9 grudnia 2016

Rozdział 15



Stukam palcami o gałkę skrzyni biegów i wyglądam za swoje okno, czekając, aż Kylie przydzie do auta. Jedziemy bowiem zobaczyć płyty winylowe, które ją tak interesowały. Mrużę oczy przed słońcem, który dziś świeci mocno dając prawdziwą wiosnę, szukam okularów i nakładam je na nos, gdy słyszę trzask drzwi od budynku, gdzie mieści się jej mieszkanie. Szukanie obcasów dobrze świadczy. Otwiera drzwi i wsiada do środka z wydekoltowanym podkoszulkiem i narzuconą na siebie dżinsową kurtką.
Spoglądam na nią znad okularów, a ona się uśmiecha swoje układając na czole.
-Hej...- mówię jej, na co ona odpowiada tym samym i przybliża twarz, by dać mi buziaka w policzek. Zastanawiam się przez ułamek sekundy, czy to jej policzek pocałować, czy może te piekielne usta, które wczoraj dane mi było kosztować. Wybieram usta. Muskam je, a ona odskakuje jak oparzona z uśmiechem i uderza mnie ręką w ramię.
-Wstydziłbyś się...- mówi mi, a ja zaczynam się śmiać i ruszam.
-To Ty byś się wstydziła...- mówię jej.
-Czego niby?- pyta.
-Wczoraj macałem twoje cycki, a Ty przychodzisz z takim dekoltem...- mówię, a ona od razu spogląda w dół i poprawia koszulkę.
-Może przez twoją pasję w macaniu moich cycków przesadziłeś z siłą, bo bolą mnie...- mówi cicho.
-Jedno słowo i mogę Ci je wymasować...- mówię jej, a ona chichocze pod nosem.
Stajemy na światłach, a ona siada trochę po ukosie.
-Masz kaca?- pytam ją, na co spogląda na mnie.
-Trochę boli mnie głowa, ale bez przesady.- mówi.- Jestem szczęśliwa, bo sądząc po ilości alkoholu jaką wypiłam i tego, że nie pamiętam niczego od czasu naszej rozmowy o imprezie we Włoszech to powinnam leżeć i kwiczeć.- stwierdza, a ja zaczynam się śmiać. Ruszam na skrzyżowaniu i skrecam w lewo.
-Nie ukrywam, że bardzo mi się spodobałaś pijana...- mówię jej, a ona podnosi wzrok.
-Bo dałam ci pomagać moje cycki?- unosi brwi chichocząc.
-Cycki cyckami, Kylie, ale Ty chciałaś się ze mną przespać...- mówię spoglądając na nią.
Mina jej rzednie, na co zaczynam się śmiać.
-Żartujesz prawda?- mówi.- Harry żartujesz?- pyta ponownie.
-Dotykałaś mnie i było Ci przykro, że Ci odmówiłem...
Kylie burczy pod nosem i ściąga z głowy czapkę.
-Boże, jaka kompromitacja...- mówi cicho, a ja zaczynam się śmiać. Kładę jej dłoń na nodze i mówię:
-Nie martw się, mnie też trochę poniosło, Ty mnie poniosłaś... Ale ten seks, który został mi obiecany może być w zamian za dzisiejszą przysługę...- mówię z szerokim uśmiechem.
-Oj przestań...- krzyżuje dłonie na klatce piersiowej i lekko się uśmiecha.
-O nie, nie... Ja jeszcze będę się z tobą bzykał... Zobaczysz...- mówię z szerokim uśmiechem.-...i co najważniejsze. Będziesz to pamiętała...- mówię jej, a ona oblewa się rumieńcem.
Kylie podgłaśnia lecący w radiu Linkin Park.
-Lubisz ten zespół?- pyta mnie, na co uśmiecham się pod nosem.
-Uwielbiam i AC/DC, którzy są u mnie na 2. miejscu. Znasz ich?- pytam ją, a ona uśmiecha się pod nosem.
-Tylko trochę...- mówi po chwili.
-W takim razie zapoznam Cię z ich muzyką, jest wartościowa...- mówię jej, a ona kiwa głową w zrozumieniu.
Jedziemy dalej i słucham, jak Kylie podśpiewuje ich piosenkę, która wyszła kilka dni temu.
-Znasz to?- pytam ją zdziwiony.
Ona spogląda na mnie.
-Um... Moja sąsiadka ciągle tego słucha...- mówi cicho i zaczyna spróbować posty na jakimś portalu internetowym.
Zapada między nami cisza, która przerywana jest cichymi brzmieniami gitary elektrycznej. Spoglądam na nią ukradkiem kątem oka, ale nie zauważa tego, jest zaabsorbowana swoim telefonem.
-Widziałem twoje zdjęcie na Instagramie…- mówię po chwili.
-I jak? Podoba ci się?- pyta unosząc wzrok znad telefonu.
-Pytasz o zdjęcie, gdzie widać ci biust, to oczywiste, że tak…- mówię jej i wyciągam z paczki jednego papierosa.-Mogę zapalić?- pytam ją, na co kiwa głową.
-Ja nie wiem, co dziś jest w facetach…- burczy pod nosem.
-O czym mówisz?- pytam wypuszczając dym za okno.
-Patrzycie tylko na cycki i dupę… Nie macie w ogóle wrażliwości, nie liczy się charakter…- mówi Kylie.
Zaczynam się śmiać, ale przyznaję jej rację, bo ją ma. Ja sam łapię się na tym, że komplementuję to, jak wyglądają te dwie UWIELBIANE przeze mnie części ciała. Aczkolwiek u Kylie zwróciły moją uwagę szczególnie. Pośladki w kształcie podobnym do serca, jędrne, wyćwiczone, a piersi – pełne i jak wczoraj zauważyłem idealnie pasujące do moich sporych dłoni. To świadczy o miseczce, jaką ma ta dziewczyna.
Kylie kończy swój monolog o dzisiejszych facetach i pada na fotel.
-Jesteś słodka, jak się denerwujesz…- mówię jej, na co ona podnosi na mnie wzrok i uśmiecha się lekko.
-A ty potrafisz słodzić…- mówi cicho.- Ale dzięki…
Dojeżdżamy na miejsce, które mieści się na przedmieściach Londynu, dzwonię do domofonu i tam odbiera gruby, hardy głos, gdy tylko mówię, kto przyjechał drzwi się otwierają i schodzimy do piwnicy. Właściciel tego sklepu to znajomy mojego ojca z czasów studiów i jako mały chłopak przyjeżdżając do Londynu spędzałem czas z nim w jego sklepie. Właściwie nie jest to prawdziwy sklep, raczej miejsce, gdzie kolekcjonowane są płyty winylowe z możliwością kupna.
-Harry, jak miło cię widzieć…- mówi Harvey i wita się ze mną silnym uściskiem dłoni. Kylie staje obok mnie i przedstawiam ich sobie. Mężczyzna znając moją naturę – ten co, kocha kobiety ponad wszystko – uśmiecha się pod nosem, pewnie sądząc, że to moja kolejna zdobycz.
-Czego szukacie?- pyta nas, a ja spoglądam na Kylie, która wyciąga telefon i oznajmia, że potrzebuje KISS Destroyer, Joan Jett Up Your Alley oraz The Stranger Billy’ego Joela.


Unoszę brwi słysząc ciekawe pozycje, a sam Harvey także jest zdziwiony spogląda na mnie i mówi, byśmy mu pomogli, bo wydaje mu się, że ma, ale nie jest pewien. Tak więc rozpoczynamy poszukiwania. Przeglądamy naprawdę mnóstwo płyt, rozmawiając przy tym o wszystkim dookoła. Kylie jest pochłonięta szukaniem, ale też tym, że odnajduje coraz to lepsze krążki.
-Jak ty to robisz?- pytam ją, gdy znajduje drugą płytę The Beatles. Biorę w dłoń zniszczone opakowanie i z uśmiechem przyglądam się mu.
-A ja wiem…- wzrusza ramionami z uśmiechem. Odwróciła już z tego wszystkiego czapkę daszkiem do tyłu i szuka dalej. Zaczyna ją to coraz bardziej kręcić.
-Jeju, tutaj są naprawdę skarby…- mówi pod nosem, na co Harvey się śmieje.
-Zobacz, jak ona się tu dobrze czuje...- mówię Harvey'owi i ten uśmiecha się szerzej i idzie obsłużyć klient.

-Kto by pomyślał, że takie coś mi się spodoba...- mówi Kylie, a ja podchodzę do niej. Dziewczyna znajduje jakąś płytę, którą chowa za sobą. Obraca się do mnie przodem lędźwiami opierając się o półkę. Podchodzę bliżej niej i opieram się o półkę przybliżając do niej twarz.

-Gdzie zamierzasz tego słuchać?- pytam ją.
-Przecież to nie dla mnie…- mówi z uśmiechem.
-A jest tu coś, co kupiłabyś sobie?- pytam ją, a ona unosi oczy do góry w zamyśleniu.
-Może EP-kę Joan Jett z „I Love Rock&Roll”?- mówi cicho, na co się uśmiecham. -Właściwie po co ci to wiedzieć?- pyta mnie, a ja się uśmiecham.
-Bo cały czas Cię poznaję...- odpowiadam jej, a moja odpowiedź chyba jej się podoba.-Tak więc, gdzie zamierzasz słuchać muzyki z tych arcydzieł?- pytam ją mając na myśli ogrom dyskografii w tym sklepie.
-Może na gramofonie?- pyta.
Zaczynam się śmiać.
-Wiesz, ile one mogą kosztować? Albo w ogóle może ich nie być...- mówię jej odgarniając kosmyk włosów.
-Harry na takie rzeczy nie można patrzeć tak negatywnie... Trzeba mieć zakodowane pozytywne myślenie.- uśmiecha się szeroko.
Kręcę głową z uśmiechem i przybliżam lekko swoją twarz do jej.
-Chcesz mnie pocałować, gdy jestem trzeźwa?- pyta poruszając śmiesznie brwiami.
-Oczywiście, że tak... Chce, żebyś pamiętała ten pocałunek.- mówię jej przybliżając swoje usta do jej.
-Ale tak przy ludziach?- czuję ciepły oddech na swoich wargach i czekam, aż przestanie gadać.
-Co kogo oni obchodzą...- mówię i wpijam się w jej usta z dużą siłą, ale i jednoczesną delikatnością. Ona się uśmiecha cały czas i przez to, nie mogę jej całować.
-Widzę, że muszę Cię troszkę pokusić, żebyś była poważna, ale zrobię to w aucie...- mówię jej i biorę kilka płyt, które chce kupić i Kylie bierze swoje także.
Kupujemy i stwierdzamy, że pojeździmy po antykwariatach, może uda nam się kupić gramofon. Wracamy do auta, Kylie chowa swoje płyty w torebce i siada wygodnie, sięga po pasy i zapina je.
Przyglądam się jej, a ona się uśmiecha. Robi to dziś wyjątkowo często.
-Zahaczymy o te trzy, które wypisał nam Harvey. Są obok siebie właściwie, więc się rozdzielimy i sprawdzimy. Oki?- pytam ją.
Kiwa głową i robi mi zdjęcie.
-Kylie... Nienawidzę zdjęć...- mówię jej.
-Przy mnie musisz się do tego przyzwyczaić...- odpowiada nie zwracając  na mnie uwagi.
-A Ty nie możesz się odzwyczaić?- pytam ją, na co ona przenosi wzrok na mnie.
-Lubisz zdjęcia, które wstawiam na IG?- pyta mnie, na co bez namysłu odpowiadam jej twierdząc.
-Więc masz odpowiedź na poprzednie pytanie...- mówi.
Jako, że te dwa z trzech antykwariatów są po drugiej stronie miasta jedziemy prawie godzinę, stając prawie na każdych światłach.  Jedziemy pustą drogą, która jest osiedlową, bo jedyne co widać dookoła to domki rodzinne.
-Ale pięknie zachodzi, prawda?- pyta Kylie, a ja dopiero wtedy zauważam zachodzące słońce.
-Mhm...- mruczę i skręcam ku antykwariatowi w miasteczku, które pojawiło się 10 km dalej. Sprawdzamy, ale niestety w żadnym ze sklepów nie ma gramofonu, spotykamy się przy aucie i gdy Kylie wychodzi ze swojego robi smutną minkę.
-W twoim też nie ma?- pyta mnie, a ja kiwa głową krzyżując ręce na torsie. Dziewczyna idzie ku mnie i staje metr ode mnie, zapada między nami cisza w czasie której spogląda mi w oczy swoimi brązowymi, ba prawie czarnymi oczami, które już dawno przykuły moją uwagę. Tę chwilę ciszy i upojenia przerywa mój telefon. Kylie spogląda na kieszeń, gdzie go mam, wzdycham cicho i wyciągam go z kieszeni. Okazuje się to być moja siostra.
-Dasz mi chwilkę?- pytam Ky, a ona kiwa głową i mówi, że pójdzie do knajpki obok i kupi nam po hot-dogu. Uśmiecham się i odbieram.

Kylie
Odwracam się do tyłu i spoglądam na Harry’ego, którego wyraz twarzy nie jest pozytywny. Zaraz zaczyna gestykulować i dotyka palcami kości nosowej.
-Halo… Przepraszam…- mówi ekspedientka, a ja gwałtownie odwracam głowę w jej stronę i uśmiecham się lekko.
-2 hot dogi proszę…- mówię jej, po czym ona wbija w kasę.- I może jeszcze po dużym napoju… 2x Pepsi.- kiwa głową i podaje cenę, płacę jej i czekam na zamówienie. Spoglądam na jego smutną twarz, odpala papierosa, którego wypala do połowy i idzie w moją stronę. Odpisuję Hailey na sms-a i blokuję telefon. Wchodzi przez drzwi uruchamiając dzwoneczki i podchodzi do mnie, staje obok i przygląda mi się.
-Jak to jest Kylie, że dziewczyny, które są szlachetne, kochające i dobre zawsze trafiają na facetów, którzy je krzywdzą…- mówi mi, a ja patrzę na niego nie wiedząc co odpowiedzieć. Nie chcę go zapytać, kto dzwonił, bo to nie moja sprawa, ale z drugiej strony chciałabym mu jakoś pomóc.
-Tak jest bardzo często…- mówię mu po chwili.
-No właśnie… To jest najgorsze, że one są tak zakochane, że nie potrafią się zbuntować.- Harry wzdycha cicho, a gdy ekspedientka przynosi nasze zamówienia - uśmiecha się lekko unosząc kąciki jego ust. Dziękujemy jej i wychodzimy. Siadamy na ławce przed knajpką, tak by na siebie patrzeć.
-Nie wiem, co mam ci powiedzieć, wiesz?- mówię mu cicho opuszczając wzrok na kubek napoju, a on znów robi się bardziej smutny.- Ja nigdy ani nie byłam w takiej sytuacji, ani nikt mi bliski, więc…
Opuszcza wzrok na swojego fast-food i grzebie widelcem w surówce, ja pociągam
-To dobrze, dla ciebie, Ky… Bardzo dobrze. A mówię ci o tym, bo moja siostra jest właśnie w takim toksycznym związku od dwóch lat. Liam strasznie ją traktuje, bije, szantażuje, wyzywa, a ja nic kurwa nie mogę zrobić…- mówi Harry, a ja przyglądam mu się, robi mi się bardzo przykro.-… raz, kiedy interweniowałem nie odzywała się do mnie przez 2 miesiące i co gorsza, Liam wtedy uderzył ją mocniej, za to, że mi powiedziała. Wcale tego wtedy nie zrobiła, widziałem po siniakach.
-Dlaczego od niego nie odejdzie?- pytam H.
-Powinna to zrobić rok temu, ale ona go tak bardzo kocha. Boże, kochała się w nim od liceum… Nigdy tego nie rozumiałem. Teraz opuszcza zajęcia na studiach, bo nie chce, by ludzie widzieli ją poobijaną.
-Porozmawiaj z nią… Może niech jej przyjaciółka z nią porozmawia…- mówię.
-Ona i ja robiliśmy już wiele… Ale ona nikogo nie słucha.

(…)
Jest już zupełnie ciemno, gdy Harry zatrzymuje się pod moim budynkiem.
-Przepraszam, że na koniec takiego udanego popołudnia podjąłem taki temat…- mówi cicho.
-Nie przepraszaj…- uśmiecham się lekko, odpinam pas i podkurczam kolano.-… jestem dobra w wysłuchiwaniu ludzi…- opuszczam głowę, na co Harry cicho chichocze.-… a gdy mówi ci to Hailey Baldwin to jest to święta prawda…- wtóruję mu chichotem. Po czym cichnę i spoglądam mu w oczy.- …dziś było super, naprawdę…- mówię mu, a on się lekko uśmiecha.
-Nie mówisz tego z grzeczności?- unosi brew.
-Nie mówię, przyrzekam…- mówię dosadnie kładąc dłoń na mostku.- Bałam się trochę tego naszego spotkania, takiego dłuższego…- Harry uśmiecha się.-… i nie pod wpływem alkoholu…- dodaję, na co zaczyna się śmiać.-… nie wiedziałam czego się spodziewać, ale nie żałuję, że pojechałam z tobą… było super…- dodaję.
-Cieszę się i mam nadzieję, że będzie okazja to większej ilości takich spotkań. – mówi Harry, na co się uśmiecham i zapada między nami chwila ciszy.
-Będę już szła…- mówię po chwili i przysuwam twarz, by dać mu buziaka w policzek. Muskam go i odsuwam się powoli, on uśmiecha się lekko i otwieram drzwi, by wyjść, wysiadam i zamykam drzwi.
-Kylie?- woła mnie i spoglądam na niego przez okno.
-Dziękuję…- mówi cicho, na co uśmiecham się szeroko.
-Do zobaczenia Harry…- mówię mu i nagle coś mi się przypomina.
-Harry?- mówię, na co on ponownie otwiera okno.
-Słucham?
-Jeżeli chcesz mogę ci pomagać w nauce…- mówię, na co on uśmiecha się szeroko.-Ale nie będę miała na sobie kusej spódniczki, za małej bluzki i zerówek na oczach…- wyliczam, na co on zaczyna się śmiać.
-Przyjmuję propozycję, aczkolwiek będę na pewno więcej skupiał na nauce niż Tobie…- mówi, na co się śmieję.
-Szczerze to chyba lepiej…- mrugam do niego prawym okiem i idę ku drzwiom mieszkania.


***
I jak? Komentujcie! Dajcie znać, co sądzicie :D

2 grudnia 2016

Rozdział 14






-Kylie, zanieś proszę to pismo do Pana Huntera...- Clice podaje mi kartkę, na co wstaję z ławki.
Kiwam głową i wychodzę z klasy. Poprawiam spodnie, które mi się przekręciły, kucam, by zawiązać sznurówkę od moich nowych Yeezy i idę do przodu przez korytarz. Pukam w drzwi i z uśmiechem wręczam pismo Hunterowi, ten dziekuje i dodaje, że czekał na nie. Wracam do klasy, gdzie siadam na miejsce i minutę później wchodzi spóźniony Harry. Podnoszę na niego wzrok. Poza lekką rano na brwi i lekko opuchniętym okiem. Gdy wchodzi przenosi wzrok na mnie i mamy kontakt wzrokowy przez sekundę, potem opuszczam głowę w dół.
-Harry, czy wszystko w porządku?- pyta Clice, a on szybko odpowiada, że tak.
Słyszę szepty Mike’a i Jordana. Rozmawiają, podczas, gdy mamy pisać notatkę z podręcznika, nie mam głowy do tego, żeby to robić. Cały czas myślę o wczorajszym wieczorze, o tym, czego jeszcze nigdy nie doświadczyłam podczas seksu, a doświadczyłam pocałunkiem z Harrym. To było… fantastyczne. Pełne emocji, uczuć, miłości i kurde, wtedy czułam, że chcę go poznać „bliżej”. Boże pragnęłam tego, jak dawno niczego nie chciałam. Jednocześnie – bronię się przed wejściem czegoś, nie chcę być uzależniona i czuć tęsknotę, dlatego wolę trzymać dystans. Ale czy moje ciało mi na to pozwoli?
Dzwoni dzwonek i wtedy też pakuję się i szybko wychodzę z sali. Wpadam przez przypadek w grupkę ludzi będąc zamyślona, zmierzam ku mojej szafce, by zmienić podręczniki i właściwie za godzinę mam wychodzić na lunch, ale nie ma ani El, ani Alany, więc postanawiam zostać w szkole.
-Unikasz mnie…- słyszę za sobą i zaraz osobnik opiera się o szafkę obok.
-Nie unikam cię…- mówię.
-To czemu wystrzeliłaś jak torpeda z klasy?- unosi brew.
-Bo chciałam zdążyć przed tym, jak uczn…- mówię, na co prycha.
-Proszę cię…- mówi.- Przyznaj unikasz mnie… Czemu? Przez wczoraj?
Wzdycham cicho.
-To, co się stało wczoraj, nie miało żadnego znaczenia…- mówię cicho.
-Tak sądzisz?- pyta mnie, gdy ja szukam notatek, stając na palcach.
-A jest inaczej?- przenoszę wzrok na jego osobę.
-A nie jest? Widziałem, jak wczoraj patrzyłaś na mnie, jak się całowaliś…- mówi, a ja zatykam jego usta. Uśmiecha się i oblizuje mi dłoń, na co odrywam ją z obrzydzeniem. Wycieram o spodnie i spoglądam znów na niego.
-Chciałaś seksu, ale twoje głupie granice wszystko zniszczyły…- mówi Harry.
-Jestem po prostu rozsądna…- mówię.
-Ta…- burczy pod nosem. -…kiedyś z tego zrezygnujesz…- dodaje po chwili.
Puszczam to mimo uszu i zamykam szafkę.
-Zabieram cię na lunch… i… Nie możesz odmówić…- mówi przybliżając twarz do mojej twarzy.
-A co jeśli ja nie chce?- krzyżuję dłonie na piersiach, a jego wzrok od razu idzie w dół.
-Nie obchodzi mnie to… Idziesz ze mną i koniec… I nie nakładaj tak rąk… Ograniczasz je…- mówi zaczepnie o moich piersiach.
-Nie pójdę z tobą…- mówię i chcę odejść, gdy on łapie mnie za dłoń i przyciąga do siebie, tak, że moja twarz jest cm od jego.
-Pójdziesz… I po tej lekcji wsiadamy do mojego auta i pojedziemy gdzieś kilka ulic dalej…- mówi cicho, podczas gdy ja podziwiam malinową barwę jego ust.- …i jeszcze jedno… nie kręć tak biodrami, bo ja już wiem do czego cię mogę doprowadzić samymi pocałunkami Kylie…- mówi i muska mnie lekko w nos i idzie – jak sądzę na papierosa.Idę pod kolejną salę, gdy na korytarzu moją uwagę przyciąga Holly, która stoi z Nancy i bardzo uważnie mi się przygląda. Siadam na ławce i powtarzam sobie materiał, jednocześnie sprawdzając IG i komentując filmik, który dodała Kylie, gdy razem jechałyśmy na zakupy do Calabassas . Z uśmiechem oglądam go kilka razy, wspominając jak miło spędziłam czas z siostrą i przyjaciółką. W tym samym czasie dostaje wiadomość od Eleanor, że jest chora, a Alana pojechała do dziadków, bo obchodzą 50-lecie małżeństwa, przyjmuję to do wiadomości i blokuję telefon. Kilka minut później Harry siada obok i patrzy co robię…
-Nie odpychaj mnie…- mówi jakby był pokrzywdzony.
-Muszę trzymać dystans, bo za bardzo się przybliżysz…- mówię mu, a on się zaczyna śmiać.
Odblokowuję telefon i włączam przeglądarkę internetową.
-Czego szukałaś?- pyta mnie.
-Niczego ważnego…- mówię, na co on wywraca oczami.
-Kylie…- zaczyna. -…proszę mi powiedzieć, może jakoś będę mógł ci pomóc…- mówi.
-Harr…- zaczynam, ale on od razu mi przerywa.
-Dawaj go.- mówi i w ciągu ułamka sekundy wyrywa mi telefon.
-Płyty winylowe?- mówi spoglądając w ekran. –Kolekcjonujesz?
-To dla Hailey, ona ma masę tych płyt i bardzo jej się podobają… Zastanawiałam się, czy tutaj są jakieś, ale mapa żadnych nie odnotowała…- mówię.
-Ja znam mężczyznę, który ma sklep z płytami winylowymi… Mogę cię tam zabrać jutro…- mówi oddając mi telefon.
-Serio?- pytam z uśmiechem, na co on uśmiecha się także.
-Jasne…- wzrusza ramionami, jakby to było dla niego nic. -…ale pod warunkiem, że…
Wywracam oczami i krzyżuję dłonie na piersiach.
-…że na lunchu nie będziesz marudzić…- mówi, na co uśmiecham się i kiwam głową.
-Super…- uśmiecha się.
(…)
Na lunchu rozmawiamy o muzyce, Harry próbuje ode mnie wyciągnąć coś nt. tego dlaczego nigdzie się nie udzielam, a także po kim mam może talent, potem rozmawiamy o koncercie, a właściwie próbie przed koncertem, na który jestem zaproszona jako jedyna.
-Pamiętasz, gdzie masz przyjechać?- pyta, na co po raz kolejny recytuję mu adres.
-Przyjedź taksówką, może wypijemy po drinku…- uśmiecha się stojąc na światłach.
-Ok…- uśmiecham się, po czym odchrząkam cicho.- To ładny klub?
-W określone dni to normalny klub, a w piątki jest to rockowy klub, więc dlatego nas zapraszają.
-Odpicuję się…- mówię pod nosem.
(...)
I wychodzi mi to naprawdę . Nakładam szpilki i zawiązywany czarny płaszcz. Poprawiam rzęsy i wysyłam tylko snapa KJ i Hailey, która zaraz pisze do mnie SMS, gdzie się wybieram. Opowiadam jej wszystko jadąc na dół windą. Uśmiecham się do starszego ochroniarza i wsiadam do taksówki, która zaatakowała koło mojego autka. Mówię kierowcy adres, a ten rusza i jedzie. Hailey pisze, że jestem jak prawie jego dziewczyna, skoro zaprosił mnie, na co krece głową śmiejąc się.
"Jesteś głupia."- piszę jej.
Droga zajmuje mi jakieś 20 minut, gdy staję przed ładnym klubem, przed którym stoi ochroniarz. Płacę za taxi i wysiadam. Ochroniarz mówi, że klub jest zamknięty, ale daję mu kartkę z klubu, że mogę wejść. On się lekko uśmiecha i otwiera mi drzwi.
Wchodzę więc do środka. Słyszę rozmowę Gary'ego i Josha, a Harry stoi tyłem. Uśmiechają się lekko, chociaż Gary robi to bardzo niepewnie, ale wiem jedno już obczaił mnie od góry do dołu. Jeden z barmanów pyta, czy zabrać mi płaszcz, więc daję mu go i narzuca torebkę na plecy. Wypatruję H, ale zauważam go dopiero, gdy rozmawia z Kenny'm, który mnie też nagrywał. Mężczyzna na początku mnie nie poznaje i gdy jednak jest pewien, że to ja - macha do mnie zwracając uwagę Stylesa, na moją osobę.
Kenny przytula mnie mocno i stwierdza, że za bardzo jestem obnażona i powie tacie, na co daje mu kuksańca w żebro.
-Co ty robisz?- pyta mnie.
-Przyszłam posłuchać White Eskimo.- uśmiecham się do Harry'ego, który patrzy na mnie zahipnotyzowany.
-Ach tak! W końcu Ty załatwiłaś im studio...
Kiwam głową.
-Swoją drogą, kiedy Ty byłaś trochę poumilać mi czas swoim głosem?- unosi brew krzyżują ręce na torsie.
Zaczynam się śmiać i szukać wymówki.
-Kenny to wszystko przez szkołę!- mówię śmiejąc się.
-Dobra, dobra, taką wymówkę to sobie gadaj tym, którzy Cię nie znają mądra głowo...- mówi szturchając mnie ramieniem.
-Kenny...- mówię przeciągając, na co on zaczyna się śmiać. Sekundę później mężczyzna spogląda za siebie i widzi wołającego go, jak sądzę, kolegę - wspólnika.
-Ja was zostawię na chwilkę...- mówi i odchodzi. Odprowadzam go wzrokiem i gdy już znika mi z oczu, wracam do Stylesa.
Odrzucam włosy do tyłu.
-Wow...- mówi cicho.
-Co mówisz?- pytam.
-Wyglądasz kurna jak milion dolarów.
Uśmiecham się szeroko i dziękuję mu. Jego oczy świdrują po moim ciele, przez co bardzo dziwnie się czuję. Uśmiecha się pod nosem i burczy coś do siebie.
-Fajnie, że jesteś...- mówi po chwili mierzwiąc swoje włosy.- Nie ukrywam, że zależało mi, żebyś była...- dodaje, na co się uśmiecham.
-To miłe z twojej strony...- uśmiecham się.
Podnoszę na niego wzrok i zaczynam mu się przyglądać.
-Wystroiłeś się dziś...- mówię z szerokim uśmiechem.
-Co? Niee...- mówi lekko się czerwieniąc.
- Nawet masz trochę żelu na głowie...- zatykam lekko usta, by nie zacząć się śmiać.
-Kylie...- mówi zaczynając chichotać.
-Ale wyglądam dobrze, prawda?- pyta.- Tak zależy mi na robocie tutaj...
-Wyglądasz super...- mówię mu opierając się o ścianę.
-Mam nadzieję, że to jakoś pomoże by dostać angaż.- dodaje cicho.
-Kenny to profesjonalista, Harry... Będzie patrzył jak grasz i śpiewają...- mówię mu klepiąc go lekko po ramieniu.
-Wolę, żeby na to patrzył niż na widoczki, bo to może potem świadczyć o jednym...- mówi znacząco, na co zaczynam się śmiać.
-Ma żonę... Więc się nie martw.- uśmiecham się
Gary woła Harry'ego, by się przygotowywał.
-Chodź Cię przytulę na szczęście...- mówię mu nieprzemyślając trochę tego i przyciągam go do siebie. On wtula się w moje włosy i czuję, jak wdycha perfumy, które ostatnio zmieniłam. Po chwili odsuwa się i uśmiecha się szeroko.
-Gdzie usiądziesz?- pyta.
-Przy barze, żeby mieć dobry widok...- uśmiecham się szeroko, a on odwzajemnia.
-W takim razie idę.- mówi, na co życzę mu powodzenia.
Z dziwnym uczuciem idę ku barowi, bo rozmowa dziwnie się nie kleiła. Dlaczego? Nie mam pojęcia, może to przez dzisiejszy stres dla Harry'ego to sprawił. Kenny siada obok mnie i prosi barmana i drinka dla mnie i siebie.
-Jest dobry...- mówi do mnie, mając na myśli H.
-Wiem o tym, jest cholernie utalentowany, muzyka jest dla niego życiem.- mówię znajomemu.
-Czemu nie śpiewa solowo? Był w jakimś programie?- pyta Kenny.
-Wydaje mi się, że solówka go nie kręci. A program? I Harry? To coś opozycyjnego. Nie wyobrażam sobie, żeby uczestniczył w takiej grze jak showbiznes. Nie znam go na tyle, ale wydaje mi sie, że jest człowiekiem, który kocha muzykę za muzykę, a nie za kasę, jaką zarabia.- mówię, na co Kenny się uśmiecha.
-Jesteście w początkowej fazie ze sobą?- pyta mnie, na co zaczynam się śmiać i przeczę kręcąc głową.
-Kenny...- mówię.-...to tylko mój kolega...
Mężczyzna robi minę, jakby mówił: Ta, na pewno. Zaczynam się śmiać i popijam drinka, który zresztą jest pyszny. Chłopaki zaczynają od swoich starych piosenek, ale po 30 minutach, puszczają coś, co lubię, ten typ tekstów i muzyki.
-To jest nasz najswieższy utwór: Navigate Me.- mówi Gary.
Na sam tytuł podnoszę wzrok i przyglądam się H. który zresztą mruga do mnie oczkiem. Uśmiecham się szeroko do niego.
Navigate me through your body, navigate me
Navigate me through your body, navigate
I love the way you tug on top of me
So navigate me
Navigate me through your body, navigate me
Navigate me through your body, navigate
I love the way you tug on top of me
So navigate me through your body
I jego wzrok wbity prosto moje oczy, kuszące oczy, kuszący wzrok, cień pożądania, ciekawości. Ojej chyba alkohol zaczyna działać... Czuję wewnętrzne dreszcze i nie mogę się ich pozbyć, ale dziwnie mi z tym dobrze, bardzo dobrze, przyjemnie. Sączę kolejnego łyka i ocieram lekko usta cały czas nie odrywając wzroku od niego. Powtarza znów ten sam refren, jeszcze intensywniej mnie obserwując, co, ja pierdziele. Podoba mi się. Coraz bardziej. Wypijam jednego niebieskiego shota i proszę o jeszcze jednego i drinka z colą. Barman patrzy na mnie zdziwiony, ale dziś, chcę się poczuć swobodniej, chce zapomnieć o granicach. Wypijam drugiego i pociągam słomką za drugiego. Piosenka się kończy i głośno im biję brawa, razem z Kenny'm, który jest pod sporym wrażeniem.
-Mówiłam Ci, że są zajebiści...- mówię mu, a on kiwa głową. Chłopaki się zbierają, a Harry podchodzi do mnie i uśmiecha się szeroko.
-I jak?- pyta mnie, na co uśmiecham się.
-Jak myślisz! Było ekstra, a Ty w siebie nie wierzyłeś...- mówię mu, na co się uśmiecha.-Dobrze nam dziś poszło...- mówi Harry, a
Ja postanawiam pójść do toalety, Harry śmieje się, że upiłam się w 45 minut.
Puszczam to mimo uszu, bo kontaktuję, tylko stałam się weselsza. Tam korzystam z toalety i poprawiam makijaż. Po chwili wychodzę, a w klubie panuje hałas, Harry przytula Josha w męskim uścisku i gdy widzi mnie podbiega i z tego wszystkiego bierze mnie na ręce.
-MAMY TO!!!- krzyczy, na co ja się śmieje.
-Mówiłam, że będzie ok...- mówię, a on zaraz stawia mnie na podłodze.
-Dziękuję Kylie...- mówi i przytula mnie mocno.
-Cała przyjemność po mojej stronie.- mówię i odwzajemniam uścisk. Jestem zdziwiona, że chłopaki tego nie oblewaja, a co lepsze, po 20 minutach rozmowy wychodzą tłumacząc się innymi planami. Josh bierze gitarę Harry'ego i zabiera ją do swojego garażu. Ja siadam jak wcześniej na hokerze i rozmawiam jeszcze trochę z Kenny'm. Harry do nas podchodzi i staje obok mnie.
Harry
-Harry powiedz jej coś!- mówi Kenny, a Kylie zaczyna się śmiać. Jest bardzo wesoła, wręcz śmieje się byle z czego.
-A o co chodzi?- pytam patrząc w jej wesołe oczy.
-Kenny chce, żebym zaśpiewała...- dziewczyna się śmieje.
-I dlaczego się nie zgadzasz?- pytam ją zdziwiony.
-Jak to dlaczego?- Kylie patrzy na mnie zdziwiona.-Nie chcę...- obrusza się z uśmiechem.
-W tej chwili na scenę!- śmieje się Kenny.- Nie wybaczę ci, jak się nie zgodzisz.- dodaje.
-I ja też tak zrobię...- mówię jej, na co ona zaczyna się śmiać.
-Jesteście okrutni.- wycedza z uśmiechem i zaraz wstaje z miejsca. Idzie ku scenie, gdzie rozkładają się muzycy, którzy grają. Staje przy mikrofonie i mówi do niego, że nawet nie jest rozśpiewana. Ale gdy mówi chłopakom tytuł piosenki uśmiechają się. Zaczynają, a ona z uśmiechem podchodzi do mikrofonu i zaczyna - anielskim głosem, który podsycony jest amerykańskim akcentem. Na początku się do mnie uśmiecha, ale przy drugiej zwrotce wymiata
(notka od autorki: pisałam to w zamyśle o akustycznym coverze Madilyn Bailey - Fancy) i czuje tę piosenkę, podryguje i podrywa głos. Uśmiecham się widząc jej uśmiech gdy odkłada mikrofon. Dziękuje muzykom, a co oblukują ją od góry do dołu, podchodzi tanecznym krokiem do nas, a Kenny mocno ją ściska i gratuluje jej występu, co zaraz po nim robię ja. Zostajemy w uścisku i zdaje mi się, że jej to nie przeszkadza. Spogląda na Kenny'ego i słucha, jak on się śmieje, że jak była mała to grała w szachy w studio, gdy jej tata nagrywał - wtedy też Kylie robi się dziwnie speszona i ucina temat. Nie chce rozmawiać o swoim tacie...
-Chcesz gdzieś wyskoczyć? Niedaleko jest fajny klub...- mówi, gdy Kenny odchodzi z pretekstem załatwienia jednej sprawy ze wspólnikiem. Kylie uśmiecha się szeroko na moje pytanie, więc odwzajemniam ten uśmiech i czekam na jej odpowiedź.
-Jasne, że chcę! Chodźmy...- mówi i sięga po swój płaszcz, który leży na drugim hokerze. W tym samym czasie, ja sięgam po swoją kurtkę i narzucam ją na plecy, gdy dziewczyna jest gotowa - łapie mnie za palce, na co spoglądam na nią zdziwiony. Ona nie zwraca na to uwagi, tylko idzie ku drzwiom.
-Nie widziałem cię pijanej… Prócz wtedy we Włoszech...- mówię jej, na co ona chichocze. Podążamy chodnikiem, a klub, który jest naszym celem jest dwie przecznice dalej.
-Naprawdę?- unosi śmiesznie brwi, pyta zdziwiona.
-Naprawdę…- uśmiecham się.- Ale pasujesz mi taka…- dodaję, co przykuwa jej uwagę.
-Różnię się od takiej mnie, trzeźwej?- bełkocze.
-Jesteś bardziej śmiała…- mówię mając w zamyśle nasze splecione dłonie.
-To dobrze, prawda? Najczęściej, gdy jestem pod wpływem fajnie się całujemy…- mówi jak gdyby nigdy nic, a jej słowa działają na mnie pozytywnie.
-Masz rację…- mówię jej uśmiechając się pod nosem, po czym wskazuję, że skręcamy w lewo.
-Wiesz… Mam wrażenie, że jesteś zbyt trzeźwy…- mówi po chwili, na co zaczynam się śmiać.
-Czemu tak uważasz?- pytam ją.
-Bo…- przeciąga. -…ja też lubię, jak jesteś bardziej wesoły… wtedy całuje się nam jeszcze lepiej…- kręcę głową śmiejąc się z niej.
-Ile ty dziś wypiłaś, Kylie?- pytam ją, na co ona chichocze.
-Nie powiem ci…- szczerzy się.
Idziemy koło sklepu z erotyczną bielizną, a ona zatrzymuje się, by spojrzeć na wystawę.
-Kylie, chodź…- ciągnę ją śmiejąc się.
-Czekaj! Nie widzisz, że oglądam?- mówi z lekkim wyrzutem i uśmiechem na twarzy, rezygnuję z odciągnięcia jej, na co ona puszcza moją dłoń i przygląda się.
-Któryś z kompletów ci się podoba?- pytam chichocząc.
-Żaden z nich, chociaż…- zamyśla się.- Właściwie ten jest fajny…- wskazuje palcem, na ten w głównej części wystawy. Jest to czarne koronkowe body, z fragmentami kryjącego materiału na piersiach i w okolicach intymnych.
-Ubrałabyś go?- pytam spoglądając na nią.
-Na jakiś dobry seks, tak…- stwierdza, jak gdyby nigdy nic, uśmiecham się na tę odpowiedź i łapię ją za dłoń.
-Chodź…- mówię jej do ucha, a ona kiwa głową i idzie. Mijamy grupkę ludzi, którzy palą papierosy, a ja czuję, że znów muszę zapalić, nie chcę jednak robić tego w obecności Kylie. Docieramy do klubu, płacę za nasze wejście do klubu i pierwsze co czuję to zapach unoszącego się alkoholu. Siadam z Kylie w wolnym miejscu w samym rogu klubu i zamawiam dla nas trochę drinków.
Narracja trzecioosobowa
Kylie i Harry z uśmiechem rozmawiają popijając coraz większe ilości alkoholu, dziewczyna powoli przestaje kontaktować co się dookoła niej dzieje, ale Harry cały czas panuje nad sytuacją, przy kolejnym shocie każe jej przystopować, na co ona się denerwuje.
-Nie jesteś moją matką…- bełkocze mu do ucha, Harry uśmiecha się szeroko i kręci głową widząc jej stan. Kylie przytula się do niego i opiera się o jego udo. Przygląda się małymi już oczami jego twarzy.
-Pamiętasz Włochy?- pyta go.
-Co konkretnie?- pyta ją, a ona wtedy siada mu na kolanach, on kładzie dłoń na jej nogach, a drugą na jej biodrze.
-Gdzie było najfajniej?- pyta go kierując słowa do ucha.
-W klubie…- mówi Harry i zaraz uśmiecha się szeroko.
-Chcę to powtórzyć…- mówi cicho, ale on słyszy ją dobrze mimo głośno grającej muzyki.
-Chcesz tań…- pyta, ale przerywają mu jej usta, które wpijają się w jego bez ostrzeżenia. Dziewczyna nie traci czasu, od razu wsuwa język do jego ust cicho mrucząc. Harry pełen zdziwienia oddaje niepewne pocałunki, ale gdy Kylie siada okrakiem na jego udach czuje, że staje się pewniejszy, wręcz pełen namiętności i podniecenia, które czuć w powietrzu. Dym papierosów i woń alkoholu wraz z narastającymi emocjami są dla nich swojego rodzaju połączeniem, bo obydwoje – przez ten pocałunek znajdują się w innym – lepszym świecie. Gdy ona oddaje mu w usta ciche poderwane oddechy, on czuje, że ta kobieta odkrywa w nim drugiego, innego Harry’ego. Człowieka, którego wcześniej nie znał, człowieka, którego nigdy w sobie nie odkrył, a z ułamkiem sekundy, gdy właśnie Ona – Kylie obdarowała go swoimi ustami znajduje się pod drugiej stronie lustra i poznaje siebie od drugiej strony. I… Chce więcej. Ona też. Świadczą o tym jej urywane oddechy i chcące więcej i więcej uda.
-Chcę ciebie…- mówi w usta Harry’ego, na co on cicho stęka.
-Nie możemy Ky…- mówi, po raz pierwszy używając jej zdrobnienia.
-Dlaczego?- pyta kontynuując.
-Ponieważ jesteśmy w innym stanie. Jesteśmy pijani…- mówię jej, a ona kieruje swoją dłoń ku mojemu przyrodzeniu i odrywa usta od moich.
-Nie mów mi tylko, że nie chcesz…- patrzy jednoznacznie na niego, a on sam dostaje wtedy kręćka czując napierającą siłę na wyrywającego się przyjaciela, którego ona czuje.
-Kurewsko chcę…- mówi jej, a ona zaczyna poruszać dłonią w górę i w dół, uśmiecha się lekko i muska jego usta.
-Jesteś słodki, taki bezbronny…- mówi i przygryza dolną wargę.-… chcę poznać dokładnie tę słodycz… chcę uprawiać z tobą seks…- dodaje, a on mając przed oczami jej piersi, czuje, że zaraz wybuchnie. Kylie daje mu buziaka zresztą bardzo namiętnego i pozwala mu dotknąć swojego biustu. Harry czując w dłoniach dwie, idealnie dopasowane do jego dłoni piersi czuję, że zaczyna go łapać skurcz.
-Oszalałaś…- mówi cicho, a ona uśmiecha się szeroko.
-Czasami potrafię takie rzeczy…- mówi i pomaga mu lepiej dotykać jej biustu.
Znów łączy ich usta w ognistym pocałunku, podczas którego lekko pociera o przyrodzenie chłopaka.
-Moje, czy twoje łóżko?- pyta po dłuższej chwili.
Harry nie odpowiada zaabsorbowany jej ciałem.
-Wybieram moje... zobaczymy co powiesz mi po dobrym seksie…- mówi cicho uśmiechając się.
Harry odsuwa się od niej, bo wszystko momentalnie do niego wraca. Świadomość, że nie chce, by Kylie odwróciła się, bo zrobiła coś przeciwko sobie. Świadomość, że to Kylie...
-Nie dziś…- mówi broniąc się.- Wolę, żebyśmy byli trzeźwi.- mówi, a ona patrzy na niego zdziwiona.
-Co ty mówisz?- dziwi się dziewczyna.- Nie chcesz się ze mną przespać?- pyta go, a on szybko przeczy.
-Kylie, nie chcę, żebyś potem miała jakieś pretensje…- mówi patrząc jej w oczy, jej twarz robi się jakby smutna. -…ale coś ci powiem…- dodaje. -…myślę, że znajdziemy nasz własny sposób na spędzanie wolnego czasu i będziemy chcieli to robić często… Nadajemy na podobnych falach…- uśmiecha się.
Kylie patrzy w jego oczy czując ogarniające ją, coraz większe zmęczenie. Dotyka jego policzków i zakłada mu krótkie, kręcone włosy za ucho.
-Jesteś inny…- mówi Kylie i składa mu pocałunek na ustach.-… ale to fajnie i w pozytywny sposób…
Harry uśmiecha się szeroko ukazując jej dołeczki, na których widok ona także szeroko się uśmiecha.
-Zawieziesz mnie do domu?- pyta go, a on się uśmiecha szeroko i składa na jej ustach kolejny pocałunek.
-Jasne…- mówi i zaczynają się zbierać.

***
Miłego!