy osadzają się na piersiach jej dłoń wplata się między moje włosy, lekko za nie ciągnie. Zastanawiam się nad zrobieniem kroku dalej, zastanawiam się, czy nie dotknąć ustami jej obojczyka, ale akurat wtedy kończy się piosenka i z łazienki wychodzi Hailey, ulatniam się szybko i wracam do baru, tam barman patrzy na mnie znacząco i dokańczam piwo.
-Widzimy nowe twarze w Telly's Tee, może najlepiej bawiąca się Pani zdecyduje się na karaoke...-uśmiecham się pod nosem, Kylie kręci głową, a Hailey ją pcha do przodu... widzę, że się zestresowala, wchodzi niepewnie na podest i losuje utwór... Dokładnie widzę, jak zamyka oczy, gdy widzi tytuł piosenki.
-Trochę zwolnimy, ale zaraz wrócimy do dawnego rytmu, więc się nie martwcie... To będzie Kylie w wykonaniu "Jump" Rihanny...
I zaczyna śpiewać. Powtarzam...
I to kurewsko dobrze, marszczę oczy i przyglądam, jak delikatnie porusza się w rytm muzyki, jak dobrze idzie, jak czysto i barwnie śpiewa, jaką charakterystyczną na zadziore w głosie... W momencie fragmentu z "Pony"- Ginuwine wygląda tak świetnie, tak seksownie... i dobrego to rytmiczne podtańcowywanie...
Mało tego, że dobrze śpiewa to robi jeszcze tak piekielnie świetne wrażenie swoim wyglądem, że Wy czytelniczki, tego nie ogarniecie... z ręką na sercu przyznam, jak wielu mężczyzn przyszło N parkiet i jestem ciekaw ile złoży jej propozycje randki, czy wymienienia numeru...
Dziewczyna kończy, a klub wraca do zabawy... ja natomiast patrzę, jak blondynka podskakuje i wtula się w jej siostrę. Siadają w loży i rozmawiają. Zerkam co chwilkę w ich stronę,  gdy zauważam,  że blondynka spogląda w moją stronę, a zaraz po niej Kylie, ta szybko się odwraca i zniża się na skórzanym fotelu... Chichocze pod nosem i puszczam oko do Hailey, a ta szeroko się uśmiecha. Mówi Kylie coś, a ta opiera głowę o stół...
Płacę za piwo i wychodzę specjalnie przed ich stolikiem...

****
Kylie + Harry, czy do czegoś dojdzie? :D